Koniec kadencji, koniec roku szkolnego, koniec kontraktu, czy gry w golfa to czas kiedy... najbardziej trzeba na nas uważać. Bo właśnie wtedy, gdy mamy świadomość, że coś się kończy, mamy największą ochotę, by oszukiwać. Takie oto doniesienia psychologów z Nowego Jorku, o których na antenie RMF FM mówiłem jeszcze we wrześniu, z bliżej nieznanych przyczyn przypomniały mi się właśnie dziś. A skoro już mi się przypomniały, to się nimi podzielę.

Sejm /Tomasz Gzell /PAP

Zdaniem badaczy, tak w ostatniej chwili stajemy się bardziej skłonni do ryzyka i równocześnie czujemy, że lepiej byłoby potem nie żałować, że jednak czegoś tam dla siebie nie ugraliśmy. To sprawia, że właśnie na sam koniec, częściej niż zwykle, próbujemy nagiąć rzeczywistość tak, by służyła naszemu pożytkowi. Potwierdziły to wyniki testów, w których uczestników proszono, by nie oszukiwali, ale dawano wrażenie, że na ewentualnym oszustwie nie można ich przyłapać. Bez względu na to, w ilu rundach testu brali wcześniej udział, to właśnie w ostatniej oszukiwali na potęgę.

Eksperyment polegał na poprawnym przewidzeniu wyniku rzutu monetą, za co badani byli wynagradzani pewną sumą pieniędzy. Uczestnicy testu prowadzili go w zaciszu domowym i z pomocą internetu przesyłali naukowcom informacje, przy których rzutach przewidywali trafnie, przy których się mylili. Niektórym z badanych polecono wykonanie siedmiu rzutów, niektórym dziesięciu. Choć naukowcy nie wiedzieli, kiedy badani mogli oszukiwać, a kiedy nie, byli w stanie obserwować na ile deklarowane wyniki całej grupy odbiegały od statystycznej "prawdy", jaką w tym przypadku byłby wynik zbliżony do 50 procent. Okazało się, że bez względu na to, czy rzucano 7, czy 10 razy, właśnie w ostatnim rzucie, na sam koniec, znacząco większa liczba badanych uznawała, że warto nagiąć rzeczywistość. Wynik odbiegał od spodziewanego nawet o kilkanaście procent. Decydowała świadomość, że koniec jest bliski.

W ramach kolejnego eksperymentu, setki internetowych ochotników poproszono o ocenę serii esejów, które niby miały być pisane w związku z innymi badaniami. Uczestnikom płacono w zależności od czasu poświęconego na czytanie każdego z tekstów. Badacze mogli jednak tym razem sprawdzać rzeczywisty czas spędzony przez nich na każdej stronie. Bez względu na to, czy badani mieli do przeczytania 7, czy 10 tekstów, właśnie czas czytania ostatniego z nich naciągali o przeciętnie 25 procent. Wyraźnie wrażenie, że to ostatnia szansa i tu skłaniało do nadużycia.

Zdaniem autorów tych badań, wnioski powinny dać nam do myślenia, a uczniowie ostatniej klasy, studenci ostatniego roku, politycy ostatnich dni kadencji, wreszcie partnerzy w grze w golfa przy 18 dołku, powinni być pod specjalnym nadzorem. Szczerze mówiąc, przynajmniej w jednym w tych przypadków, całkowicie się z nimi zgadzam...