Mój wybitny partner z tych łamów - Pan Bogdan Zalewski - napisał tekst promujący nową polską literaturę faktu. Tekst jest taki, że spodnie mi opadły. Spojrzałem: nieobrzezany, mogę więc z czystym sumieniem poprzeć i rozwinąć Jego rozważania. Niestety, pracuję w nauce, a nie w literaturze, ale jestem dość stary, więc wiele pamiętam. Sam Autor sporo mi przypomniał. W latach 1980-1981 wychodziło takie pismo, "Rzeczywistość" się zwało, ech, nostalgiczna łezka w oku się pojawiła.

Zacząłbym od tego, że lista trefnych nazwisk przytoczona przez Pana Redaktora jest dalece niepełną. Pan może nie pamiętać dyskusji o Mickiewiczu, ale rozważania o polskości Tuwima czy Słonimskiego na pewno nie są Panu obce. Dodajmy, że tworzyli oni w czasach Józefa Wissarionowicza, co na pewno nie jest bez znaczenia. Tego ostatniego uważa się za Gruzina, co może być zmyłką niezbędną, by pomniejszyć rolę Lecha Kaczyńskiego w obronie Gruzji przez rosyjską agresją.

Ale wracając do literatury faktu.  Szkoda, ze pominął Pan dorobek płk Zdzisława Ciesiołkiewicza (m.in. "Judeopolonia", "Inwazja upiorów").  Ciesiołkiewicz sformułował i udowodnił podobną hipotezę badawczą co literatura przez Pana omawiana: "dzieci dziedziczą poglądy swoich rodziców, tylko bardziej cwanie je wdrażają w życie, np. przebierają się za komunistów". Teraz już chyba nie, ale wtedy było to w modzie. Pominął Pan także  Leszka Bubla, który prawie dwadzieścia lat temu wydał druk zwarty pt. Lista żydów w polskim Sejmie. Znalazło się na niej - jak pamiętam - ok. 300 nazwisk. Cóż to były za nazwiska!  Jaka baza źródłowa!  Do dziś jeszcze ten biały kruk z pietyzmem jest przechowywany w wielu polskich domach.  Miałem z nią jeden problem. Był na tej liście mój serdeczny kolega jeszcze ze Związku Młodzieży Wiejskiej. Kiedyś byliśmy na imieninach u Jego Ojca, porządnego tarnowskiego chłopa.  Po kolejnej szklanicy Stary otarł wąsa, podszedł do kredensu, wyjął z niego dzieło Bubla i z wyrzutem zapytał: "Synu, matka porządna, ja też katolik, a ty żyd"? No, ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.

Wie Pan, mam też ze sobą problem. Mój Ojciec był w AK, za Stalina siedział parę razy, kij do kiszki stolcowej też Mu wpychali. Ale jak wyszedł, a zanim umarł, to na wsi  różne jaczejki zakładał: a to Straż Pożarną, a to kółko rolnicze. A ja w pezetpeery poszedłem i na lewo dziś jestem. Tak, że na szczęście  nijak do tego towarzystwa nie pasuję. A i katolikiem nie jestem, to bliźniego miłować nie muszę.