Ranek obudził nas informacją o zamachu w Nicei. Wkurzony na świat Tunezyjczyk-obywatel Republiki Francuskiej wjechał ciężarówką w tłum radośnie świętujących kolejna rocznicę zburzenia Bastylii. Jak znam życie, spora część oburzy się na Arabów (Murzynów, Żółtych itd.), inni dopatrzą się w tym islamu, jeszcze inni państwa ISIS. Kiedy to piszę jeszcze nie wiem, co odkryje policja. Moim zdaniem uprawnione jest myślenie w innym kierunku.

Opuszczone do połowy masztów flagi: Unii Europejskiej i Francji /PAP/EPA/THOMAS HODEL /PAP/EPA

Nastał czas wyrównania historycznych porachunków. Jak popatrzymy na ostatnie akty terrorystyczne, to kilka cech jest tu wspólnych. Dochodzi do nich w państwach, które kiedyś posiadały liczne i zbrojnie utrzymywane kolonie. To, co Francuzi czy Anglicy robili w świecie arabskim, nie przynosi im zaszczytu. Nawet zbrodnie na narodzie polskim, z wyjątkiem II wojny światowej, jakoś mieściły się w ówczesnej kulturze konfliktu zbrojnego. Zachowanie kolonizatorów wobec ludzi innej rasy czy wyznania cechowała jednak bezmyślność i okrucieństwo. Narody nie zapominają - nastał czas odwetu. To jedno.

Drugie - to fakt, iż liczne mniejszości w tych krajach poczuły się zdradzone. Państwo nie pamiętają lat sześćdziesiątych - dekady wolności. Pokojowe wycofanie się  Europy kolonizatorów z Azji czy Afryki warunkowane było zabraniem ze sobą tych miejscowych, którzy służyli okupantom.  Tak do Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii czy Holandii trafiły liczne grupy lokalnych policjantów czy pracowników administracji z dotychczasowych kolonii. W niektórych krajach zrobiono wiele, aby zaadaptowali się w nowej rzeczywistości i przybranej Ojczyźnie. W innych nie zrobiono nic.

Tacy mieszkańcy Francji, którzy przybyli z północnej Afryki nigdy nie poczuli się równouprawnieni z Francuzami, mimo, iż im to obiecywano. Teraz, wnuki tych przybyszy biorą odwet.

I trzecie. W społeczeństwach współczesnych narastają skrajne stany emocjonalne. Obok ludzi  genetycznie niestabilnych umysłowo i emocjonalnie (ocenia się to na ok. 10 proc. populacji), rosną grupy społeczne niestabilne sytuacyjnie. Gdy popatrzymy na Polskę to widać wyraźnie tę grupę. Nie możemy już ze sobą spokojnie rozmawiać, zamiast wymieniać argumenty, wymieniamy epitety. W innych krajach jest podobnie, choć im kraj bogatszy, tym napięcie jest mniejsze. 

Pomaga w tym internet. To w nim widać wielkość tych grup, to w nim frustraci napędzają się wzajemnie.  Na razie agresja jest słowna, bo nie mamy powszechnie dostępnej innej broni, choć są takie postulaty. Odradzam. Broń, podobnie jak pieniądze, łatwo rozdać, ale odebrać się już nie da. A agresję się leczy. Niestety, jak widać po Stanach Zjednoczonych, nie zawsze skutecznie. Ale to nie nasza wina, tylko stanu psychiatrii.