Wielkie tragedie dziejące się gdzieś daleko od nas i oglądane jedynie na ekranach telewizorów nabierają zupełnie innego znaczenia, kiedy dotykają bliskie nam osoby. Dopiero wówczas zaczynamy sobie zdawać sprawę, co to znaczy żyć w globalnej wiosce, w której rozpanoszyli się bezwzględni terroryści.

Atak w Nicei /PAP/EPA/JOHN G MABANGLO /PAP/EPA

Z taką właśnie zmianą spojrzenia mamy do czynienia w Małopolsce od chwili, gdy z Nicei dotarła informacja, że wśród licznych ofiar tamtejszego zamachu na słynnej Promenadzie Anglików są również dwie siostry z Krzyszkowic pod Myślenicami: 21-letnia Magdalena i 20-letnia Marzena. Zginęły na oczach dwóch pozostałych sióstr, które uciekły przed pędzącą ciężarówką w przeciwną niż one stronę i w ten sposób ocaliły życie.

Tą rodzinną tragedią wstrząśnięci są nie tylko mieszkańcy ich wsi. Europejska wspólnota kolejny raz pokazała swoje ponure oblicze, bo ofiarami zamachowca było przecież wiele osób z różnych krajów, które znalazły się w feralnym momencie na nicejskim bulwarze.

Inaczej traktuje się jednak wiadomość o anonimowych dla nas ofiarach, gdzieś daleko stąd, inaczej zaś, kiedy giną ludzie, którzy mieszkali nieopodal.

I nie ma się co pocieszać, że akty terroru zdarzają się na razie w odległych krajach z liczną mniejszością muzułmańską, bo Polacy są wszędzie, a terroryści islamscy mogą wziąć na cel dowolny kraj, zwłaszcza jeżeli odbywa się w nim masowa impreza o drażniącym ich charakterze.