Profesor Zygmunt Bauman, za młodu major w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz tajny współpracownik Informacji Wojskowej, a obecnie światowej sławy uczony lansujący pseudofilozoficzną koncepcję postmodernizmu, twórca teorii płynnej ponowoczesności został mianowany przez Instytut Książki reprezentantem Polski na niedawne Forum Wydawców we Lwowie.

Początkowo byłem oburzony tą wiadomością, ale pewien starszy i mądrzejszy kolega wytłumaczył mi, że należy spojrzeć na tę sytuację w jakże bliski myśleniu Baumana dialektyczny sposób, doceniając ten piękny, humanitarny gest wobec odznaczonego Krzyżem Walecznych za czynną (bynajmniej nie tylko przy biurku, jak on sam dzisiaj twierdzi) walkę z niepodległościowym podziemiem (według niego byli to, oczywiście, uzbrojeni bandyci, których porównał do obecnych terrorystów) piewcy komunizmu.

Dlaczego? Bo w ten sposób umożliwiono mu spotkanie po latach towarzyszy broni o czystych rękach, chłodnych umysłach i gorących sercach (tak definiował prawdziwych czekistów Feliks Dzierżyński - ojciec ideowy niegdysiejszych zwierzchników Baumana z KBW, która to formacja była peerelowskim odpowiednikiem Wojsk Wewnętrznych NKWD) osiadłych po latach wiernej i efektywnej służby przodującemu ustrojowi w sowieckim wówczas Lwowie.

Po wygłoszeniu okolicznościowych wykładów i złożeniu autografów na egzemplarzach swoich książek, mógł on przy herbacie z samowara i zagryzanym tuszonką samogonie (tak w praktyce wygląda płynna ponowoczesność) wspominać z nimi lata chwały, kiedy z karabinem w jednej, a z dziełami Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina w drugiej ręce wspólnie uganiali się za podżeganymi przez zachodnioniemieckich imperialistów oraz pogrobowców faszyzmu reakcjonistami wszelkiej maści, by spełnił się twardy postulat Tadeusza Krońskiego (też wybitnego przedstawiciela diamatu, czyli materializmu dialektycznego)  - niemal na miarę imperatywu kategorycznego Immanuela Kanta - wyrażony przezeń 7 grudnia 1948 roku w liście do Czesława Miłosza: "My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji."

Prof. mjr Zygmunt Bauman miał we Lwowie dużo szczęścia, ponieważ mógł zostać razem ze swym "doborowym" towarzystwem wypędzony z tego pięknego miasta przez bojówkę ukraińskiej, nacjonalistycznej Swobody, której członkom obce są zasady zarówno diamatu, jak i postmodernizmu. No ale znowu mu się upiekło.