"Kobiety rzadko kiedy chodzą na wódkę. Mężczyźni załatwiają sprawy przy polowaniach i na wódce, a kobiety dzięki Kongresowi Kobiet przekonały się, że mogą" - mówi gość programu "Danie do Myślenia" w RMF Classic prawniczka, minister sprawiedliwości w Gabinecie Cieni Kongresu Kobiet prof. Monika Płatek. "Kongres pierwotnie powstał ze złości dwóch kobiet o to, że w ogóle nie dostrzegano działalności kobiet" - dodaje. Zdaniem prof. Płatek dzięki Kongresowi Kobiet w Polsce powstała ogromna energia.

Posłuchaj całej rozmowy!

Tomasz Skory: Witam w studiu RMF Classic panią Monikę Płatek, prawnik, minister sprawiedliwości...

 Prof. Monika Płatek: prawniczka...

Wiedziałem, że pani poprawi... W takim razie ministra sprawiedliwości w Gabinecie Cieni Kongresu Kobiet i kandydatka Zjednoczonej Lewicy w na senatorę.

Świetnie!

Sądzi pani, że to ma znaczenie?

Ogromne.

Senatora brzmi dobrze, ministra brzmi dobrze?

Doskonale. Brzmi uczciwie, nie ukrywa się kobiety pod płaszczykiem kogoś innego niż jest.

Czy ta dbałość o formy, gramatycznie dyskusyjne, nie odbiera powagi, słusznym skądinąd, oczekiwaniom kobiet? Ludzie się z tego podśmiewają...

Bo się nie przyzwyczaili. Wielki znawca języka polskiego, pan Linde w latach 20. mówił, że "o ile słowo artystka jeszcze jest możliwe, to malarka już w ogóle nie". Czy pana dzisiaj malarka razi?

Trochę...

Naprawdę?

Ale tylko trochę.  

Mnie już nie, to jest kwestia przyzwyczajenia.

Ale ministra mnie razi, a senatora kompletnie jest nie do przyjęcia...

Niech się językoznawcy wypowiedzą, jaka jest prawidłowa forma. Natomiast, jeżeli język ma oddawać rzeczywistość, to bardzo ważne jest, żeby oddawał rzeczywistość, w której kobiety nie tylko są cieniem, nie tylko są w Gabinetach Cieni, ale naprawdę istnieją. A do tego potrzeba, żeby słowa odbiły nam się w mózgu i przerobiły na rzeczywistość, taką, którą rozumiemy, przyjmujemy i jest to dla nas oczywiste.

To w takim razie, dlaczego pani koleżanka z Gabinetu Cieni Kongresu Kobiet pani profesor Małgorzata Fuszara zgodziła się przyjąć funkcję nie pełnomocniczki, tylko pełnomocnika do spraw równości?

Trzeba zapytać o to panią profesor Fuszarę, profesorę Fuszarę.

Profesorę?

Bądź profesorkę, nie wiem. Od 1991 roku przyjęliśmy zalecenia Rady Europy, które sami współtworzyliśmy, które mówią bardzo wyraźnie, że język ma odzwierciedlać rzeczywistość, w której kobiety i mężczyźni współtworzą tę rzeczywistość. Co więcej, to jest również Art. 33 naszej Konstytucji, która mówi, że "kobiety i mężczyźni w Polsce mają mieć równe szanse i równe możliwości".

Ale o języku nie wspomina...

Nie trzeba wymieniać języka, żeby przyjąć do wiadomości, że tworząc prawo, tworząc tytuły, tworząc rzeczywistość, trzeba brać pod uwagę to, że są tam kobiety i mężczyźni, brać ich doświadczenia, interesy, potrzeby i w całości odzwierciedlać.

Skoro już przy tym jesteśmy, to w takim razie szef polskiego rządu Donald Tusk a potem pani premier Ewa Kopacz łamią prawo nie uwzględniając tego przy nazywaniu funkcji, którą pełni pani profesor Fuszara. Nazywają ją pełnomocnikiem, a to pełnomocniczka przecież.

Popełniają niedokładność, nieścisłość i działają niewłaściwie, natomiast nie łamią prawa. Zalecenia są dla mnie nawet czymś więcej niż prawem, bo zalecenie jest tym - nie znoszę tego słowa - "miękkim prawem", czymś na podstawie czego nie mogę się udać do sądu i powiedzieć "proszę mi to realizować", ale to nieprawda, że gdziekolwiek nie. Bo w sejmie i w senacie, to jest to miejsce, gdzie powinniśmy na te sprawy zwracać uwagę. W Konstytucji nie ma obywatelek i jeżeli mi pan powie, że to dlatego, że tak jest prościej, to ja panu zaproponuję, to w takim razie zostawmy tylko żeńskie formy. Chciałby pan tego?

To by było przegięcie, tak zwane...

A dlaczego przegięciem jest, uwzględnienie kobiet i usunięcie mężczyzn, a nie jest przegięciem usunięcie całkowicie ze słownika, z dyskursu i z przepisów, kobiet.

Odpowiedź to: tradycja, pani profesor...

Ta tradycja, oparta jest na tym, że kobieta jako podmiot cywilny nie istniała, tradycja oparta jest na tym, że jeszcze bardzo niedawno uważaliśmy, że z racji tego, że kobieta jest kobietą, ona nie może być posłanką, nie może pełnić funkcji premiery, nie może pełnić funkcji ministra. Proszę zobaczyć, co się dzieje, zarówno w rządzie - obecnie obowiązującym, jak i w opozycji, jednakże na stanowisko najważniejsze w rządzie, wystawiane są kobiety.

***

Czym będzie zajmował się 7. Kongres Kobiet i na czym polega "samopomoc siostrzana"? Więcej na stronie RMF CLASSIC.