A już miałem nadzieję, że po wyjątkowo uroczystych krakowskich obchodach 10. rocznicy śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego nie będę musiał pisać o kolejnej, trzeciej już dewastacji jego popiersia w alei Wielkich Polaków krakowskiego parku im. doktora Henryka Jordana.

Nieznani sprawcy zniszczyli w Krakowie pomnik płk. Ryszarda Kuklińskiego. Monument mieszczący się w Galerii Wielkich Polaków XX w Parku im. dr Henryka Jordana został oblany smarem. czytaj więcej

Pomna doświadczeń z ubiegłych lat policja i straż miejska już kilka dni przed 11 lutego posłała w okolice popiersia swoje patrole, prowadzone też były - jak mnie poinformowano - stosowne działania operacyjne.

"Nieznani sprawcy" są jednak nie w ciemię bici. Widząc, że nie można dobrać się do podobizny bohatera przed patriotycznym zgromadzeniem w parku Jordana, przyczaili się i wkroczyli do akcji dopiero w nocy z 13 na 14 lutego, kiedy czujność funkcjonariuszy obu służb już osłabła. Starannie zasmarowali ciemną farbą lub starym olejem napis na postumencie z piaskowca: "Pułkownik Ryszard Kukliński 1930-2004".

Prezes Towarzystwa Parku im. dr. H. Jordana Kazimierz Cholewa ubolewa podwójnie: że trudno będzie oczyścić kamienny postument i że jego apele do władz Krakowa o objęcie alei Wielkich Polaków stałym monitoringiem lub ochroną strażników miejskich nie przynoszą pożądanego rezultatu.

Warto przypomnieć, że popiersie płk. Kuklińskiego sprofanowano tuż przed rocznicą  wprowadzenia stanu wojennego w 2011 roku oraz w 8. rocznicę jego śmierci. W podobny sposób zaatakowano też tuż po jego odsłonięciu we wrześniu ubiegłego roku pomniczek Danuty Siedzikówny-"Inki".

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to celowe działanie, a nie akty przypadkowego wandalizmu. Pod wpływem powtarzanych od lat przez komunistycznych propagandzistów bzdur o Żołnierzach Wyklętych i o pułkowniku Kuklińskim mogą się rodzić nawet w młodych ludziach negatywne uczucia wobec tych szlachetnych postaci.

Wyobrażam też sobie, jaka wściekłość zapanowała wśród starych komunistów, którzy nie mogąc znieść tego, że pod wpływem masowo oglądanego znakomitego filmu Władysława Pasikowskiego pt. "Jack Strong" Polacy zaczynają wreszcie rozumieć, jak wielkim bohaterem był w najnowszej historii nie tylko Polski, ale także całego świata pułkownik Ryszard Kukliński. Wystarczy przypomnieć sobie, jak wielką ofensywę podjęli przeciw niemu w niektórych mediach w ostatnich dniach do końca lojalni wobec Sowietów funkcjonariusze peerelowskich służb specjalnych z generałami Gromosławem Czempińskim i Markiem Dukaczewskim na czele, starając się maksymalnie zohydzić go poprzez powtarzanie niczym nie udokumentowanych kłamstw, pomówień i plotek na jego temat.

Ich łabędzi śpiew owocuje na szczęście już tylko takimi chamskimi, ale zarazem rozpaczliwymi próbami zatrzymania zachodzących obecnie przemian w świadomości naszego społeczeństwa, jak opisana wyżej dewastacja popiersia "pierwszego polskiego oficera w NATO". Mam nadzieję, że policja wykaże się tym razem większą skutecznością niż w poprzednich przypadkach, a postkomunistyczni kłamcy trafią wreszcie tam, gdzie jest dla nich od dawna przygotowane miejsce: na śmietnik historii, bo tak powinni kończyć zdrajcy narodu.

Jestem też przekonany, że zniesławiany przez nich pułkownik Ryszard Kukliński trafi do polskiego panteonu narodowego, a Prezydent RP zaliczy go w poczet kawalerów Orderu Orła Białego.