"Wymyślając temat na film nie do końca wiedzieliśmy jaki będzie kształt tego filmu. Po prostu chcieliśmy pokazać to miejsce. Kiedy pojechaliśmy po raz pierwszy to byliśmy w szoku, że to miejsce wygląda zupełnie inaczej, niż sobie to wyobrażaliśmy" - mówią mówią goście programu "Danie do Myślenia" w RMF Classic Jacek Podemski i Armin Kurasz - dziennikarz i reżyser filmu "Czarnobyl – wstęp wzbroniony". "Wszystkie historie o zmutowanych zwierzętach to są wytwory ludzkiej wyobraźni. Nic takiego się tam nie zobaczy" - dodają. "Prawdopodobnie byliśmy drugą ekipą filmową historii, która weszła do sterowni bloku 4. To fenomenalne miejsce, w którym wszystko się wydarzyło" - mówią Podemski i Kurasz.

"Wszystkie historie o zmutowanych zwierzętach to są wytwory ludzkiej wyobraźni" – mówią twórcy filmu "Czarnobyl" / HELMUT FOHRINGER /PAP/EPA

Posłuchaj porannej rozmowy w RMF Classic

Tomasz Skory: Dzień dobry, gościem "Dania do myślenia" są Armin Kurasz - reżyser i producent oraz Jacek Podemski - dziennikarz i eksplorator, tak bym to nazwał, autorzy filmu "Czernobyl, wstęp wzbroniony". Nazwa Czarnobyl, od prawie 30 lat budzi grozę, kojarzy nam się z tragedią, zabójczym promieniowaniem, opustoszałą, zdewastowaną strefą śmierci. Wy tymczasem, w filmie, który miałem okazję obejrzeć - widzowie też go zobaczą w TVN Turbo, pokazujecie obraz zupełnie inny. Taki był zamiar, czy tak wam wyszło i też byliście zaskoczeni, że tam wszystko żyje?

Armin Kurasz: Jadąc, w ogóle wymyślając temat na film, czyli Czarnobyl, nie do końca wiedzieliśmy, jaki będzie kształt tego filmu. Po prostu chcieliśmy pokazać to miejsce. I kiedy pojechaliśmy tam po raz pierwszy na wizytę dokumentacyjną wszyscy byliśmy w szoku, ponieważ okazało się, że to miejsce wygląda zupełnie inaczej niż wszyscy sobie je wyobrażamy. Właśnie dlatego, ja chciałem pokazać to, że miałem inne wyobrażenia i to, że byłem zszokowany...

Jakby to skonfrontować, na dźwięk słowa Czarnobyl stały nam przed oczami obrazy takiego opuszczonego w pośpiechu miasta Prypeć, zarośniętego krzakami, jakaś zdeformowana roślinność, jakieś zmutowane zwierzęta, niszczejące sprzęty - co z tego jest prawdą, a co nie. 

Armin Kurasz: Prawdą jest to, że faktycznie jest to wszystko zarośnięte dziką roślinnością, że miasto Prypeć jest opuszczone, natomiast wszystkie historie o zmutowanych zwierzętach itd., to są po prostu wytwory ludzkiej wyobraźni. Nic takiego się tam nie zobaczy.

Jacek Podemski: Ja myślę, że po tej naszej rozmowie tutaj i po tym, co pokażemy w filmie, wiele osób i tak nie uwierzy i tak będą komentarze - no to wam się tak wydaje, ale przecież było inaczej. Bo tych informacji przez lata narosło tyle, też w mediach.

Wszyscy zapamiętaliśmy, wiemy o nagłej ewakuacji 50tys Prypeci, wiemy o ustanowieniu zamkniętej strefy wokół sarkofagu, który kryje ten śmiercionośny reaktor. Tymczasem mało kto wie, że miasto Prypeć zastąpił Sławutycz. Kilkaset osób w tej strefie, rzekomo  zamkniętej, mieszka, urzęduje, jest nawet cała administracja tej strefy. Kilka tysięcy osób pracuje na stałe w elektrowni, która mieści się tuż obok tego sarkofagu.

Armin Kurasz: Widziałeś w filmie naszą wizytę u starszego pana, który wrócił po roku, mieszka tam...

Milicja mu pomogła...

Jacek Podemski: Milicja mu pomogła, tak jak powiedział, nie było to okryte żadną tajemnicą, żadnym nielegalnym przeprowadzaniem się, wszystko zwyczajnie, normalnie. Mało tego, ci ludzie nie chorują na żadnego raka, nie umierają, mieszkają tam od dwudziestu paru lat, wszystko jest ok. Także to nasze wyobrażenie, i pewnie większości osób, troszkę się tutaj rozminęło.

