"Cały zdrowy rozsądek powinien powiedzieć, żeby niczego nie oczekiwać po tej debacie, ale jednak tliła się nadzieja i ta nadzieja upadła. Gdybym przyglądał im się w zakresie przywództwa, to powiedziałbym, że panie reprezentowały specjalistki marketingu ze średniego szczebla na dyrektorkę"- mówi o debacie Szydło-Kopacz gość programu "Danie do Myślenia", psycholog społeczny prof. Jacek Santorski. "Przywódca to jest więcej, niż manager, który potrafi poukładać projekty - dodaje. "Usłyszałem dwie panie, które w coś wierzą, z czymś są związane i gdzieś tam na otwartej przestrzeni, na jakimś jarmarku posprzeczały się na zakupach"- ocenia prof. Santorski. Zaznacza jednak, że być może miało tak być. "Być może panie miały być swojskie, przaśne i miały się pokłócić kiedy dzieci pójdą do szkoły"- podkreśla gość RMF Classic.

Profesor Jacek Santorski /Michał Dukaczewski /RMF FM

Posłuchaj porannego gościa RMF Classic

Tomasz Skory: Witam, gościem "Dania do myślenia" jest profesor Jacek Santorski, psycholog społeczny, psycholog biznesu - Akademia Psychologii Przywództwa.

Prof. Jacek Santorski: Dzień dobry.

Świetny gość do oceny cech przywódczych uczestniczek wczorajszej debaty...

Czego?

Debaty.

Ale cech jakich?

Przywódczych.

Czyich?

Pytanie miało brzmieć, czy te cechy wystąpiły, rozumiem, że to już jest rodzaj odpowiedzi...

Tych dwóch pań? Tak? Które gdybym przyglądał im się w zakresie tego wąskiego zagadnienia na którym się znam, to jest przywództwo i rekrutacja do zarządów na różnych stanowiskach w biznesie. Raczej powiedziałbym, że te panie reprezentowały takie specjalistki marketingu ze średniego szczebla na dyrektorkę jakąś...

Gdyby aspirowały do funkcji w zarządzie, to by ich pan tam nie rekomendował?

Nie, do zarządu nie. Może doceniłbym pracowitość, bo widać że jedna i druga sporo pracowały nad sobą w ostatnim czasie, ale to jeszcze nie wystarczy, żeby wziąć do zarządu.

Czyli dyrektor marketingu co najwyżej...

Z coachem.

Czyli jeszcze na dodatek z nadzorem...

Ten nadzór tam chyba jest...

Nie jestem przesadnie zdziwiony, ale trochę zawiedziony, bo należało oczekiwać charyzmatycznych liderek z planem działania, kompetencjami, zmotywowanych, zaangażowanych, ognia, pasji, zapału, niczego takiego nie zauważyłem...

Jest pan świadkiem - nie wiem jak to się dzisiaj skończy - polski, dosyć znany psycholog na granicy depresji i pan tę depresję pogłębia. Bo ja mogę powiedzieć, że cały zdrowy rozsądek powinien powiedzieć, że nie miałem niczego oczekiwać po tej debacie, ale jednak gdzieś tliła się nadzieje. I ta nadzieja upadła...

To może chociaż dookreślmy jak głęboko, jak nisko... A może inaczej: czy któraś z pań była lepsza?

Niech pan sobie wyobrazi, że pan jest zatopiony dwa metry a ja dziesięć metrów. Czy to zmienia coś w zakresie naszego poziomu oddychania i przetrwania?

No tak... Szans dużych nie mamy...

Więc wolę nie porównywać a raczej powiedzieć o zjawisku, bo mnie zasmuciło bardzo zjawisko. Pan wymienił jednym tchem główne cechy, parametry, które rzeczywiście mają charakteryzować przywódcę. Przywódca to jest więcej niż manager, który potrafi poukładać projekty i który powyciąga wnioski.

I zarządzać...

I pozarządza. Przywódca to jest ktoś, kto ma wizję na jutro, z tego wynikającą strategię na dziś  i potrafi pokazać załodze, którą ma prowadzić, czego w związku z tym od nich oczekuje, potem czego od nich obiecuje, i jak jest przygotowany na sytuację nieprzewidywalną. Ja prawie nie miałem złudzeń, aczkolwiek miałem nadzieję, że przez ten ostatni rok mobilizacji, partia dotąd rządząca ma nareszcie wizję Polski. Okazał się, że jednak ciągle nie. Z drugiej strony wiem, że ta druga partia ma przygotowaną w zamyśle wizję Polski...

