"Wiemy, że prezydent ma inną opinię, ale Tusk chce, by to zwycięzca wyborów otrzymał misję tworzenia rządu" - twierdzi w Kontrwywiadzie RMF FM Paweł Graś. "Nie jestem wróżbitą, wszystko zależy od 9 października. Odkładamy trudne scenariusze na po wyborach" - mówi o ewentualnych koalicjach. "Gowin twierdził w RMF FM, że Palikot to dla PO kara za grzechy? Któż z nas nie jest grzesznym?" - komentuje.

Posłuchaj Kontrwywiadu RMF FM

Konrad Piasecki: Po spokojnej nocy policyjna mobilizacja w Zielonej Górze odwołana?

Paweł Graś: Rzeczywiście, na szczęście - wbrew obawom niektórych, czy to policjantów, czy obserwatorów, czy komentatorów tego, co działo się w Zielonej Górze - ta noc była spokojna.

I oceniacie, że sytuacja tam jest uspokojona, spacyfikowana, nie będzie problemów?

Tak, wygląda na to, że sytuacja jest opanowana. Mieszkańcy Zielonej Góry zachowują się po prostu wzorowo. Mówię również o prawdziwych kibicach, a nie o bandytach, którzy napadali na policjantów. Takim dniem, któremu na pewno bacznie trzeba będzie się przyglądać, będzie dzień pogrzebu tego młodego człowieka.

I do dnia pogrzebu policyjna mobilizacja czy wzmożona gotowość nadal będzie podtrzymana?

Taka wzmożona gotowość i obserwacja tego, co się dzieje - bo nie możemy wykluczyć, że grupy kiboli, bo nie kibiców, z innych miast Polski i z innych dyscyplin sportu - będą chcieli wykorzystać tę okazję do demonstracji, do zadym z policją. W związku z tym siły policyjne są przygotowane i będą każdą próbę, agresji, ataku czy łamania prawa dusić w zarodku.

Panie ministrze, czy pan też wierzy, że to PiS odpowiada za zajścia w Zielonej Górze?

Na pewno są w tym kraju politycy, którzy myśleli, że są na tyle sprytni i na tyle cwani, że wykorzystają tę krytykę i negatywne nastawienie do rządu wśród kiboli do swoich celów politycznych. I takie próby ewidentnie ze strony niektórych polityków PiS-u mieliśmy.

Bardzo jest daleko od słów, od wzięcia w obronę niektórych grup kibiców, do zrzucenia na kogoś odpowiedzialności za dramatyczne sytuacje, w których bije się policjanta.

Nikt też wprost tej odpowiedzialności nie zrzuca.

"Jednym z powodów agresji są nieodpowiedzialne słowa niektórych polityków, którzy bandytów nazywają patriotami." To słowa premiera Donalda Tuska.

I możemy się w pełni pod tym podpisać i jeszcze raz to powtórzyć. Bo jeżeli jest tak, że mamy ewidentne przykłady naruszenia i łamania prawa i jeśli przeciwko tym przykładom nie ma jednolitego politycznego frontu, ale ktoś zostawia furtkę, co więcej, niektóre media i politycy pokazują takie przykłady jako wzór patriotyzmu, czy wzór walki o wolność słowa, to to jest nie w porządku i tę lukę, to przyzwolenie niektórzy wykorzystują.

A pamięta pan rok 1998 i Słupsk?

Tam była zupełnie inna sytuacja.

Ale też były emocje, były też bitwy z policjantami. PiS-u wtedy nie było, Platformy nie było, a ludzi też ponosiły emocje. Bardzo nieuprawnione jest stosowanie takich porównań, jak zrzucanie na kogoś odpowiedzialności za zachowanie kilku chuliganów.

Ale była tam zupełnie inna sytuacja. Pamiętamy, że tam wyjaśnianie roli policji trwało jakiś czas, były w tej sprawie procesy sądowe, i tak dalej. Natomiast tutaj sytuacja jest ewidentna - to był bardzo nieszczęśliwy, ale wypadek drogowy. Takie rzeczy się dzieją...

Mówię teraz o wątku politycznym, bo na podobnej zasadzie PiS zrzucał na Platformę odpowiedzialność za strzelaninę w Łodzi i wtedy pan był pierwszym, który się śmiertelnie oburzał.

Ja się nigdy na PiS śmiertelnie nie oburzam, staram się rozmawiać z PiS-em na argumenty, emocje trzymam na wodzy. Przecież pan redaktor doskonale o tym wie.

Zwłaszcza zrzucanie odpowiedzialności za pobicie policjantów jest trzymaniem emocji na wodzy. Tusk wraca do "Tuskobusu"?

