Szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz spotka się w środę wieczorem z szefem belgijskiej dyplomacji Didierem Reyndersem. Rozmowa poprzedzi czwartkową serię spotkań z wiceszefem KE Fransem Timmermansem i unijnymi komisarzami.

Flagi europejskie przed siedzibą Komisji Europejskiej w Brukseli / Wiktor Dąbkowski /PAP

Belgia już wielokrotnie proponowała, aby wprowadzić specjalny mechanizm nadzoru nad praworządnością we wszystkich krajach Unii na takiej samej zasadzie jak nadzorowane są budżety  krajów UE. Według belgijskiego ministra Didiera Reyndersa taki przegląd pod kątem praworządności odbywałby się co roku. Według moich nieoficjalnych informacji, Belgię wspiera już 13 krajów UE. Liczba państw stale też rośnie.

Już w maju 2016 roku Didier Reynders mówił, że lepiej, aby praworządność monitorować stale we wszystkich krajach, a nie zajmować się sprawą dopiero, gdy wybucha jakiś incydent. Już wielokrotnie proponowałem, żeby ustanowić mechanizm nadzoru nad praworządnością we wszystkich krajach członkowskich UE. I gdy widzę różne sondaże, wzrost sił populistycznych skrajnej prawicy i skrajnej lewicy, nowe rozwiązania legislacyjne - przyjmowane w różnych krajach - to byłoby ważne, żeby nie zajmować się co roku tylko budżetami krajów członkowskich, ale i kryteriami politycznymi. Chodzi o to, aby mieć co roku ocenę praworządności w każdym kraju członkowskim UE - twierdzi belgijski polityk.

Minister ani razu nie mówił, że ten doroczny przegląd praworządności mógłby zastąpić wprowadzoną wobec Polski przez Komisję Europejską procedurę art. 7 Traktatu UE. Jednak przypominał o tej koncepcji za każdym razem, gdy była w Radzie UE mowa o praworządności w Polsce. Wątek ten mógłby być poruszony także podczas środowego spotkania Czaputowicz - Reynders.

Taki przegląd wszystkich krajów nie byłby dla nikogo poniżający. Nikogo by nie obrażał, bo dotyczyłby wszystkich - przyznaje jeden z moich rozmówców w Brukseli.

Gdyby doszło do takiej oceny wszystkich krajów, w sytuacji, gdy problemy z praworządnością ma coraz więcej państw - sprawy polskie po prostu by się rozmyły. Niektórzy z moich rozmówców powołują się także na istniejący w ONZ - Powszechny Okresowy Przegląd Praw Człowieka  (UPR), czyli system monitoringu praw człowieka we wszystkich oenzetowskich krajach. Co cztery lata w ONZ każdy kraj poddawany jest analizie pod kątem praw człowieka.

Polska pod rządami Beaty Szydło odrzucała belgijski pomysł. Bruksela miałaby wtedy bat na słabsze kraje - przypomina tamto stanowisko polityk PiS. Byłoby to oddanie części suwerenności Komisji Europejskiej. Nie wierzę, żeby Niemcy, czy Francja były ocenianie z taką samą surowością jak inni - podkreśla.

Jednak w Polsce nastąpiła zmiana premiera. Także KE poszukuje kompromisu z Polską. A belgijska dyplomacja słynie w Europie z rozwiązywania bardzo trudnych spraw. Mówi się nawet o tzw. belgijskim kompromisie, który wprawdzie nikogo nie zadawala, ale pozwala "iść do przodu". Tym bardziej, że Komisja Europejska rozwija koncepcję oceny systemów wymiaru sprawiedliwości równolegle i niezależnie od koncepcji Belgów. 

Co roku porównuje systemy we wszystkich krajach UE.  Jest to na razie skromne narzędzie, ale - jak mówi mi jeden z urzędników KE - "będzie rozszerzane i konkretyzowane".

Zgoda Polski na doroczny przegląd praworządności we wszystkich krajach, mogłaby nieco stępić ostrze krytyki Brukseli. Może więc szykuje się porozumienie na zasadzie: doroczny przegląd praworządności we wszystkich krajach UE, zamiast kontynuowania wobec Polski procedury artykułu 7 Traktatu UE?