„Trzeba wszystkiego spróbować ze stołu wigilijnego, żeby był pełny dostatek. Nie możemy zjeść do końca, bo to ofiara dla tych, których nie ma z nami” – mówi, o zwyczajach wigilijnych, gość „Dania do Myślenia” w RMF Classic wróżka i astrolog z Warszawskiej Szkoły Astrologii, Miłosława Krogulska. „Nakrycie dla bezdomnego bardziej łączy się z poczęstunkiem dla naszych przodków. Nakrycie dla przodków zostawiano w wielu domach, nawet na noc, żeby duchy przodków mogły przyjść i się posilić” – dodaje. Oddawanie długów przed świętami? „Ten zwyczaj związany był z tym, że czas Bożego Narodzenia dawniej był czasem, w którym zamawiano służbę na następny rok, przyjmowano pracowników” – odpowiada gość RMF Classic. „Większość zwyczajów, które z religią nie mają zbyt wiele wspólnego, wzięła się stąd, że ludzie próbowali przenieść magiczny czas świąt na cały rok – tę magię, cud. Co w święta, to przez cały rok” – mówi Krogulska.

zdjęcie ilustracyjne /Grzegorz Michałowski /PAP

Tomasz Skory: Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia dość często nazywamy świętem magicznym, stąd pani obecność. Jak się okazuje, tej niespecjalnie maskowanej magii nie brakuje w obyczajach świątecznych, których dochowujemy do dziś. Sporo jeszcze ludzi w Wigilię myje się w wodzie z dodatkiem monet dla zapewnienia pomyślności. Niektórzy noszą cały rok łuski wigilijnego karpia w portfelu. Wiemy skąd te pomysły?

Miłosława Krogulska: Nie wiemy, skąd te pomysły. Nie wiemy, kto był pierwszy, ale możemy pomyśleć i spróbować wydedukować, skąd się takie pomysły w ogóle wzięły.

Czas start.

Święta Bożego Narodzenia należą do najważniejszych świąt w roku. I oczywiście, możemy dyskutować o tym, czy wyższość należy dać Wielkiej Nocy, czy wyższość dać Bożemu Narodzeniu - różne są tutaj opinie. To święto jest świętem, które zaczyna rok liturgiczny. To są narodziny Boga, w związku z czym czas absolutnie szczególny. Teraz większość tych zwyczajów, które z religią nie mają za wiele wspólnego wzięła się stąd, że ludzie próbowali przenieść ten magiczny czas świąt na cały rok, czyli w jakiś sposób tę magię, ten cud, który się wydarza, tę miłość, która jest przy świątecznym stole, tę radość, którą czujemy, zakląć w jakieś magiczne przedmioty, talizmany albo amulety, żeby strzegły ich przez cały rok.

Co w Święta, to przez cały rok.

Tak, co w Święta, to przez cały rok, czyli mamy tutaj tych dwanaście magicznych dni, które trwają od Bożego Narodzenia do Trzech Króli i właściwie każdemu z tych dni możemy przypisać szczególną zasługę. Oczywiście wróżono z pogody, ale też dbano o to, żeby to nasze zachowanie w Święta było zachowaniem szczególnym, w jakiś sposób lepszym, niż w całym roku. Ponieważ uważano, że wtedy te większe szanse, tę większą sympatię otoczenia będziemy odczuwali przez cały rok.

Ale zaczyna się nieprzyjemnie. Kiedyś przeczytałem, żeby wszystko poszło dobrze, przed Świętami trzeba ludziom oddać pieniądze, długi. A jak nie, to co? To będziemy zadłużeni przez cały rok?

To nie będzie się miało pieniędzy w roku. Ten zwyczaj był też związany z tym, że czas Bożego Narodzenia dawniej w Polsce był czasem, w którym zamawiano służbę na następny rok, czyli przyjmowano pracowników, omawiano kto u kogo, za ile i jak długo będzie pracował. W związku z tym...

...rodzaj remanentu, na który się natykamy drugiego stycznia, kiedy sklep jest zamknięty.

Tak, trzeba było oddać to wszystko, co było wypłacone, żeby z czystym kontem wejść w Nowy Rok.

A to mało społeczne zachowanie, które też wyczytałem - to odmawianie pożyczania czegokolwiek, czy to sąsiadom, czy to obcym, to nawet szklanki cukru nie można było pożyczyć, bo. . . no właśnie, bo co?

Och, bo mogła się czarownica przebrana przydarzyć. Ale to jest okropny przesąd. Ja zachęcam do niekultywowania tego przesądu. Pożyczajmy tę sól, pożyczajmy to jajko, którego zabrakło sąsiadce do ciasta, żebyśmy nie spowodowali jakieś kulinarnej katastrofy. Ale być może też...

