Czeka nas zmiana geopolityczna w Unii Europejskiej. Rosja dzięki swojej akcji w Syrii - wraca na scenę międzynarodową. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej - tracą na znaczeniu w UE. Unia Europejska przesuwa swoje zainteresowanie ze Wschodu - na Południe. To scenariusz, który już zaczyna się realizować. Jest oczywiście jeszcze wiele niewiadomych, ale już słychać, że niektóre kraje Unii gotowe są łagodzić sankcje ekonomiczne wobec Rosji.

Prezydent Rosji Władimir Putin /YURI KOCHETKOV / POOL /PAP/EPA

Sankcje wygasają z końcem stycznia 2016 roku, ale decyzja w sprawie ich ewentualnego przedłużenia lub zniesienia ma zapaść na szczycie Unii w grudniu. Zostaną zniesione, chyba, że Rosja zaatakuje Kijów - żartuje jeden z moich rozmówców w Brukseli.

Pierwsze sygnały w tej sprawie może usłyszymy już w piątek podczas spotkania Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy. Rosja jest teraz potrzebna Unii - i jak sądzą niektórzy - może ją nawet uratować przez zalewem uchodźców. Wiele krajów z południa UE (od Hiszpanii, poprzez Francję, Włochy i Cypr) było sfrustrowanych natężeniem unijnej polityki na Wschodzie. Teraz argumentują, że destabilizacja, której dopuszcza się Rosja na Wschodzie jest ograniczona i do pewnego stopnia kontrolowana. Natomiast to, co dzieje się na południu - choćby w Syrii - jest zagrożeniem większym i niekontrolowanym, które w dodatku ma o wiele większe konsekwencje dla Europy.

Unia nie jest w stanie prowadzić jednakowej polityki na Wschodzie i na Południu. Oficjalnie nie ma przeciwstawienia "Wschód - Południe", jednak kryzys imigracyjny spowodował, że niestabilność na Południu zaczyna się postrzegać jako większe zagrożenie. I taka ocena geopolityczna - może zagłuszyć głos Polski i krajów bałtyckich, którym do tej pory udawało się przekonywać do swojego  widzenia kryzysu na Ukrainie. W dodatku nasz region stracił na znaczeniu swoją postawą w sprawie uchodźców. Niestety w globalnym postrzeganiu nie ma już nawet znaczenia, jak Polska głosowała, bo umieszcza się nas w "jednym worku" z tymi z Europy Środkowo-Wschodniej, którzy "nie byli solidarni".

Słowa francuskiego prezydenta Francois Hollande'a o tym, że kraje, które sprzeciwiały się obowiązkowym kwotom na uchodźców, powinny zastanowić się nad swoją obecnością w Unii - są sygnałem dla francuskiej dyplomacji. Takie przesunięcia priorytetów Unii może mieć w przyszłości także konsekwencje finansowe: więcej unijnych pieniędzy będzie szło na ustabilizowanie krajów Afryki Północnej niż na Ukrainę czy kraje Partnerstwa Wschodniego. Nasze znaczenie może słabnąć także dlatego, że nie uczestniczymy praktycznie w żadnych misjach wojskowych prowadzonych na południowym kierunku (nie ma nas w Iraku w EUJUST LEX Iraq czy w Nigerii w misji EUCAP SAHEL), a wiadomo: nieobecni nie mają racji.

Polska dyplomacja powinna zastanowić się, jak nie dać się zepchnąć na gorszą pozycję. Może rozwiązaniem byłoby większe zaangażowanie w unijne operacje, kontrolowanie wybrzeży na Morzu Śródziemnym. Wysłanie okrętu?

Jeden z moich rozmówców powiedział mi, że Rosja nie jest jeszcze przyjacielem Unii, ale staje się partnerem. Chodziło mu o to, że Rosja mocno jednak nadszarpnęła swoje zaufanie. Jednak od "partnerstwa" do "przyjaźni" - już tylko jeden krok.