Trochę się już znamy, więc do czegoś się Państwu przyznam: uwielbiam ludzi oszczędnych w słowach. Takich, którzy więcej robią niż mówią, nie ulegają powszechnej pokusie opowiadania wszystkiego wszystkim i relacjonowania swojego życia minuta po minucie.

Jerzy Trela podczas próby spektaklu "Zrzędność i przekora" Aleksandra Fredry w reżyserii Mikołaja Grabowskiego /PAP/Jacek Bednarczyk /PAP

Piewcy nowoczesności twierdzą, że żyjemy w czasach, gdy dostęp do informacji jest łatwy jak nigdy wcześniej. W zasadzie to prawda. Trzeba jednak pamiętać, że coraz mniej osób słucha, a coraz więcej nadaje. Ci, którzy z racji zawodu czy roli społecznej mają łatwiejszy dostęp do mikrofonów, kamer i szerokiej publiczności często bez skrępowania i opamiętania biorą się za każdy temat. Nie dają za sobą zatęsknić widzom, słuchaczom czy internautom. Objawiają się rano, wieczór, we dnie i w nocy.

Jerzy Trela - bohater książki Beaty Guczalskiej, która kilka dni temu pojawiła się w księgarniach - należy do kameralnego i elitarnego (z roku na rok coraz bardziej) grona aktorów. Oni nie mizdrzą się i nie bywają, ale po prostu pracują. Nie kupczą swoją prywatnością i nie próbują zwracać uwagi swoimi poglądami - przyciągają widzów niebanalnymi i intrygującymi rolami. Nie pchają się przed obiektywy i nie tłoczą na ściankach - łączą rzemieślniczy profesjonalizm z pokorą i skromnością.

Jak napisać wartościową książkę o kimś, kto publicznie wypowiada się rzadko, a często nawet na ekranie niewiele mówi? Autorka dobrze poradziła sobie z tym zadaniem. Od pierwszych stron rzuca się w oczy ogrom zebranego i opracowanego materiału. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że "Trela" to nie biografia, a podręcznik. Naszpikowany faktami i szczegółami, a więc momentami nie najłatwiejszy w lekturze. Szalenie merytoryczny, pozbawiony ogólników i banału. Guczalska nie ukrywa swoistej fascynacji bohaterem, ale - na szczęście - nie próbuje go odczłowieczać i beatyfikować za życia.

Jeśli ktoś miał nadzieję, że po latach milczenia Jerzy Trela postanowił się wygadać na kartach biografii to z pewnością gorzko się rozczaruje. W książce pojawiają się oczywiście wątki rodzinne i towarzyskie - są one jednak dodatkiem do bardzo drobiazgowego opisu zawodowej drogi artysty. Najwięcej uwagi autorka poświęca teatralnemu dorobkowi swojego bohatera. Opisuje jego kontakty z najwybitniejszymi reżyserami przy okazji kreśląc też portret środowiska. Pokazuje, że to co naprawdę twórcze i wartościowe powstaje bardzo często jako praca zbiorowa, efekt konfrontacji charakterów i osobowości. Warto o tym pamiętać w czasach, gdy niczym "Straszni mieszczanie" z wiersza Tuwima coraz częściej skłonni jesteśmy "widzieć wszystko oddzielnie".

Jedno w tej książce dziwi, a może nawet troszkę smuci. Trela na teatralnych deskach opisany jest drobiazgowo - jako osobowość sceniczna z ogromnym potencjałem, partner często grający "na kogoś", pedagog dbający o swoich podopiecznych i troszczący się czasem nie tylko o duchową, ale też ziemską strawę dla nich... Na tle tych dużych i pogłębionych rozdziałów bardzo niepozornie wygląda część poświęcona dokonaniom aktora przed kamerą. Czytelnik może odnieść wrażenie, że według autorki ta aktywność Treli (z wyjątkiem Teatru Telewizji, któremu poświęcono osobny rozdział) nie zasługuje na większą uwagę. Oczywiście, możemy do pewnego stopnia zgodzić się z tym, że kino w pełni nie wykorzystało jego potencjału i zamiast wielkich głównych ról dało mu mnóstwo wyrazistych epizodów. Trzeba jednak pamiętać, że nawet malutkie rólki tego aktora w filmach i serialach pamięta się latami. Różne są one napisane, czasem Trela nie ma wokół siebie partnerów na porównywalnym poziomie - mimo to po prostu się go pamięta, bo wnosi pewną niepodrabialną jakość.

Dopełnieniem części "podręcznikowo-biograficznej" są przeprowadzone przez autorkę wywiady z przyjaciółmi Treli - m.in. Anną Dymną i Dorotą Segdą. Te rozmowy nie odkrywają zbyt wielu tajemnic aktora. Pokazują jednak, że pod wizerunkiem zimnego i poważnego człowieka kryje się w gruncie rzeczy ktoś sympatyczny i życzliwy wobec innych. Artysta twardo stąpający po ziemi, który - co staje się ostatnio coraz rzadsze - jest aktorem na scenie czy przed kamerą, a w życiu po prostu ojcem, dziadkiem, dobrym kolegą. Nie miesza tych dwóch porządków, zachowuje dystans i nie traci energii na stroszenie piórek. Robi to, co umie i nie gada po próżnicy. Warto zarazić się od niego tą - w ostatnim czasie coraz bardziej deficytową - umiejętnością.