Świat oszalał. Merkel zamyka elektrownie atomowe, rząd Brandenburgii wzywa Polskę żebyśmy przemyśleli plany budowy naszej elektrowni, a Greenpeace - bardziej wprost - żebyśmy odstąpili od pomysłu jej stawiania.

Tajemnicze i nie do końca zrozumiałe słowa "prąd" i "elektrownia" już same w sobie budzą niepokój. Elektrownie to przynajmniej widać - duża jest, kominy ma, dymi, choć jak działa - tego nikt nie wie. Z prądem to już w ogóle jest strasznie. Nie wiadomo skąd, pojawia się w naszych gniazdkach, może porazić, ani się go nie da zobaczyć, ani zrozumieć jak działa.

Niepokój budzony przez prąd i elektrownie blaknie jednak, gdy pojawia się sformułowanie "energia jądrowa". O..... To już jest jakiś absolutnie diabelski wynalazek. Skoro padają słowa "jądrowa" czy "atomowa" to musi to być coś takiego, jak bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki. Dziesiątki tysięcy ofiar, skażenie promieniotwórcze, choroby popromienne... Wszechobecne zagrożenie i widmo kompletnej zagłady.... Wniosek - należy trzymać się od tego jak najdalej i nigdy, ale to przenigdy, nie pozwolić, by "to" pojawiło się kiedykolwiek w naszym pięknym, zielonym, nieskażonym kraju, między Bugiem a Odrą.

Zieloni przeciwnicy energii atomowej, dopadają każdej nadarzającej się okazji, by udowadniać jakim koszmarem są elektrownie jądrowe. Nawet najmniejsza i niegroźna awaria budzi w nich entuzjazm i wybuch histerycznych wezwań do zamknięcia wszystkich możliwych elektrowni. Problemy japońskie to dla nich prawdziwa gratka. Wreszcie, po latach posuchy (bo jakoś pech chce, że żadnej poważnej katastrofy od lat nie zanotowano) można wykrzyczeć, że "grozi nam katastrofa jądrowa wywołana niekompetencją rządu" i że "spycha się Polki i Polaków na szkodliwą ścieżkę jądrową".

W tej dyskusji nie ma oczywiście znaczenia, że japońskie reaktory całkiem nieźle poradziły sobie z największym od 140 lat trzęsieniem ziemi i tsunami. Że skala wycieku i skażenia jest niewielka. Że reaktory które uległy awarii, mają ponad 40 lat i że dziś buduje się je jeszcze bezpieczniejsze. No i że Polska - co ma hm... niebagatelne znaczenie - nie leży ani w strefie zagrożonej trzęsieniami ziemi i falami tsunami. Awaria jest awarią i świetnym argumentem przeciwko energii jądrowej.

Temu szaleństwu anty-atomowej poprawności uległa część polityków. Unia Europejska zwołuje jądrowy szczyt, Angela Merkel zamyka siedem reaktorów, a premier Brandenburgii niejaki pan Platzeck (były Zielony zresztą) raczył powiedzieć, że energia atomowa nie jest odpowiednią dla ludzkości formą produkcji energii elektrycznej i życzyłby sobie, aby ten pogląd dotarł również do jego polskich sąsiadów.

Przeczytaj felieton Konrada Piaseckiego w portalu Interia.pl