Rząd nie musi zgłaszać oficjalnie kandydatury Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Nie musi go także zgłosić żaden inny kraj Unii Europejskiej. Tusk w pewnym sensie sam się zgłosił, informując na szczycie UE na Malcie o swojej gotowości i zebranym poparciu.

Donald Tusk /AA/ABACA /PAP/EPA

Nie trzeba przy wyborze szefa Rady Europejskiej formalnej nominacji - powiedział unijny dyplomata korespondentce RMF FM Katarzynie Szymańskiej-Borginon. Traktaty UE niewiele mówią o sposobie wyboru szefa Rady Europejskiej, pozostawiając tę kwestię szefom państw i rządów Unii. Dyplomaci w Brukseli wymieniają na podstawie dotychczasowych wyborów na unijne stanowiska trzy możliwe scenariusze.

Pierwszy, to scenariusz "gładki" - taki jaki był dwa i pół roku temu, gdy Donald Tusk został wybrany na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Wszyscy byli zgodni, nie trzeba było więc nawet głosować. Obecnie - nierealistyczny.

Drugi, czyli scenariusz "twardy" - taki, który został zastosowany przy wyborze Jean-Claude’a Junckera na szefa Komisji Europejskiej. Wówczas premier Wielkiej Brytanii, który był przeciw, zażądał głosowania. Ponieważ obowiązuje kwalifikowana większość, to mimo sprzeciwu jego i Victora Orbana, Juncker został wybrany.

Trzeci wariant to ten, który został zastosowany po wyborze Federici Mogherini na szefową unijnej dyplomacji. Wówczas prezydent Litwy Grybauskaitie powiedziała, że jest przeciwna, jednak nie prosiła o głosowanie. Mogherini oczywiście przeszła.

Takie scenariusze unijni dyplomaci wymieniają na podstawie dotychczasowych znanych sytuacji. Biorąc jednak pod uwagę kreatywne pomysły polskiego rządu, jak historię z Saryusz-Wolskim, może pojawić się jakiś inny scenariusz - z odcieniem żartu w głosie, mówi jeden z dyplomatów.

Na razie jedno jest pewne: to premier Malty, przewodniczący w tym półroczu w Unii Europejskiej pierwszy wymieni nazwisko Tuska, jako tego, który po konsultacjach we wszystkich krajach Unii ma obecnie największe poparcie. Co będzie potem? Jak zareaguje premier Szydło ? Nie wiadomo. W każdym razie jeżeli Tusk zostanie wybrany pomimo sprzeciwu Polski, to będzie to precedens - szefem unijnej instytucji będzie człowiek wybrany wbrew swojemu państwu.

Unijne stolice nie są zachwycone takim scenariuszem. Żaden z unijnych przywódców - z Angelą Merkel na czele - nie chciałby takiego scenariusza - ujawnia unijny dyplomata dużego kraju UE. Każdy zdaje sobie sprawę, że jeżeli Warszawa została "ofiarą" takiego scenariusza, to każdemu innemu taka sytuacja może się kiedyś także przytrafić i na ważną, europejską funkcję zostanie wybrany przeciwnik polityczny wbrew woli rządu. W tym sensie jest dosyć duże zrozumienie problemu Polski. Wybór Tuska będzie więc "mniejszym złem", a nie pozytywny rozwiązaniem. Wielu jest tego świadomym. Nie ma jednak innego kandydata i większość przywódców uważa, że z różnych względu jest on obecnie najwygodniejszy. Wszyscy z kolei wiedzą, że kandydatura Jacka Saruysz -Wolskiego jest tylko... wydmuszką.

(az)