Andrzej Duda ogłosił kolejne referendum razem z wyborami 25 października. Zarzuca się Mu, że chce pomóc PiS-owi. Zapewne prawda. Ale dlaczego miałby tego nie robić?

Po pierwsze - Andrzej Duda jest pisowcem z PiS-u. Został znaleziony przez tę partię, przez nią ukształtowany i zgłoszony na Prezydenta RP. Wszystko, co w życiu osiągnął zawdzięcza Partii Jarosława Kaczyńskiego i Jemu osobiście. To naturalne, że ma wobec partii i jej prezesa dług wdzięczności. Jeszcze niejeden raz poczucie tego długu zwycięży w chwilach rozterki. Prawo i Sprawiedliwość szczególnie premiuje lojalność. Andrzej Duda o tym wie i nie zamierza tej zasady podważać.

Zwłaszcza - to drugie - że będzie chciał powtórzyć sukces Kwaśniewskiego. To jedyny polski  polityk, który dwukrotnie wygrał wybory prezydenckie (nie licząc Mościckiego przed wojną, którego Piłsudski też dwa razy wyznaczał na prezydenta). Trudno, aby aspiracje Andrzeja Dudy były inne, a wtedy kampanii prezydenckiej nie może zrobić Mu Kancelaria lub doradcy. Nie wyszło to Komorowskiemu, nie wyjdzie nikomu innemu. Do kampanii będzie potrzebny PiS, obojętnie rządzący czy opozycyjny, ale będący nadal wielką partią ze sporym zasobem organizacyjnym i finansowym.

Po trzecie - Andrzej Duda wierzy w politykę Prawa i Sprawiedliwości. Jego doświadczenie państwowe nie jest zbyt wielkie, a to oznacza, ze musi w tym względzie zaufać własnej partii, a konkretnie Jarosławowi Kaczyńskiemu, bo On najlepiej rozumie (piszę to bez ironii) na czym polega polityka. W Jego wydaniu to nie są przepychanki kadrowe czy te wszystkie podejrzane układy czy zmowy, które obiecuje zwalczać. To miłe opowiastki dla naiwnych, których w żadnym społeczeństwie nie brakuje (Janusz Korwin-Mikke twierdzi nawet, ze stanowią oni większość). Istotą polityki Jarosława Kaczyńskiego jest budową państwa omnipotentnego, któremu podlegać będą wszystkie pozostałe elementy życia publicznego i prywatnego obywateli.  Ład, porządek, dyscyplina, hierarchia - to zasady tego państwa.  Narzędziem jego  budowy jest upór i konsekwencja oraz niebywały słuch społeczny.  Tusk miał podobny, ale inną wizję państwa i własnej władzy.

Andrzej Duda, a raczej urząd, który piastuje,  jest ważnym elementem  polityki  Jarosława Kaczyńskiego w sferze symbolicznej, ale i realnej.  Ma kształtować nowy wizerunek społeczny PiS-u, bez którego zwycięstwo w 2015 roku jest możliwe, ale powtórzenie tego sukcesu już nie. Ma uspokoić europejską opinię publiczną. Ma przemówić do nowych pokoleń, które szeroką ławą wchodzą do życia publicznego. Jak mu się uda to będzie nowym Prezesem.

Stąd  tytuł tego tekstu i jego opisowy charakter.