...czym to było uzasadnione?

Uzasadnione to było tym, że w ciągu Świąt mamy tę magiczną przestrzeń, która obejmuje cały dom, którą żeśmy sobie w jakiś sposób wykreowali, która jest strzeżona przez te łańcuchy na choince, samą choinkę, te światła świec, które płoną w naszym domu. I bano się, żeby tego szczęścia ktoś zły nam nie uszczknął. Więc prawdopodobnie tak. Nikt z zewnątrz. Żeby to szczęście gdzieś nie wyszło. Żeby w tym kokonie świątecznym nie zrobiła się jakaś dziura.

Na przykład przesąd nakazujący owinąć stół wigilijny łańcuchem z choinki, żeby zachować wszystkie dobra, które tam zostały zgromadzone. A jak to połączyć z podkradaniem jakichś drobiazgów w czasie wieczerzy? Takim na niby. Takie "rąbnę cioci portfel", potem oczywiście oddam, ale jakie to ma znaczenie?

Ja myślę, że to jest jakieś wzmaganie sprytu, albo życzenie sobie tego, żebyśmy w ciągu roku też byli tacy bardzo pomysłowi. Ale tego zwyczaju też akurat nie polecam. 


Mnie to połączyło się jakoś z oczekiwaniem powodzenia w interesach, aczkolwiek osobliwie rozumianych interesach. Skoro mówimy o podkradaniu, to podobno z rzymskich Saturnaliów pochodzi.

Tak. Większość z resztą świąt jest związana w jakiś sposób z rzymskimi obchodami. To są święta, których główną istotą było powitanie światła, dlatego że Saturnalia...

...światło ma bardzo duże znaczenie w czasie Bożego Narodzenia, choćby gwiazda, która się pojawia i upoważnia nas do zasiadania przy stole.

Dokładnie. Ta pierwsza gwiazda, albo planeta, w zależności od tego, co będzie lepiej widoczne. Ale te Saturnalia, jakby te wszystkie obchody czczenia światła, tak naprawdę mają swoje źródło w rytmie przyrody, dlatego że w grudniu, słońce wstępuje w znak Koziorożca, zaczyna się wtedy zima. Czyli mamy taki moment, w którym walczy światło z ciemnością, mamy to przesilenie zimowe.

Światło zaczyna zwyciężać, bo mamy go coraz więcej w ciągu doby.

Tak, dlatego mamy tutaj całą masę świąt, zarówno pogańskich, jak i teraz nasze piękne święta chrześcijańskie, w których czcimy powrót tego światła, zwycięstwo słońca. Ponieważ noc jest najdłuższa, ale w tę najdłuższą noc w roku rodzi się światło, które zwycięży przez kolejne miesiące.

A przygotowując się do Wigilii musimy na przykład starannie przeliczyć gości, co nie ma chyba zbyt wiele wspólnego z religijnością, bo musi być nieparzyście. Jeśli jest parzyście, to dopraszamy kogoś.

To dopraszamy kogoś, albo sadzamy kota.

A to jest kulturowy przodek tego dziś tradycyjnego wciąż jeszcze nakrycia dla bezdomnego? To stąd się to wzięło, to dodatkowe nakrycie?

To się może wziąć stąd. Chociaż, nakrycie dla bezdomnego bardziej łączy się jednak z tym poczęstunkiem dla naszych przodków. Czyli pierwotnie, takim źródłem tego zwyczaju...

...to zupełne pogaństwo.

Tak, zupełne pogaństwo. Bardzo silne w krajach słowiańskich. Tutaj, to nakrycie dla przodków zostawiano w wielu domach, w moim domu również na noc, dlatego żeby duchy przodków zbawione tym ciepłym światłem i miłością, mogły przyjść i się posilić. My dzisiaj mówimy tak, że to jest dla zbłąkanego gościa, ale to jest oczywiste, że zbłąkanego gościa w Święta, Wigilię karmimy.

Nie chcemy powiedzieć, że jesteśmy poganami. Tak naprawdę zostawiamy to dla duchów. A czemu musimy spróbować każdej potrawy i czemu żadnej nie możemy dojeść?

Nie możemy, dlatego żeby nam się dobrze wiodło. Trzeba wszystkiego spróbować, żeby był ten pełny dostatek. A nie możemy zjeść do końca, ponieważ byłoby to niegrzeczne, trochę trzeba zostawić. I tu znowu wracamy do tego zwyczaju, dlaczego trzeba zostawić. To jest znowu ta ofiara dla tych, których nie ma z nami.

Jakie istnieją przesądy, które wskazują na narodziny lub śmierć? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl