Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby serial House of Cards, gdyby jego główną bohaterką była kobieta walcząca najpierw o zdobycie, a potem o utrzymanie władzy? Wizja Franka Underwooda czy właściwie Francisa Urquharta (tak nazywał się bohater ze słynnej serii książek lorda Michaela Dobbsa) w spódnicy działa na wyobraźnie. Ma też zasadniczą przewagę nad historią z Kevinem Spacey w roli głównej – kiedyś wydarzyła się naprawdę. Gdzie? W Chinach. Kiedy? Na przełomie XIX i XX wieku.

Okładka książki /Mat. prasowe /

Historia opisana w książce "Cesarzowa Wdowa Cixi" chińskiej pisarski Jung Chang jest tak nieprawdopodobna, że w zasadzie nie powinna się wydarzyć. Każdy scenarzysta zostałby wyrzucony za drzwi, gdyby przedstawił projekt o kobiecie łączącej polityczny spryt Franka Underwooda z innowacyjnym myśleniem godnym Steve’a Jobsa, która zrobiła karierę od nałożnicy do potężnej władczyni.  

Obraz Cixi w głowie przeciętnego Chińczyka kompletnie różni się od tego, co pokazałam w książce - mówi mi Jung Chang. W Chinach, gdzie moja książka jest zakazana, uczysz się, że Cesarzowa Wdowa była bardzo konserwatywna, despotyczna, że zrujnowała kraj, który Mao potem uratował. To kompletna nieprawda - świadczą o tym dokumenty, które przestudiowałam - tłumaczy. Ona przez wiele lat była niesprawiedliwie oceniana. To właśnie Cixi sprowadziła do Chin wszystkie nowoczesne wynalazki takie jak elektryczność, kolej, telefony, zmodernizowała armię i marynarkę, system prawny, edukację... Zniosła karę "śmierci od tysiąca cięć", która polegała na powolnym krojeniu skazanego na kawałki i zwyczaj bandażowania stóp dziewczynkom - jeszcze moja babcia cierpiała z powodu tej tradycji. Chciała nawet wprowadzić monarchię konstytucyjną - wylicza pisarka. Jednocześnie nie idealizuje swojej bohaterki - dość skrupulatnie opisuje zarówno zamach stanu, dzięki któremu doszła do władzy, jak i kolejne zabójstwa, które pozwoliły ją jej utrzymać. "Była wielka, lecz nie święta" - podkreśla Jung Chang w zakończeniu książki.

W rozmowie ze mną mieszkająca w Londynie pisarka przyznaje ze smutkiem, że wątpi w to, iż dożyje czasów, kiedy jej książka będzie mogła zostać opublikowana w Chinach. Nie jestem aktywistką polityczną. Na moje nieszczęście historia, o której pisze w książkach to temat tabu w Chinach. Jest pewna oficjalna linia, a moje publikacje stoją w oczywistej sprzeczności z nią. Np. w książce, którą napisałam z mężem pokazujemy, że Mao jest odpowiedzialny za śmierć milionów Chińczyków w czasie pokoju, że doprowadził on kraj do katastrofy. A przecież jego twarz jest na każdym chińskim banknocie... W tej sytuacji nie tylko moje książki są zakazane - moje nazwisko nie istnieje w mediach, internecie, bibliotekach... - tłumaczy Jung Chang. 

Co z polskiej perspektywy wydaje się szczególnie atrakcyjne w historii Cixi? Trudno nie zwrócić uwagi na epizod, gdy jeden z największych intrygantów w otoczeniu cesarzowej nazywany fantazyjnie Dzikim Lisem Kangiem ostrzega ją, że niebawem Chiny mogą stać się... drugą Polską. Chodzi oczywiście o kwestię agresji obcych mocarstw i ewentualnych rozbiorów, które byłyby jej następstwem. Dziś - w czasach, gdy za sobą mamy już opowieści o "drugiej Irlandii", "drugiej Japonii" itp. - trudno nie przyjąć tych dywagacji z ironicznym uśmiechem. To jednak tylko szczegół, który nie powinien nam przesłaniać spraw ważniejszych...

Mamy obecnie modę na inspirujących ludzi i motywujące historie, trenerów, coachów i inne tego typu cuda. Na historię Cesarzowej Wdowy można popatrzeć również od tej strony. Staje się ona wtedy dość uniwersalną opowieścią o tym, że rzeczywistość można zmieniać nawet startując z pozycji kogoś niedocenianego, nietraktowanego poważnie, marginalizowanego. Niby to banał, a jednak warto raz na jakiś czas o tym przypominać.

Na koniec wróćmy do tytułowego House of Cards made in China... Korzystając z okazji nie mogłem nie zapytać autorki o to, czy historia Cixi zostanie przeniesiona na ekran. Jung Chang najpierw z uśmiechem przyjęła moje porównanie do słynnego serialu, a potem wyjaśniła: Chciałabym zobaczyć ekranizację mojej książki, ale sama nie umiem się tym zająć. Pojawiają się ludzie zainteresowani takim projektem, ale bardzo trudno go zrealizować. Równie enigmatyczna była jej odpowiedź na pytanie o dalsze plany pisarskie. Zdradziła tylko, że chce zająć się niesłusznie zapomnianymi, a ważnymi dla historii Chin kobietami.