Coś takiego widzę po raz pierwszy w swym piętnastoletnim żywocie radiowca. Zaproszenie do studia członka rządu, wicepremiera, ministra nie nastręcza wiekszych trudów, odbierają telefony, sms-y, mają sprawnych rzeczników - przychodzą. Za to zaproszenie któregoś z kluczowych polityków opozycyjnego PiS-u graniczy z cudem. O tempora, o mores.....

Jarosław Kaczyński? (telefony do biura prasowego) "Zajęty, bardzo zajęty, ma spotkanie za spotkaniem, nikt nie może do niego wejść, a jak juz wejdzie, to nie może zapytać, a nawet jak zapyta - to prezes nie odpowiada"

Zbigniew Ziobro? (telefony do asystenta) "Oooooo.... (to ooo... było pełne zdziwienia) Pan minister nie za bardzo ma ochotę występować, a nawet gdyby miał, to nie mogę się z nim skontaktować, a jak już się nawet skontaktuje, to Pan minister jest na urlopie, nie wiem kiedy go skończy i nie wiem czy będzie miał ochotę wystąpić"

Zbigniew Religa (osobiście) "Myslicie państwo, że ja nie mam nic lepszego do roboty niż występy w mediach, nie mam czasu, nie mam ochoty, zarobiony jestem, do widzenia"

Pokazuję tę radiową kuchnię, bo i ja mam czasami poczucie, że często-gęsto goszczę w kontrwywiadach polityków obozu rządzącego, opozycję - znacznie rzadziej. Jak widać - nie wynika to tylko z naturalnego ciągu do odpytywania władzy (bo to władza raczej niż opozycja dostarcza "newsów"), ale też stanu marazmu w jakim pogrążyli się niedawni rządzący. Rozumiem ich chęć do odpoczęcia po trudach budowy IV RP, ale jeśli odpoczynek potrwa zbyt długo - świat może o nich zapomnieć i nie dać im kolejnej szansy. Zwłaszcza, że sondaże lecą w dół, a samo czekanie na wpadki rządzących może okazać się mało produktywne. Za czasów rządów PiS to Platformie zarzucano brak pomysłu na opozycyjność, dziś dokładnie to samo możnaby powiedzieć o partii Jarosława Kaczyńskiego. Albo to opozycyjne fatum, albo - naprawdę - bycie opozycją to trudna, niewdzięczna, a w dodatku strasznie pracochłonna sprawą.