To, że towarzyszący wam pracownik elektrowni, Anton Povar, nie wszedł z tobą do sterowni tego bloku czwartego, to coś oznaczało? On się bał?

Jacek Podemski: Nie, to zamysł Armina, bo tak chcieliśmy skończyć.

Armin Kurasz: Sterownia bloku czwartego to takie dosyć emocjonujące miejsce, bo to miejsce, w którym to wszystko się wydarzyło. I tak naprawdę niewiele osób ma dostęp do tego miejsca, więc naszym zamysłem było to, żeby to była taka intymna chwila na koniec filmu - wejście do tego historycznego miejsca.

Ale to dość osobliwe, bo tuż obok, kilkadziesiąt metrów dalej, mieści się sterownia działającego bloku?

Armin Kurasz: Nie ma już działających bloków, są bloki, które są utrzymywane, dlatego, żeby, wiadomo, zabezpieczyć to paliwo wewnątrz tej elektrowni...

Jacek Podemski: Ta, o której mówisz, wygląda, ona po prostu wygląda tak, jak w oryginale. Natomiast ta, którą kończyliśmy, jest już rozebrana, przyglądaliśmy się, czy  nie ma gdzieś tego czerwonego guzika magicznego, który został naduszony, umownego oczywiście.

Jacek mówi w filmie "nie znajdziesz tu niczego groźnego, nic przed czym musiałbyś uciekać, tylko oznaki upływu czasu, czy może zatrzymanego w kadrze czasu z lat 80.". To jest taka, między innymi, ta nieskażona, rozwijająca się nieskrępowanie przyroda wokół, tak?

Armin Kurasz: To i ci ludzie też, w otaczających elektrownię wioskach, oni wszyscy zatrzymali się w latach 80. Tam wszystko zatrzymało się w latach 80.

A co robi większe wrażenie - to opuszczone miasto, przyroda czy spokój, w jakim ci ludzie tam żyją i jeżdżą sobie elektryczką do elektrowni pracować normalnie.

Jacek Podemski: Dla nas chyba pierwsza podróż pociągiem dla wszystkich była zaskoczeniem. My jedziemy z jakimiś tam emocjami, fakt faktem pierwszy raz - oni mają to na co dzień, ale ci ludzie jedzą sobie w tym pociągu śniadanie, grają w karty. Natomiast my zastanawiamy się, czy nie jest to nasza ostatnia podróż pociągiem. Także to zderzenie z nimi było fenomenalne.

I teraz mam wrażenie, że opowiadacie o tym, jak nie tylko unikając epatowania grozą, tą która nam ciągle jeszcze gdzieś z tyłu głowy towarzyszy, kiedy myślimy o Czarnobylu, ale kiedy się was słucha, to można odnieść wrażenie, że chodzi o jakąś wycieczkę po międzyrzeckim rejonie umocnionym, poszukiwanie tajemnic. Szukacie czegoś w tajemniczych zakładach Jupiter, które miały rzekomo produkować magnetofony, ale nigdy żaden tam nie powstał, za to mają schron atomowy. Jest oko Moskwy, czyli gigantyczna instalacja, mająca wykrywać amerykańskie rakiety. Bawicie się tym jak chłopcy trochę?

Armin Kurasz: Ja się czułem jak Indiana Jones trochę.

Jacek Podemski: Ja przez pierwsze dni w Czarnobylu chodziłem non stop z otwartymi ustami, bo byłem cały czas w szoku, ale nie ze względu na to, że widziałem nieludzkie rzeczy, ale ze względu na to, że widziałem rzeczy, o których słyszałem od wielu lat, o których miałem wyrobioną jakąś swoją opinię. Np. świadomość tego, że stąpaliśmy tuż po reaktorze na bloku 2 w elektrowni, to jest coś niesamowitego, bo to jest rzecz, o której wiele osób marzy i rzecz, której wiele osób się obawia.

Armin Kurasz: Ale to chyba potwierdza się taka prawda, obiegowa. Boimy się tego, czego nie znamy. Miejsce jest fenomenalne, ale nie znaliśmy go. Nie widzieliśmy go na własne oczy. Odium tej katastrofy cały czas a plecami, a kiedy zobaczyliśmy, to okazało się, że nie taki diabeł straszny. Oczywiście nie możemy zapomnieć o tym, że wydarzyła się tam straszna tragedia.

Czy wokół Czarnobyla powstał przemysł turystyczny? Czy ludzie nie boją się tam przyjeżdżać? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl