Kryminalna mentalność charakteryzuje bardzo wielu przedstawicieli establishmentu III RP. Jednak nie jest to niczym szczególnym na tym świecie, bo panują w nim bandyckie prawa, oczywiście nie tak ścisłe jak fizykochemiczne, ale te gangsterskie reguły też obowiązują i zobowiązują. W takim zatęchłym zbiorniku, jak nasz kraj obecnie, ludzkie męty opadają na społeczne dno, a brudna piana pływa sobie po powierzchni, opalizując w słońcu swego absolutyzmu i tęczowo połyskując odbitym światłem nieobyczajności. Tam są fusy, a tu syf.

Naoczny obserwator tego stanu rzeczy, choćby taki jak ja - skromny bloger, ale na tyle świadomy językowo, żeby móc dumnie wybierać z całego wachlarza stylów - ma przed sobą dwie główne strategie pisarskie. Może dostosować swój język do okoliczności i utożsamić się opisywanym środowiskiem. Polskie przysłowie, które syntetyzuje taką postawę, radzi: "jeśli trafisz między wrony, musisz krakać jak i one". Jednak jest odmienna metoda, charakteryzująca się krytycyzmem do mowy omawianych postaci. Jak wiadomo: "jaka głowa, taka mowa".     
    
Alternatywa nie jest więc neutralna dla świadomości piszącego. Ubrawszy na chwilę językowy dres, po prostu stajesz się stopniowo samym dresiarzem. Mimo najszczerszych chęci zachowania dystansu zamieniasz się w chuligana. Zanika niepostrzeżenie różnica między autentyzmem a rolą, niknie bariera pomiędzy graniem szumowiny i ulicznika a byciem oprychem, pospolitym żulem. Z drugiej strony, posługiwanie wyłącznie piękną literacką polszczyzną w dokumencie o wyczynach ludzi z marginesu naraża cię na ich niewyszukane epitety. 
    
Jeśli będę kontynuował tę perorę, jeżeli nadal będę dłużej tak nudno przemawiał, inkrustując swą orację "złotymi myślami" i napuszonymi pouczeniami, część odbiorców od razu przerwie lekturę i ucieknie od kazania zgreda. Natomiast brutalne przejście na grypserę, językowy przeskok na poziom ćwoka i buraka, ześlizg do stylu bambra i kmiota, natychmiast odstręczy od tego felietonu najbardziej wartościowych dla mnie adresatów, którzy słusznie poczują się urażeni, mimo że to nie o nich staram się pisać, nie z nimi toczę boje, bijąc się z myślami.    
   
Arogancja, tupet, cynizm, rozzuchwalenie i bezczelność Donalda Tuska i jego ferajny wymagałyby odpowiedniej reakcji. Jednak, co to znaczy "odpowiedniej"? Jaka miałaby być taka adekwatna riposta na kolejne postępki totalnie zdegenerowanej władzy? Co można zrobić tej grubiańskiej grupie, rządzącej nami metodami coraz bardziej totalitarnymi? Jak poradzić sobie z tym dekadenckim gabinetem, który wspiera się na kruszących się, ale wciąż przecież żelbetonowych filarach, wzniesionych po (dzięki?) pamiętnej tragedii smoleńskiej?  
            
Czy cementuje ich tamto tajemnicze zdarzenie? Ta myśl nie daje mi spokoju już od 10 kwietnia 2010 roku. Tamta wojna polsko-ruska, polsko-tuska, pod flagą białoczerwoną jednoczy premiera i jego "kamandę". Podejrzewam, że to jest rozwiązanie zagadki, dlaczego ci "lyberałowie" i ich "elyty", które nigdy nie grzeszyły kulturalnym wyrafinowaniem i politycznym obyciem, mówiąc delikatnie, same  zdegradowały się do poziomu rosyjskich "urków", czyli zawodowych kryminalistów-recydywistów. Taki urka nie mówi, on tylko grypsuje.               