Będziemy dzisiaj o tym rozmawiać. Na pewno dzisiaj, wtorek, to jest taki dzień, kiedy jest i Rada Ministrów i kilka obowiązków pana premiera. Na pewno w czwartek pojawimy się na Śląsku, w Katowicach. Pan premier na pewno wróci do tej przerwanej wizyty. Nie ukrywam, że zadajemy sobie pytanie - ponieważ środa to jest dzień, który miał być spędzony właśnie w Zielonej Górze, Gorzowie i województwie lubuskim - czy rzeczywiście się tam udać ze względu na tę sytuację. Będziemy podejmować decyzję.

Przeskakując teraz przez niedzielę, zwycięstwo PiS-u wyklucza premierostwo Donalda Tuska?

Pan premier ma w tej sprawie bardzo jasne i klarowne zdanie i wygłaszał je kilkakrotnie.

Wygłaszał zdanie, że uważa, iż zwycięzca powinien tworzyć rząd. A ja pytam, czy jeśli wygra PiS, to Donald Tusk odmówi misji formowania rządu?

Pan premier ma taką opinię, że wtedy należałoby powierzyć formowanie rządu zwycięzcy.

I czekać aż mu się uda albo nie uda?

Wiemy, że pan prezydent ma w tej sprawie inną opinię. Ma on swoją wizję tworzenia rządu. Ale zanim scenariusze na 10, 11 października, my najpierw koncentrujemy się na tym, co wydarzy się 9 października i na tym, żeby przekonać Polaków, co do tego najważniejszego wyboru.

To premier zaczął mówić o tym, czy będzie tworzył rząd po przegranej, czy nie, tak, że to wy wrzuciliście ten temat do kampanii wyborczej.

Niezupełnie panie redaktorze, warto sprawdzić i się zastanowić.

Nie, pamiętam wypowiedź Tuska, który powiedział, że zadanie formułowania rządu będzie należało do zwycięzcy i powiedział to sam z siebie podczas jakiejś konferencji prasowej.

Ja tylko przypominam, że był to tylko komentarz do wypowiedzi pana prezydenta.

Ale jeśli będzie tak, że PiS wygrywa jednym lub dwoma punktami procentowymi, Bronisław Komorowski mówi: "nie wierzę w to, że PiS skonstruuje rząd, że skonstruuje koalicję", to Donald Tusk powie, to w takim razie rząd beze mnie?

Pan mnie ciągle namawia na to, żebym stał się tutaj u pana w programie wróżbitą.

Nie, żeby pan był rzecznikiem premiera.

A ja bym wolał skoncentrować się na tym, co czeka nas 9 października, bo od tego, na ile przekonamy Polaków, że bezpieczne rządy i stabilne, to rządy tej ekipy i tego premiera, im więcej Polaków uda nam się przez ostatnie dni do tego przekonać, tym bardziej odkładamy te czarne scenariusze i te trudne do podjęcia decyzje, o których pan redaktor mówił. Więc ja wierzę i jestem głęboko przekonany, że 10 października nie będziemy mieli takiego dylematu, o którym pan redaktor mówi i nie będziemy musieli zastanawiać się nad wyborem co zrobić w przypadku wygranej PiS-u.

A czuje się pan grzesznikiem?

Grzesznikiem? Któż z nas nie jest grzeszny?

Jarosław Gowin mówi: "jeśli Palikot odbierze nam zwycięstwo, to będzie kara za grzechy", a pan był tym, który Palikota bronił najmocniej.

Panie redaktorze, ja byłem rzecznikiem dyscypliny i jestem w dalszym ciągu rzecznikiem dyscypliny.

I mówił Pan: "Palikot jest ciekawy, ja tam bym go z partii nie wyrzucał", a to było już wtedy, kiedy było gołym okiem widać, że Palikot gra wyłącznie na siebie.

I rzeczywiście z partii go nie wyrzuciliśmy. Ja jestem przekonany i chyba wie już o tym sam Janusz Palikot, że bardzo intensywnie pracuje na zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości, bo przy tej polaryzacji, przy tej sytuacji, która jest, nasi wyborcy muszą mieć świadomość, że głos oddany na Palikota i głos oddany na SLD, to jest głos, który ułatwia Jarosławowi Kaczyńskiemu powrót do władzy.

To są głosy, które są oddane na waszych przyszłych koalicjantów panie ministrze.

Należy bardzo szanować wszystkich wyborców - i tych, którzy chcą głosować na SLD, i tych, którzy chcą głosować na Palikota.

I powie pan, że nie będzie koalicji z Palikotem po wyborach? Czy pan tego nie zadeklaruje?

O tym, jakie będą koalicje, zadecydują 9 października wyborcy. My koncentrujemy się na tym, żeby tych naszych wyborców było jak najwięcej.