"Sic transit gloria mundi" i "signum temporis" - te dwie łacińskie maksymy nasuwają mi się, kiedy czytam, że w miejscu jednego z najbardziej luksusowych sklepów w Krakowie, jakim były przez wiele dziesięcioleci delikatesy na linii C-D Rynku Głównego, powstanie dyskontowa Biedronka.

Widok na Rynek Główny w Krakowie /Jacek Skóra /RMF FM

Popularnie nazywało się ten sklep "Hawełką", ponieważ w 1881 roku krakowski restaurator o tym nazwisku przeniósł do pałacu Spiskiego swój sklep kolonialny, a obok otworzył istniejącą do dzisiaj ekskluzywną restaurację.

Delikatesy przy Rynku Głównym 34 wyróżniały się zwłaszcza na tle sklepowej szarzyzny w siermiężnej epoce PRL, kiedy można w nich było kupić za niemałe pieniądze luksusowe towary lub przynajmniej popatrzeć na nie, aby poczuć "dyskretny urok burżuazji". W moich latach licealno-studenckich na pięknych, drewnianych półkach można było dostrzec francuski szampan, włoskie wina, szwajcarską czekoladę, izraelskie pomarańcze, brazylijską kawę oraz inne, niedostępne gdzie indziej frykasy z krajów kapitalistycznych.

Po śmierci Antoniego Hawełki pałac Spiski przejęła rodzina Macharskich (stryj kardynała Franciszka był jego spadkobiercą). W 1945 roku lokal trafił do przetwórni Spółdzielczo-Handlowej "Przełom", potem został upaństwowiony, a w 1984 roku przejęła go Podwawelska Spółdzielnia Spożywców, która nie wytrzymała jednak znacznej podwyżki czynszu.

I tak oto w prestiżowym miejscu, w plenerowym salonie Krakowa, jak często nazywany jest Rynek Główny, zamiast luksusowych delikatesów zagości przaśny sklep dyskontowy.

Skoro zacząłem od łacińskich maksym, zakończę ten felieton jeszcze jedną: "O tempora, o mores!".

(mpw)