Ten lokal wyborczy jest najbardziej niezwykły i najbardziej alternatywny w całej Holandii. Władze w Rotterdamie ustawiły "przenośny" punkt wyborczy przy wejściu do słynnego podwodnego tunelu pod Mozą, który łączy południową część miasta z północną.

Lokal zbudowano z dykty i płyt pilśniowych. Ustawiono go przy wejściu do tunelu „Maastunnel”. /Konrad Szymański /Archiwum prywatne

Lokal zbudowano z dykty i płyt pilśniowych. Ustawiono go przy wejściu do tunelu "Maastunnel" dla pieszych i rowerów. Jest on w bardzo ruchliwym punkcie, gdzie ludzie idą lub wracają z pracy. Sądząc z ruchu, to był bardzo dobry pomysł - mówi mi pani z komisji wyborczej.

W komisji zasiadają dwie kobiety i mężczyzna. Jedna z pań jest muzułmanką i ma na głowie hidżab. Tutaj nikogo to nie szokuje: jesteśmy w południowej, multikulturalnej części Rotterdamu.

W samym lokalu wzrok przyciąga... ogrodowy kosz na śmieci. To do niego wrzuca się karty do głosowania.

To jest nasza urna wyborcza - śmieje się członkini komisji. Mamy nawet specjalny kij, żeby upychać nim karty, żeby zrobić więcej miejsca - dodaje.

Kosz na śmieci jest zaplombowany i ma bardzo pokaźną kłódkę. Wywołuje uśmiech na twarzy każdego, kto wrzuca tu swoją kartę. Mam nadzieję, że mój głos będzie ważny i że nie trafi na wysypisko śmieci - żartuje mężczyzna, który właśnie oddał głos.

To o wiele bardziej sympatyczne niż głosowanie w szkole czy jakiejś hali - mówi mi starsza kobieta, podając członkom komisji swój dowód osobisty. Przyjechałam na rowerze, bo mieszkam tu blisko - dodaje.

Na rowerach przyjeżdżają tu prawie wszyscy głosujący.

Osiemnastolatka, która ma typową holenderską "damkę" z kierownicą udekorowaną kwiatami, zdradza: Głosuję po raz pierwszy, na pewno nie na Wildersa. Jeszcze nie wiem, na kogo, ale chyba na Zielonych.

Nikt nie przyznaje się, że głosuje na Geerta Wildersa. W tej części miasta raczej nie ma on zwolenników.