Warunkiem odwilży w relacjach z Brukselą są obustronne ustępstwa. Znajomość angielskiego i swobodne poruszanie się po salonach to za mało, by doszło do przełomu. Premier Morawiecki musi zdecydować z czego trzeba ustąpić, a o co dalej walczyć. Moi rozmówcy w Brukseli twierdzą, że nie jest możliwa prawdziwa "odnowa" w relacjach z Polską bez konkretnych sygnałów. "Bruksela czeka na konkrety" - usłyszałam.

Puszcza Białowieska /Artur Reszko /PAP

Szykowane są wizyty premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli. Do pierwszej dojdzie już pod koniec przyszłego tygodnia. Chodzi o czwartkowo-piątkowy szczyt Unii Europejskiej. Są też przymiarki do wizyty w instytucjach europejskich na początku przyszłego roku.

Ustępstwo Morawieckiego w sprawie Puszczy Białowieskiej byłoby takim konkretnym sygnałem. Jak ustaliłam, o takiej możliwości mówi się w kuluarach. Już jutro w unijnym Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu odbędzie się pierwsza właściwa rozprawa w sprawie Puszczy (dotychczasowe dwie rozprawy dotyczyły tzw. środków tymczasowych, czyli postanowienia Trybunału UE o nakazie wstrzymania wycinki do czasu wyroku w meritum sprawy). Swoją obecność w Luksemburgu zapowiedział minister Jan Szyszko. Minister nie opuścił żadnej rozprawy i podczas każdej robił show medialny demonstrując korniki i chwaląc się wsparciem lokalnych mieszkańców z transparentami. 

Szyszko swoją nieobliczalną polityką wprowadził Polskę w konflikt nie tylko z Komisją Europejską, ale z Trybunałem UE i krajami członkowskimi. W pewnym momencie spór ten był nawet ostrzejszy niż w kwestii praworządności, gdy na początku września zasugerował, że Polska nie dostosuje się do postanowienia Trybunału UE o środkach tymczasowych. Odebrano to jako uderzenie w samo sedno istnienia UE - autorytet i powagę orzecznictwa Trybunału. Po raz pierwszy padło wówczas w Brukseli pytanie czy Polska chce być nadal członkiem UE (zadał je szef luksemburskiej dyplomacji). Niemcy natomiast zamierzały poruszyć tę sprawę (a nie np. kwestię praworządności!) na szczycie Unii Europejskiej. 

W tym sensie, nawet jeżeli Szyszko ma czasami jakieś merytoryczne argumenty, to wyolbrzymił problem Puszczy do takich rozmiarów, tak nadmuchał ten balon, że czym prędzej trzeba go przekuć. Ponadto nie można prowadzić tyle walk na różnych frontach. Z jednego czasami lepiej się wycofać, by zgromadzić siły w innym miejscu. Tak nakazywał by rozsądek. "Problem polega jednak na tym, że za Szyszko stoi ojciec Rydzyk i 100 tys. leśników w Polsce" -  reaguje jeden z polityków PiS w rozmowie ze mną. 

Pierwszy sprawdzian dla woli kompromisu Morawieckiego więc w najbliższy wtorek. Decyzja nie będzie łatwa. Komisji Europejskiej ustępstwo w sprawie Puszczy może nie wystarczyć. "Kwestie praworządności dotyczą sądownictwa, a nie Puszczy" - słyszę argumentację. A w kwestii ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS, które skrytykowała Komisja Wenecka, Morawiecki już nic nie będzie mógł zrobić. Sprawa jest "pozamiatana". "W kwestii ustaw o sądownictwie Morawiecki nie ma żadnych instrumentów, by ustąpić" - przyznaje jeden z polityków PiS.  Senat przegłosuje ustawy w przyszłym tygodniu, a prezydent do Świąt je podpisze. 

Co więc zrobi Komisja Europejska ? Bruksela zapowiadała, że jeżeli zostanie przekroczona "czerwona linia" to będzie wnioskować o uruchomienie przeciwko Polsce Art 7. Traktatu UE, który na końcu procedury oznacza sankcje. Komisja Wenecka właśnie skrytykowała ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS, więc Bruksela ma drogę otwartą do uruchomienia procedury Artykułu 7. Pytanie więc pozostaje otwarte, czy ustępstwo w sprawie Puszczy odwiodłoby KE od wnioskowania o uruchomienie Art.7 ? Czy byłoby wystarczające, aby KE uznała, że rozpoczęty z Polską dialog, potwierdzony wymiernym ustępstwem w sprawie Puszczy przyniesie więcej niż zepchnięcie Polski do narożnika, które nic nie przyniesie (żadnych zmian, o które Brukseli chodzi), a tylko pogłębi podział w UE? 

Premier Morawiecki musi działać szybko, rozpocząć rozmowy z Komisją i zdecydować, gdzie ustąpić.