24, 25, 36 i 47. Nie, to nie wyniki żadnego losowania. To wiek czterech osób zatrzymanych w weekend w Sopocie - mówiąc najogólniej - po bójce w jednym z klubów w Krzywym Domku przy słynnym Monciaku. Jak na Sopot, to nic nadzwyczajnego. Pokazuje jednak jak absurdalne są twierdzenia, że wprowadzenie wstępu do klubów od 21. roku życia podniesie bezpieczeństwo w kurorcie.

Sopockie molo (zdjęcie ilustracyjne) /Piotr Wittman /PAP

W weekendowej bójce nikt nie został ciężko ranny, życia na pewno, a i zdrowia raczej też nikt nie stracił. Choć policja zatrzymała 4 osoby, nie wiadomo, czy odpowiedzą za całą sytuację. Trudno będzie ustalić, kto jest pokrzywdzonym, kto sprawcą. Ktoś za dużo wypił, ktoś inny za dużo powiedział i poszło...

To najpoważniejsze zdarzenie sopockiego weekendu. Dobrze, że tylko tak błahe, bo w Sopocie bywało różnie. Przypomnę ten wiek... najmłodszy z uczestników bójki ma 24 lata, najstarszy 47. Doszło do niej w klubie. Nie na ulicy. A to właśnie do klubów wstęp ze względu na wiek, ma być ograniczony. No chyba, że ktoś ma legitymację studencką... Bo to tak wiele zmienia. Jak student, to na pewno kulturka! A jak!

Forsowane i nagłaśniane od kilku tygodni rozwiązanie to odpowiedź na pomysł policji. Sopocki komendant miejski, inspektor Piotr Bolin, zaproponował, by skrócić o dwie godziny działalność klubów w kurorcie. Od 2007 roku zamykane są one o godzinie 5 nad ranem. Miałyby działać o dwie godziny krócej. Propozycja policji wydaje się uczciwa i rozsądna. To zresztą rozwiązanie rodem z Zachodu. W kilku krajach Europy, między innymi w Irlandii, we Włoszech i na Malcie, spotkałem się już z takowym. Nikt nie płakał. W Hiszpanii chyba też nie.

Dwie godziny - proponowane w Sopocie - to nie tak dużo. Mowa o późnonocnych godzinach, w których raczej nikt trzeźwy już do klubu nie zajrzy, a ten, co jest tam od dawna, raczej jest już na ostatniej prostej. No chyba, że na dopingu. Taki pewnie mógłby jeszcze brnąć daleko. Jak inny niedopity siedzieć w klubie do ostatniego grosza. I o to, mam wrażanie, chodzi właścicielom klubów. Żadne bezpieczeństwo.

Przecież ktoś nagle zasugerował, by im zabrać dwie godziny, teoretycznie najlepszego interesu! Pod płachtą bezpieczeństwa forsują więc rozwiązanie, które niczego nie zmieni. Przepraszam... zmieni. Skasuje w klubach teoretycznie 3 najuboższe, wśród potencjalnych klientów, roczniki. Naiwnym jest myślenie, że ta młodzież nie przyjedzie do Sopotu, bo nie wejdzie do klubu... Gdzie ma pojechać? Do Gdyni na Skwer Kościuszki, gdzie z perspektywy młodego człowieka niewiele się dzieje? Czy do sennego, historycznego centrum Gdańska? To jasne, że przyjedzie do Sopotu. Bo tu jest imprezowa stolica Trójmiasta. Będzie się bawić na ulicy, plaży, alejkach. Tak przetrwa te 3 lata i dojrzeje, by próg klubu przekroczyć.

Według niektórych, bezpieczeństwo, może się nawet obniżyć. Raz, że ta młodzież bawić będzie się "na mieście", dwa, że będzie trzeba mieć na tę zabawę oko. A to zostanie na głowie policji, bo przecież nie firma ochroniarska będzie się młodzieżą, która do klubów nie weszła, zajmować.

Dobrze, że miasto po latach dostrzegło realny problem, czyni też kolejne kroki, by coś z nim robić. Skuteczność tych ruchów to na razie znak zapytania.  Wspomniane firmy ochroniarskie to kolejny z pomysłów, zwłaszcza kluby mieszczące się w Krzywym Domu, miały by zwiększyć ochronę. Mówi się też o lepszym oświetleniu sal, zwiększeniu liczby kamer, wykrywaczach metalu. To rozwiązania, które mogą pomóc. W pojedynkę jednak nie dadzą nic. Trzeba by solidarności klubów. A w konkurencji nie ma na nią miejsca. Biznes jest biznes. Zwłaszcza tak dochodowy jak branża nocna w Sopocie.

Ten wiek to ściema. Medialny chwyt, by wyglądało, że coś jest robione, bo bumerang dyskusji w tej sprawie wraca. W czwartek powinno okazać się, ile klubów ostatecznie zdecyduje się na opisany układ. Co ciekawe, część z nich nie będzie musiała tego robić. W niektórych od dawna obowiązuje wstęp od 21 roku życia. A z bezpieczeństwem w Sopocie jest, jak jest. Od medialnej burzy do medialnej burzy. A gdy cisza, w to mi graj.