"Wiele osób tkwi w poczuciu, że sztuka musi być piękna, powinna być droga i się świetnie sprzedawać. Bioart to sztuka, w której tworzywem jest żywa materia. Bioartyści siedzą w laboratoriach i przeprowadzają badania naukowe" - mówi gość "Dania do Myślenia" w RMF Classic, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS Joanna Jeśman. "Jeżeli artysta przeniesie potencjalne komórki macierzyste z laboratorium do galerii, to możemy pójść i je zobaczyć. A przy okazji jest wiele wątków do przemyślenia" - dodaje. Jako przykład Jeśman podaje śluzowce. "Nie do końca wiadomo, czy są zwierzętami, czy roślinami. To plamy pomarańczowo-żółtego gluta, które robią przedziwne rzeczy. Jak położy im się odpowiednie jedzenie w labiryncie, to one potrafią za każdym razem bezbłędnie przebiec ten labirynt najkrótszą drogą" - tłumaczy gość RMF Classic. Opisuje także jeszcze jeden eksperyment z udziałem śluzowców. "Kiedy dmuchano na nie zimnym powietrzem - którego nie lubią - o konkretnych godzinach, to okazywało się, że one się przyczajały. Jak nie dmuchano, to o tej konkretnej godzinie też się nie rozprzestrzeniały" - mówi Joanna Jeśman. Jej zdaniem śluzowce uczą się i również my możemy się czegoś od nich nauczyć. "Takie zjawisko nazywamy biomimikrą – naśladowanie organizmów i mechanizmów, które funkcjonują w naturze" - tłumaczy.

Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, wystawa "Surowe formy" /Tomasz Gzell /PAP

Tomasz Skory: Bezpośrednią przyczyną naszej rozmowy jest filmik "Game of molds", czyli "Gra o pleśń" - przeróbka charakterystycznej czołówki serialu "Gra o tron". Zamiast mechanicznie rozwijającego się obrazu zamków, lasów, puszczy, równin, gór widzimy takie same krajobrazy, ale zbudowane z pleśni. Poklatkowo fotografowanej, różnokolorowej, intrygującej - ale pleśni. To jest jeszcze zręczny żarcik czy już sztuka?

Dr Joanna Jeśman: Musimy się zastanowić, co mamy na myśli mówiąc: "sztuka". Jeżeli utkniemy w rozumieniu sztuki sprzed dość dawna... Wiele osób jeszcze ciągle tkwi w takim poczuciu, że po pierwsze - sztuka musi być piękna, po drugie - powinna być droga i świetnie się sprzedawać. Natomiast współczesne nurty w sztuce - ja zajmuję się przede wszystkim art&science, czyli połączeniem sztuki i nauk o życiu - mają troszeczkę inne zadanie. Te projekty nie są jakoś szczególnie sprzedawane - nie o to chodzi. One mają funkcjonować społecznie, mają ludzi czegoś nauczyć, coś pokazać - zmusić do tego, żeby krytycznie pomyśleć o różnych kwestiach.

Kiedy wpisze się w wyszukiwarkę "Gra o pleśń", to na pierwszym miejscu dostaje się wynik na raczej kpiarskim serwisie "Sadistic", a potem "Crazynauka" - to chyba krępujące...

Trudno mówić, że ten filmik to wielka sztuka. Natomiast są tam wątki artystyczne. Mogę pokazać - analizując różne kwestie - w jaki sposób podchodzi się do takich projektów. Powinniśmy zacząć od tego, z czego ten projekt jest zrobiony. To nie są tylko pleśnie - tam są też cudowne żyjątka, które nazywają się śluzowcami. Śluzowce są fascynujące z wielu powodów. Dla mnie najciekawsze jest to, że nie do końca wiadomo, czy są zwierzętami czy roślinami. Dlatego, że mają pewne cechy charakterystyczne zarówno dla zwierząt, jak i dla roślin. Śluzowce można bardzo często zobaczyć w lesie - mnie się kojarzą z taką plamą pomarańczowo-żółtego "gluta" - przepraszam za słowo, ale tak trochę to wygląda.

Jeśli to glut, to nazwijmy to glutem.

Okazuje się, że śluzowce to są niezwykle fascynujące istoty, które robią przedziwne rzeczy. Robiono na nich różne eksperymenty - Jak położy im się odpowiednie jedzenie w labiryncie, to one potrafią za każdym razem bezbłędnie przebiec ten labirynt najkrótszą drogą. A to są organizmy jednokomórkowe - tam nie ma żadnych organów, żadnego ośrodkowego układu nerwowego - to jest grupa komórek. Trudno tu mówić o instynkcie - jest to raczej przejaw bardzo prymitywnej inteligencji, bo one rzeczywiście się uczą. Kiedy dmuchano na nie zimnym powietrzem - którego nie lubią - o konkretnych godzinach,  to okazywało się, że one się przyczajały. Jak nie dmuchano, to o tej konkretnej godzinie też się nie rozprzestrzeniały.

Rozmawiamy o rodzaju sztuki, który się nazwa Bioart. Napisała pani pracę doktorską na ten temat. Rozumiem, że jest to sztuka, w której tworzywem jest żywa materia, której cechy człowiek uwypukla, żeby zaintrygować. Wracając do tego filmiku - nie da się zaprzeczyć, że użycie do budowy dzieł sztuki komórek macierzystych, DNA, śluzowców, pleśni, bakterii - jest pomysłowe, widowiskowe i zabawne i to nas najbardziej kręci w takich przedsięwzięciach. Skarpetki z napisem "Super tata", kluczyk do stacyjki, który rozkłada się jak scyzoryk, etui na telefon w formie banana - to też są zabawne rzeczy, ale sztuką ich nikt nie nazwie. A pani mówi, że pleśń to Bioart.

Różnica między badaniami naukowymi a sztuką polega na celu, który chcemy osiągnąć. Przypominam, że bioartyści, czyli osoby, o których głównie pisałam pracę doktorską, to są artyści, którzy siedzą w laboratoriach i przeprowadzają bardzo poważne badania naukowe.

Przy okazji wychodzi im fajny obrazek.

Naukowcy chcą osiągnąć cel - rozwinąć naukę albo coś opatentować. Artyści chcą wskazać pewne rzeczy, które mogą być istotne dla przeciętnej osoby, która przychodzi do galerii. Chcą pokazać, co dzieje się w laboratoriach. My nie mamy do nich żadnego dostępu. Jeżeli artysta przyniesie potencjalne komórki macierzyste z laboratorium do galerii, to my wtedy możemy pójść i zobaczyć, jak one wyglądają. A jeszcze przy okazji - jeżeli projekt jest dobrze zrobiony - jest tam wiele różnych wątków do przemyślenia, do zastanowienia się.

Jakie ciekawe eksperymenty przeprowadzono jeszcze na śluzowcach? I co śluzowce mają wspólnego z koleją wokół Tokio? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl