"Zawsze byłem blisko przyrody. To mnie zawsze bawiło. Kilkanaście lat temu odkryłem taką prawdę: jak bardzo intensywnie pracujesz, masz stresującą pracę, to musisz znaleźć moment na błyskawiczne odreagowanie" - mówi gość programu "Danie do Myślenia" w RMF Classic miłośnik i fotograf przyrody Włodzimierz Cimoszewicz. Dodaje, że jak był premierem to jego ministrowie mieli obowiązek wyjeżdżania z miasta na weekend. "Kiedyś zobaczyłem między drzewami na polanie stado jeleni. Bardzo zależało mi na sfotografowaniu, więc się czołgałem chyba z 70 metrów chowając się w trawach i udało się zrobić to zdjęcie" - opowiada gość RMF Classic. Najwspanialsze zwierzęta? "Żubry, ale my, jako kraj, nie eksploatujemy symboliki" - mówi Cimoszewicz. "Kiedyś z mojej winy żubr mnie zaatakował, bo chojraczyłem. Chciałem go nakarmić, podać mu kromkę ręką i wszystko byłoby dobrze, gdyby w mojej obronie nie stanął mój jamnik, zaatakował żubra, żubr nie zobaczył jamnika i zaatakował mnie" - wspomina były premier.

Posłuchaj porannego gościa RMF Classic

Tomasz Skory: Pan spełnia marzenia całej hordy mieszczuchów, wszyscy panu zazdrościmy. Mieszka Pan sobie w leśniczówce, w nadleśnictwie Hajnówka, mimo prowadzenia wciąż, chyba jednak trochę aktywnego życia, żywota politycznego w Senacie. To jest trudne, łączenie jednego z drugim?

Włodzimierz Cimoszewicz: Trochę trudne, bo wie pan, ja mam tych zajęć rzeczywiście sporo, ale głównie poza senatem w tej chwili, bardzo często biorę udział w rozmaitych debatach, konferencjach w Polsce, zagranicą, więc muszę nieustannie jeździć, ale to opłacalne.

Ktoś powiedziałby - trochę ekscentryk z tego Cimoszewicza, to trochę tak, jak zamknięty w dworze w Chobielinie i pomykający gdzieś na motocyklu tam, po lesie, Radek Sikorski. To jest jakiś wizerunkowy styl byłych szefów MSZ?

Nie, to niezupełnie to samo. Ja po pierwsze zawsze byłem ściśle blisko przyrody, to mnie zawsze bawiło, ale kilkanaście lat temu odkryłem taką piekielnie prostą i znaną prawdę. Mianowicie, że jak bardzo intensywnie pracujesz, masz stresującą pracę, to musisz znaleźć moment na błyskawiczne odreagowanie. I dlatego, jak bylem premierem, to wyjeżdżanie na weekend z miasta było obowiązkiem ministrów. I sam to robiłem.

Jak to obowiązkiem?

Obowiązkiem, tak.

Wywalał ich pan?

Oni mieli chodzić na badania lekarskie, mieli brać urlopy i mieli wyjeżdżać na weekend. Oczywiście nie kontrolowałem ich, ale wiedzieli, jakie jest moje stanowisko. Dlatego, że te dwa dni pozwalały oczyścić umysł, duszę, emocje itd.

Czyli to jest takie ładowanie akumulatorów? Zwiewanie przed jazgotem tego życia publicznego?

Dokładnie tak.

Od lat, bodaj po porzuceniu polowań, pan z niemałymi sukcesami fotografuje zwierzęta, to są specjalne wyprawy. Czy pan się czai gdzieś jakiś zamaskowany?

Różnie. Parę miesięcy temu, z Wajrakiem, wybraliśmy się na fotografowanie dzięcioła trójpalczastego. Więc trzeba było się pokrywać siatkami jakimiś...i złapaliśmy.

Już mi imponujecie... I rzeczywiście pokryliście się takimi? Przebraliście się za krzaki?

Tak, tak trzeba. Natomiast, jeżeli używam teleobiektywu to mogę zwierzę fotografować ze 100-150 metrów. Wtedy bylebym się za bardzo nie ruszał.

Pan się wybiera na takie wyprawy, jak? Samochodem pan jedzie sobie, parkuje i potem gdzieś przechodzi kawałek? Czy rowerem, czy na motocyklu?

Ja już tak znam puszczę - mieszkam tam już kilkanaście lat, że wiem, jakie jest prawdopodobieństwo napotkania interesującej mnie zwierzyny. W związku z tym, co się dzieje w przyrodzie, np. spadł pierwszy śnieg. Ja wtedy jadę do 8-10 miejsc w ciągu dnia i w dwóch, trzech udaje mi się coś bardzo atrakcyjnego zobaczyć i sfotografować. Ale w lecie głównie rowerem i na piechotę.

Czyli trzeba mieć rozpoznanie i trzeba mieć chyba coś w rodzaju specjalnego instynktu. Wiem z własnej autopsji, że ludzie obcujący często z przyrodą w lesie łatwiej wychwytują ruch, odnajdują zwierzęta...

Oczywiście, to jest dla mnie samego zaskakujące. Kilkanaście lat temu, jak chodziłem z leśniczymi, byłem zdumiony, że oni już dostrzegli gdzieś dzika czy jelenia, a ja jeszcze nie. W tej chwili ja to też widzę.

 A jak to się dzieje? Bo możemy powiedzieć - instynkt i zamknąć sprawę...

Trochę zwraca uwagę ruch, przyzwyczajamy się odnotowywać coś innego i inny kolor. Wystarczy odrobina, nie tego brązu, który występuje na drzewach czy krzakach, żeby pan się domyślił, że tam jest zwierzę.

Inny odcień?

Tak. Właśnie 2 dni temu poszedłem na spacer. Najpierw trafiłem na dwie lochy dzika z warchlakami. Fuknęły, uciekły. Tak szybko, że nie zdążyłem ich sfotografować. Ale zobaczyłem w oddali, na drodze coś brązowego. Pomyślałem, że to może być zwierzę. Tak - łania, pasła się w krzakach.

Żubry, dziki, łosie, wilki, dzikie ptactwo - każde z tych zwierząt ma trochę inną naturę. Które są najtrudniejsze do uchwycenia?

Wilki. Tez miałem taka przygodę, w grudniu ubiegłego roku, Przyjechali do mnie znajomi z zagranicy, poszliśmy na spacer, był świeży śnieg. Piękna puszcza bajkowa, taka sceneria. Zagadani, raptem widzę, że drogę przechodzi nam wadera, czyli samica wilka, jakieś 70 metrów od nas. Uciszyłem wszystkich i powiedziałem: Słuchajcie, jest mała szansa, że będzie szedł basior. Przygotowałem aparat, wyszedł basior - zrobiłem najlepsze zdjęcie. Ale to trzeba mieć szczęście i to się rzadko zdarza.

Co można powiedzieć o żubrach?

Wspaniałe zwierzęta, ja uważam, że my jako kraj, społeczeństwo, nie eksploatujemy tej symboliki. Stało się tak, że Polska jako pierwszy kraj w historii na świecie, uratowała gatunek zwierzęcia, który w naturze już nie występował. To się stało tuż po odzyskaniu przez nas niepodległości, kiedy było milion innych kłopotów na głowie.

A jednak się udało...

Starczyło wyobraźni, dobrej woli, trochę środków. Ja jestem bardzo dumny, że my to zrobiliśmy. To są jednocześnie wspaniałe zwierzęta, robią wrażenie.

Ale jeden pana zaatakował? Przeczytałem kiedyś w gazecie...

Tak, tak, ale to było trochę z mojej winy, bo ja chojraczyłem, chciałem go nakarmić, podać mu kromkę ręką. I wszystko byłoby dobrze, gdyby mój jamnik nie stanął w mojej obronie, zaatakował żubra, żubr nie zobaczył jamnika, zaatakował mnie.

Dziki trudno złapać, w obiektyw?

Bardzo trudno. Ja kiedyś oddzieliłem od stada, od gromady, 2 warchlaki, bo jeden z nich był chory. I to były takie małe warchlaczki, jeden miał jakieś 15 kg, i jednego z nich musiałem złapać, żeby potem trzymać w takim wygrodzonym, 2 hektarowym młodniku i go tam ratować. Naganiałem się zanim makabrycznie, ale udało się.

Łosie - ciekawskie?

Tak, to prawda. Jak pan natknie się na łosia, to on najczęściej nie ucieka od razu. Tylko patrzy i to jest wspaniała szansa do zrobienia wtedy zdjęć.

Jak należy się zachowywać i co robić, żeby dobrze fotografować zwierzynę? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl