Nie mogę pojąć, dlaczego publikowanie książki dowodzącej zamachu w Smoleńsku jest "dążeniem do prawdy", a ujawnianie stenogramów i dowodów "wrzutką i to wrzutką pisaną cyrylicą". Nie mogę zrozumieć, czemu coroczne, ogłaszane przy okazji kolejnych rocznic katastrofy, raporty Antoniego Macierewicza są godne opiewania, zaś publikacja informacji ze śledztwa "haniebnym opluwaniem ofiar i tańcem na grobach". Nie jestem i nigdy chyba nie będę w stanie domyślić się, dlaczego, gdy pojawiają się jedne newsy, to niektórzy najpierw zadadzą pytanie "komu to służy" i "kto za tym stoi", a gdy pojawiają się inne, stwierdzą, że zadawanie tych pytań jest "odwracaniem uwagi od sedna sprawy" i "zaciemnianiem rzeczywistości". I z tym niezrozumieniem i nie-domyślnością przyjdzie mi chyba jakoś się pogodzić.

Dwa lata temu krakowski Instytut Sehna opublikował swój stenogram rozmów w kokpicie tupolewa. W tamtym stenogramie nie zidentyfikowano generała Błasika. I zakwestionowano wcześniejszy pewnik, że w momencie katastrofy generał był tuż za plecami załogi. Zrobiono to na podstawie tych samych nagrań z czarnych skrzynek, które do dzisiaj są w Moskwie. Zwolennicy tez zamachowych byli dumni i szczęśliwi. Orzekli, że prawda wyszła na jaw. I kompletnie nie obchodziło ich, że "Polacy nie są w stanie zweryfikować czy w tej skrzynce nikt nie gmerał, nie mogą jej dokładnie przebadać". Dziś uznają to za jeden z głównych argumentów przeciwko nowym stenogramom.

RMF FM ujawnia nowe stenogramy: Publikujemy pełny zapis rozmów z tupolewa

Naczelna Prokuratura Wojskowa potwierdziła doniesienia dziennikarzy RMF FM: udało się odczytać o 30 procent więcej z rejestratora rozmów w kabinie prezydenckiego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem. Dziennikarze RMF FM dotarli do najnowszej dokumentacji ekspertów, którzy na nowo odczytali... czytaj więcej

Co roku, przy okazji kolejnych rocznicy katastrofy smoleńskiej, zespół Antoniego Macierewicza publikuje własny raport na jej temat. Raport dowodzący tez o dwóch wybuchach, fałszowaniu dowodów i wielkim kłamstwie smoleńskim. Ten sam polityk PiS-u, ze swobodą dowodził też, że "trzy osoby przeżyły katastrofę", czy, że "mogło być tak, że mamy do czynienia z mordowaniem tych, którzy przeżyli". Mówi to przy okazji rocznic, przed nimi, po nich. I ci sami, którzy dziś uznają publikację stenogramów za "brudną grę, która rani rodziny, tuż przed rocznicą śmierci ich bliskich" nie widzą w działaniach Macierewicza niczego złego, a już na pewno - raniącego rodziny ofiar.

Kilka miesięcy temu pojawiły się nagrania z Sowy i Przyjaciół. Mocno obciążające kilku polskich oficjeli. Równolegle z pytaniami o to, o czym panowie rozmawiali, zaczęły pojawiać się inne - skąd wzięły się nagrania, dlaczego ujawniono je w tym, a nie innym momencie, czy nie miały posłużyć do zemsty na którymś z uczestników biesiad. Dla wielu, takie pytania były "skandalicznym przykrywaniem sedna sprawy". Dziś ci sami, którzy wtedy oburzali się na ich zadawanie, idą tym samym tropem - i pytają "dlaczego teraz", "skąd ten wyciek", "w imię czego go dokonano". Nie twierdzę, że to nie jest interesujące. Ale jeśli jest - to zawsze, a nie tylko wtedy, gdy pojawiają się newsy, które akurat są nam nie w smak.

Takich przykładów dwój-myślenia i dwu-standaryzowania mógłbym przytoczyć mnóstwo. Bo spotykam się z nimi codziennie. I niezmiennie jestem zdziwiony. Także tym, że niektórzy wciąż nie rozumieją, iż praca dziennikarza polega na informowaniu, ujawnianiu faktów i odkrywaniu tego co ukryte. Nawet jeśli to kontrowersyjne. I nawet jeśli komuś nie pasuje do jego wyobrażenia świata.