Choć faworyci do mistrzowskiego tytułu są powszechnie znani, to historia pokazuje że w wyścigu nie można skreślać beniaminków. W poprzednich latach drużyny, które rok wcześniej grały w I lidze bez kompleksów biły się na różnych frontach o europejskie puchary. W 2013 roku udało się to Piastowi Gliwice, a rok później Zawiszy Bydgoszcz. W 2016 roku w kwalifikacjach do Ligi Europy kibicowaliśmy Zagłębiu Lubin, a w tym roku kciuki będziemy trzymać za Arkę Gdynia. Tą wydeptaną ścieżką chcą pójść ekipy Górnika Zabrze i Sandecji Nowy Sącz, które prężą muskuły przed pierwszym gwizdkiem. Ten rozbrzmi 14 lipca.

Na przełomie kwietnia i maja, walka o awans do najwyższej klasy rozgrywek była niezwykle wyrównana. O ile ekipa z Nowego Sącza promocję zapewniła sobie nieco wcześniej, tak o drugie miejsce biło się w pewnym momencie aż dziewięć drużyn. Ostatecznie to Górnik Zabrze dzięki fantastycznej końcówce powrócił do elity po rocznej przerwie.

Zderzenie beniaminków z ekstraklasą nie muszą być bolesne. Drużyny, które rok wcześniej grały szczebel niżej wnoszą do naszej ligi wartość dodaną, ale też koloryt. Najlepszym przykładem jest Bru-Bet Termalika Nieciecza, dla którego przygoda z ekstraklasą miała być krótkim epizodem, a wszystko wskazuje na to, że będzie dłuższą historią. 

Górnik Zabrze dla każdego kibica polskiej piłki klubowej jest marką samą w sobie. 14-krotny mistrz Polski zapowiada, że na nowym stadionie nawiąże do pięknych momentów z ubiegłego wieku. Choć właściciele rysują plany o potędze, trzeba jasno podkreślić, że zakończenie sezonu w górnej połowie tabeli będzie nie lada sukcesem. Zabrzanie nie szaleli na rynku transferowym, a w dodatku stracili lidera defensywy Bartosza Kopacza. Sporym osiągnięciem jest jednak zatrzymanie Igora Angulo. Bask był królem strzelców I ligi (strzelił 17 goli). Przy małej liczbie klasowych napastników w naszych klubach, były zawodnik Athletic Bilbao może strać się nową gwiazdą.

Najsilniejszym punktem Górnika jest trener. Marcin Brosz jak na razie wykonał fantastyczną pracę w Zabrzu, choć jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że z hukiem opuści stadion przy ulicy Roosevelta. Kiedy szanse na awans były iluzoryczne, podopieczni Brosza wygrali sześć meczów z rzędów i powrócili do Ekstraklasy.

W pierwszej kolejce nowego sezonu zabrzanie zagrają z Legią Warszawa, którą pokonali w grudniu ubiegłego roku w meczu 1/16 finału Pucharu Polski. Dla kibiców będzie to nie lada gratka - po roku przerwy na nasze boiska wróci wielki ligowy klasyk, które zawsze budziły emocje i są źródłem wielu historii, które są przekazywane sympatykom z pokolenia na pokolenie.

Absolutnym debiutantem jest Sandecja Nowy Sącz, która nie będzie miała łatwego życia, ponieważ początkowo wszystkie mecze będzie rozgrywać na oddalonym o 80 kilometrów stadionie w Niecieczy. Nie jest to bez znaczenia, ponieważ siłą Sandecji w pierwszej lidze były rewelacyjne wyniki na własnym boisku - przegrali tylko raz. Nowosądeczanie byli jednak bardzo aktywni na rynku transferowym. Udało im się ściągnąć bułgarskiego stopera Płamena Kraczunowa, Tomasza Brzyskiego, Jonatana Strausa, Aleksandra Kolewa i Mateusza Cetnarskiego, który ma odpowiadać za kreowanie gry. Nie wykluczone również, że na dniach kontrakt podpisze Patrik Mraz. Jak do tej wyliczanki dodamy jeszcze Macieja Małkowskiego, Macieja Korzyma i Wojciecha Trochima - rysuje się bardzo solidny skład.

Wyniki meczów kontrolnych mogą napawać optymizmem. Sandecja wygrała z Cracovią i Arką Gdynia, zremisowała też z mistrzem Cypru APOEL-em Nikozja. Przegrała tylko z Lechią Gdańsk, a na koniec przygotowań rozbiła słowacki Partizan Bardejów.

Sandecja rozpocznie sezon skokiem na wysoką wodę. Na dobry początek zagra z Lechem Poznań, następnie z Arką Gdynia, Legią Warszawa i Jagiellonią Białystok.

Sezon rozpocznie się już 14 lipca.