Mamy projekty, projekty są dobre...

Tylko chyba daleką też od takiej, która by mi w pełni odpowiadała. Przynajmniej z zapowiedzi tak brzmi, że jest to wizja bardziej historyczna, konserwatywna a mnie byłaby bliższa może nie liberalna, bo neoliberalizm już odchodzi do lamusa na świecie. Teraz trzeba szukać nowych rozwiązań.  Ja miałem nadzieję, że któraś z tych pań powie - świat jest jeszcze bardziej złożony albo jeszcze bardziej widzimy jego złożoność niż dotąd. Na świecie mamy mnóstwo niezrównoważonych wzrostów i mnóstwo napięć, my gdzieś, w tej części Europy, mamy szczególną pozycję - szczególnie wymagającą, ale być może też szczególnie groźną, ale też ze szczególnymi możliwościami. I w związku z tym wynika dla nas to, że zwłaszcza, że nauczyliśmy się przez 25 lat, zbudowaliśmy nowoczesną ekonomię, ale z drugiej strony zaniedbaliśmy czynnik społeczny, że musimy budować dalej doktrynę ekonomiczną, która jest drapieżna, progresywna, a jednocześnie wrażliwa, społeczna i etyczna. I w związku z tym, nie zgadzam się z tym, co pani, a proponujemy to i jesteśmy przygotowani do tego.

I proponujemy to, to, to i to.

Dokładnie. I chciałbym, mniej więcej, tego rodzaju, jak to się dzisiaj mówi, narrację usłyszeć. A ja usłyszałam dwie panie, które w coś wierzą, z kimś lub czymś są związane i gdzieś tam, może na jakieś otwartej przestrzeni, może na jakimś jarmarku, posprzeczały się przy zakupach.

Mój Boże... To może wada w tym, że autorytety tych liderek, są takie powiedziałbym, nieco zapożyczone. Bo jedna została namaszczona przez prezesa, który jest faktycznym liderem, a druga jest sukcesorką wielkiego lidera, który odszedł do Europy Donalda Tuska...

Może być tak, a może też być tak, jakoś ratuję się przed depresją, jeszcze chcę znaleźć jakiś element zaczepienia dla mojej wiary jeszcze. Być może jest to błąd taktyczny, związany trochę ze strategią i z poziomem przygotowań. Ja nie jestem reprezentatywnym, należę jednak pewnie do mniejszości, odbiorcą tych przekazów. Być może bardziej reprezentatywny odbiorca tych przekazów, nie oczekuje tego rodzaju obrazu całości, a potem wniosków, które z tego wynikają, które są potrzebne, gdy się chce zawiadować firmą. Jeżeli nie trzyma 5, czy 50 tys. osób - i być może to miało tak być. Być może te panie miały być własne, swojskie, przaśne i miały się ...

A komunikaty uproszczone...

I miały te komunikaty bardzo uproszczone i miały się pokłócić o to, czy dzieci pójdą do szkoły wtedy, i czy kobieta jest kobietą i od czego będą podatki, a od czego nie będą. Możliwe, teraz dochodzę, tak sam siebie bronie i bronię też, być może, całej tej sytuacji. To była debata nie dla mnie, ale to pokory Jacku sobie mówię - ty nie jesteś reprezentatywny dla tych grup, do których to było skierowane.

Ale z drugiej strony chciałbym to troszkę storpedować, jeżeli to nie była debata dla pana, a dla ludzi, którzy w sposób stosunkowo prosty definiują wszystkie problemy i znajdują rozwiązania, to oni już chyba wiedzą, na kogo głosowali. Tu chodzi o pozyskanie takich facetów jak pan, jak sądzę.

No tak i żebym np. powiedział: dobrze, jeszcze raz się poświęcę dla jednej z tych partii albo: tym razem jednak zaryzykuję, bo tam jeszcze dwie twarze w miarę inteligentne widzę na zewnątrz.

Czyje są te dwie twarze? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl