Czy nazwiska wszystkich funkcjonariuszy oraz tajnych współpracowników peerelowskich służb specjalnych (cywilnych i wojskowych) powinny zostać ujawnione?

zdj. ilustracyjne /Rafał Guz /PAP

To pytanie powraca zawsze, kiedy zapadają decyzje o odtajnieniu jakiejś części będących obecnie w posiadaniu Instytutu Pamięci Narodowej zasobów archiwalnych pozostałych po nich.

Już wkrótce będzie musiał odpowiedzieć sobie na nie prezes IPN, ponieważ właśnie zakończony został przegląd tzw. zbioru zastrzeżonego zwanego "zetką", który do tej pory miał klauzulę tajności. Z pomocą przyjdzie mu Kolegium Instytutu oraz szefowie służb specjalnych i ministrowie nadzorujący je. To oni rekomendują doktorowi Jarosławowi Szarkowi, które dokumenty powinny być nadal tajne, a które mogą ujrzeć światło dzienne. Ostateczne decyzje podejmie jednak sam prezes Instytutu, na którym spocznie ogromna odpowiedzialność związana nie tylko z historią, ale również z bezpieczeństwem państwa.

Z jednej strony należałoby bowiem ujawnić zapisane w archiwach nazwiska wszystkich ludzi, którzy przez wiele lat prześladowali swoich dążących do niepodległości rodaków, działając przeciw polskiej racji stanu i realizując interesy polityczne Związku Sowieckiego, z drugiej część byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa PRL została przecież po 1989 roku pozytywnie zweryfikowana podejmując owocną pracę dla III Rzeczypospolitej. To samo dotyczy służb wojskowych, chociaż o nich mówiło się znacznie mnie i rzadziej.

IPN musi pieczołowicie i rzetelnie wykonać obowiązek wynikający z nowelizacji ustawy o nim z 29 kwietnia 2016 roku, na mocy której termin ujawnienia materiałów ze zbioru zastrzeżonego ustalono na 16 czerwca br. Zgodnie z art. 19 ust. 2 tej nowelizacji prezes IPN ma jednak prawo utrzymania klauzuli tajności i zapewnienia warunków ochrony dokumentów niejawnych. Należy się więc spodziewać, że część "zetki" nadal pozostanie niedostępna na zasadach ustawy o ochronie informacji niejawnych, a do części dostęp uzyskają m.in. naukowcy oraz dziennikarze.

Czy ujawnienie zbioru zastrzeżonego przyniesie jakieś sensacje? Z pewnością są w nim nazwiska osób, których raczej nie podejrzewało się o współpracę z reżimem komunistycznym, zwłaszcza z tzw. "wojskówką". Warto jednak wiedzieć, że oprócz rejestrowanej agentury służby PRL miały również w pełni zakonspirowanych współpracowników, którym nie zakładano żadnych teczek, a były to osoby odgrywające ogromną rolę w strukturach opozycji i mogące realizować w nich dalekosiężne plany służb oraz prowadzić wyrafinowane gry operacyjne. Jestem przekonany, że dopiero gdybyśmy dzisiaj poznali te nazwiska, przeżylibyśmy poważny wstrząs, a najnowszą historię Polski trzeba byłoby napisać na nowo. Nie sądzę jednak, aby do tego doszło.