"K.rwa" nie schodzi takim z ust, bo sami utożsamiają się z tą profesją, sprzedajni i otwarci na płatne pieszczoty ze strony obcych, potężnych gangsterów, którzy mogą im zaoferować pieniądze lub jakieś złudne przywileje. Machają "ch.jami" gumowymi lub słownikowymi, bo to jest ich znak rozpoznawczy, padają na kolana przed tym fallicznym symbolem, jak wyznawcy kultu bożka płodności, sami pozbawieni jakiejkolwiek kreatywnej energii, pieprz.cy od rzeczy i rozpieprz…cy publiczne pieniądze. Kluczowe są też żeńskie rymy: "d.pa" i "c.pa".         
        
Ale dlaczego? Skoro pozują na takich twardzieli, męskich i brutalnych jak bohaterowie spaghetti-westernów? Nie dziwcie się, jednak, bo ta męskość jest jakby … ten tego … za bardzo "męska". Podejrzewam, że może wcale nie jest taka… heteroseksualna. Przecież ci "maczo" w intymnych, nagranych rozmowach nie nazywają "c.pami" kobiet, oni tak pogardliwie określają innych mężczyzn, i to z pośród swego grona. Czyżby za tymi epitetami jak spod celi kryło się tłumione pożądanie? A czy nadużywane słowo "d.pa" świadczy o ich analnych fantazjach?               

Eksperci mogliby o wiele więcej na ten temat powiedzieć. Ja tylko przypomnę, że w psychoanalizie fazą analną nazywa się etap rozwoju psychoseksualnego człowieka. Następuje on w wieku około 2-3 lat, gdy dziecko uczy się kontrolowania wydalania. Może się wówczas ukształtować osobowość analna, która charakteryzuje się: uporem, skąpstwem lub rozrzutnością, skłonnością do kolekcjonowania przedmiotów, nawet jeśli są niepotrzebne czy też przeszkadzają, oraz dążeniem do kontrolowania siebie albo bycia kontrolowanym.

Kiedy się analizuje pod tym specyficznym kątem aferę nagraniową, nasuwają się ciekawe skojarzenia. Spójrzmy na to, z jakim uporem Donald Tusk, Bartłomiej Sienkiewicz, Radosław Sikorski, czy Marek Belka trzymają się stołków pomimo głośnego skandalu; jak wielką mają w sobie niechęć do ustępowania ze stanowisk i ustępowania innym; jaką przejawiają odrazę do tych, którzy wzywają ich do zmiany postaw i przekonań! Jacy potrafią być skąpi, gdy mają pić i jeść za swoje, a jak bywają rozrzutni, kiedy mogą płacić z naszych portfeli!   
     
Innym tropem są znaczące przedmioty, którymi się otaczają. Czy słynna kolekcja zegarków, zupełnie zbędna z punktu widzenia życiowego pragmatyzmu, nie świadczy o tym, że Sławomir Nowak może mieć po prostu analną osobowość, że się zafiksował na infantylnej fazie kontrolowania czynności wydalniczych? Przecież ta absurdalna skłonność zbieractwa czasomierzy okazała się groźna dla Tuskowego ministra, a mimo to szedł w zaparte, nomen omen "w zaparte"! Zaparcia dawnych dwulatków a sprawa polska? Oto temat!      
             
Pozornie brzmi to jak satyra. Jednak wcale nie jest mi do śmiechu. Ta infantylna ekipa rządząca, złożona z osobowości o cechach wyraźnie patologicznych, tę patologię przenosi na stosunki panujące w całym państwie. Dążenie do kontrolowania lub bycia kontrolowanym, które są "w repertuarze" person o cechach sadystyczno-analnych, to nie jest ich osobisty problem. Dziwicie się, że ten psychopatyczny gabinet inwigiluje was na potęgę, że w chorobliwej kontroli pobił już wszelkie  europejskie rekordy? Nie dziwcie się zatem, że sam się już nagrywa.            

Absolutnie nie wierzę, że ten wysyp przebojów ze "studiów nagraniowych" to jakaś obca sprawka. Jestem przekonany, że członkowie tego grypsującego gangu polskojęzycznych urków pożarli się między sobą i prowokują się nawzajem wciągając w te swoje chore gry i zabawy coraz bardziej ogrywany naród. Opozycja nie da rady wyleczyć i zresocjalizować tej grupy. Jednak ex-premier Jarosław Kaczyński robi wszystko, by naiwni Polacy przestali być ofiarami rządowych uliczników: z Gdańska czy Krakowa, Łodzi czy Chobielina.