Banałem jest stwierdzenie, że wiek XX przyniósł ze sobą rozmaite nieszczęścia. Przyniósł także nowe zjawisko, a może stare: renesans republikańskiej idei państwa. Tyle, że jak u Marksa, o ile jego pierwsze arystotelesowskie wcielenie było rozwiązaniem świetnym, o tyle dwudziestowieczna powtórka okazała się z czasem farsą. Państwo stało się omnipotentną instytucją, wszechmogącą i wszystkowiedzącą lepiej.

Swoją cegiełkę dołożyli w tym dziele wyznawcy leninizmu, ale i też model ten przyjął się powszechnie w świecie. Najpierw państwo miało wpływ na redystrybucję polityczną, potem zaś na ekonomiczną i socjalną. Świeżym wynalazkiem jest aspirowanie państwa do wpływu na sumienia.

Nadal zatem jesteśmy na etapie moralności przymiotnikowej (socjalistyczna, chrześcijańska, muzułmańska  itd.)  Prawo państwowe usiłuje nam narzucić hierarchię wyznawanych wartości, zdefiniować i zhierarchizować nasze cele życiowe, określić symbole i emocje, nie tylko zbiorowe - do  czego ma prawo - ale też indywidualne.  Chce upaństwowić nasze sumienia.  Czasem nawet gorzej,  jak w niektórych krajach islamskich, kiedy to prawo wyznaniowe jest tożsame z prawem państwowym. Albo trochę lepiej,  kiedy  do prawa wprowadzamy rozwiązania zaczerpnięte z idei religijnych, godząc się na niejasne zapisy i karanie emocji indywidualnego światopoglądu. Oczywiście jest to możliwe w jednym przypadku: kiedy poglądy te zagrażają innych ludziom, czy nawet porządkowi społecznemu. Dlatego słusznie potępiamy totalitaryzm, jakiej by nie był barwy.

"Nowela ustawy antyaborcyjnej ma położyć kres mordowaniu nienarodzonych dzieci, u których badania prenatalne wskazują na podwyższone ryzyko wystąpienia niepełnosprawności" - mówiła w Sejmie Kaja Godek, prezentując obywatelski projekt zaostrzający ustawę. "Kupujecie sobie spokój... czytaj więcej

Ale np. sprawa zapłodnienia in vitro. Czy zagraża ona porządkowi społecznemu lub interesom innych ludzi, ich prawom osobistym?  Czy to nie jest kwestia sumienia rodziców? Czyż decyzja kobiety o aborcji nie jest kwestią jej indywidualnego sumienia? Dlaczego moralnie potępiamy, ale nie karzemy  tych, którzy nie chcą dopuścić przetaczania krwi lub przeszczepów u swoich bliskich? Czy i jakie mamy prawo, aby oceniać sumienie człowieka, wtedy, gdy swoim postępowaniem nie narusza on uzasadnionych praw i dóbr innych ludzi?

Pytania te nasunęły mi się przy okazji debaty nad obywatelskim wnioskiem o zakazie aborcji w przypadku nienarodzonych istot obciążonych wadą genetyczną. Nie odbieram dobrej woli i żadnych praw tym  ludziom, którzy podpisali się pod tym wnioskiem. Na pewno mają dobre intencje i przekonanie, że czynią dobrze. Ale, czy nie lepiej byłoby w ogóle zrezygnować z tych regulacji?  Jeśli mamy zaufania do człowieka, jeśli wierzymy, że Pan Bóg dał mu wolną wolę, to może odejdźmy wreszcie od zastępowania tegoż sumienia prawem karnym?

Ps. Deregulacja, z łaciny, oznacza odstąpienie od ingerencji prawa w określoną sferę działalności człowieka. Mniej przepisów, więcej zdrowego rozsądku - tak powiadają Anglicy. Co więcej - nawet to praktykują. I nie słychać, aby interesy Korony na tym ucierpiały.