/ / Dariusz Delmanowicz /PAP

Już wyjaśniam ten dziwaczny tytuł: "Polak-Żydoptak" to wykreowana przeze mnie postać będąca złożeniem dwóch kulturalnych motywów - z polskiej pieśni i żydowskiej prozy.

Ułożyłem sobie taką nową piosnkę z inspiracji Krzysztofa Kłopotowskiego: "hej, Polacy, Żydo-ptacy, weźmy się do twórczej pracy, albośmy to jacy-tacy/ i do książek i do pracy?"      

Dawno nie czytałem bowiem książki tak inspirującej do pochwalnego pienia jak "Geniusz Żydów na polski rozum" pióra jednego z najbardziej osobnych naszych publicystów.  

Erudycja mojego rozmówcy jest fenomenalna, w jego tomie znalazły się odwołania do licznych prac poświęconych żydowskości, więc przed rozmową odczuwałem silny stres.   

Osobiście z panem Krzysztofem nigdy nie miałem dotąd okazji się spotkać, znałem go jednak dobrze od lat z ekranu telewizji i z poczytnego bloga na portalu salon24.pl.

Po lekturze "Geniuszu Żydów na polski rozum" zapragnąłem jednak indywidualnej radiowej rozmowy z tak przekornym indywidualistą, idącym pod prąd, na przekór, a może na złość. 

Oczywistą zniewagą dla wielu środowisk narodowych w Polsce jest idée fixe Kłopotowskiego, aby sprowadzić do Polski z Izraela pół miliona "łebskich Żydów" - na rozruch.

Lewicowy guru Sławomir Sierakowski, któremu autor poświęca część swej książki, może sobie bezkarnie snuć takie fantazmaty, ale już nie ktoś, kto występuje w TV Republika!     

Ograniczają się w swych refleksjach tak prawicowcy jak i lewicowcy w Polsce, przyczajeni w transzejach wojny kulturowej, totalnej batalii, gdzie wciąż trup ściele się gęsto.  

Nie szkodzi, że to są śmierci tylko symboliczne i że tylko od czasu do czasu dochodzi do zbrodni bardzo realnej, jak ta w gnuśnym smoleńskim bagnie owiana mgłą cuchnącego spisku.    

Intryg ci u nas dostatek, więc po co jeszcze mnożyć byty i kontynuować odwieczną linię myślenia paranoidalnego o niewidzialnym Narodzie, jego knowaniach i sekretnej władzy?       

Zasługą Krzysztofa Kłopotowskiego jest właśnie wyrwanie nas Polaków z tej pułapki, wyzwolenie z kompleksu niższości-wyższości wobec Żydów, co jest dla zdrowia duszy konieczne.  

Malowniczy tytuł "Żydoptak" skradłem amerykańskiemu Żydowi Bernardowi Malamudowi, ale z antypolską powieścią Jerzego Kosińskiego "Malowany ptak" też mi się tu kojarzy.   

POSŁUCHAJ I CZĘŚCI ROZMOWY BOGDANA ZALEWSKIEGO Z KRZYSZTOFEM KŁOPOTOWSKIM

Bogdan Zalewski: Przeczytałem ostatnio bardzo inspirującą książkę pod intrygującym tytułem "Geniusz Żydów ... " a teraz mam zaszczyt i przyjemność porozmawiać z jej autorem. W studiu RMF FM na Kopcu Kościuszki w Krakowie goszczę pana Krzysztofa Kłopotowskiego publicystę i krytyka filmowego. Dzień dobry panu.

Krzysztof Kłopotowski: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu. Ale ... tytuł książki brzmi "Geniusz Żydów na polski rozum".

Tak. Nie dodałem tego ważnego członu, ale o tym właśnie porozmawiamy: czym jest ten "polski rozum", a czym jest "geniusz Żydów", czy raczej "geniusz żydowski". Pierwsze zdanie książki, którą zadedykował pan rodakom, brzmi: "Uczmy się od Żydów." A czego, panie Krzysztofie?

No, właściwie prawie wszystkiego możemy się od nich uczyć, poczynając na przykład od chrześcijaństwa, którego przecież od nich się nauczyliśmy. Chrześcijaństwo pierwotnie było sektą judaistyczną. Możemy się uczyć starannego wychowania dzieci. To jest bardzo ważne. Podaję tam w jednym z rozdziałów zatytułowanym "Jak zostać mądrym i bogatym" sposób na odniesienie sukcesu w życiu poprzez jego codzienne planowanie. Po pierwsze to jest właśnie bardzo staranne wykształcenie dzieci, ich bardzo staranne chowanie, wzbudzanie w nich zainteresowań intelektualnych, dawanie dzieciom przykładu własnych pasji intelektualnych.

Ten "kod żydowski" rodził się właśnie w rodzinach i w chederze, w szkole?

Pan mówi o "kulturowym kodzie judaizmu", czyli pojęciu, które próbuję lansować. Jednak z tym kodem trzeba trochę uważać. Oczywiście on się w rodzinie i szkole rodził, ale ja w tej książce nie podaję pełnego kodu kulturowego judaizmu, dlatego że spowodowałoby to niekończące się polemiki, co do niego należy, a co nie należy. Mogłoby nawet dojść do rękoczynów, więc wolałem to zostawić wyższym autorytetom. Natomiast podaję pewne elementy tego kodu, przede wszystkim według autorów żydowskich, aczkolwiek nie wyłącznie. Przeczytałem mnóstwo książek i wyciągnąłem z nich zachowania, które autorzy żydowscy uważają za typowo żydowskie i omawiają je z aprobatą. Chciałem bowiem ominąć pułapkę konfliktu etnicznego. Bardzo wiele wysiłku włożyłem w to, żeby się wznieść ponad konflikt etniczny polsko-żydowski, który bez wątpienia istnieje. Starałem się przyjąć globalny punkt widzenia, a może powiedziałbym nawet - boski. Mianowicie próbowałem się, jeśli państwo pozwolą, wcielić w Boga. Stworzyłem ludzkość. Ludzie są leniwi, głupi, chcą poprzestać na małym. Co więc zrobić, żeby ten rodzaj ludzki rozruszać? Trzeba dać im szpikulec, który przez całe dzieje będzie stale do czegoś pchał, rzucał wyzwania prawie wszystkim zastanym przekonaniom i pojęciom.

To jest taka ostroga na tę polską chabetę - "judaizacja" Polaków?

Nie tylko na polską, ale na ludzką chabetę, proszę pana. To jest taki wspaniały przepis. A po co Bogu taki rozwój świadomości rodzaju ludzkiego? Bądźmy przez chwileczkę teologami. Na przykład po to, żeby znaleźć partnera do rozmowy, kiedy człowiek się już dostatecznie rozwinie pod względem świadomościowym.

Rodakom śniącym o polskiej potędze poddaje pan oryginalny, ale i kontrowersyjny pomysł sprowadzenia do kraju pół miliona Żydów. Ta idea jest bliska przedstawicielowi polskiej lewicy Sławomirowi Sierakowskiemu. Natomiast są też tacy prawi Polacy-patrioci jak Grzegorz Braun czy Stanisław Michalkiewicz, którzy obawiają się recydywy XX-wiecznego groźnego projektu Judeopolonii. Jak chciałby pan zrealizować ten cel - sprowadzenia Żydów do Polski i po co?

Rozpatrzmy najpierw zalety, a potem zastanowimy się nad wadami. Chodziłoby o to, żeby ich sprowadzić z Izraela, ponieważ mieliby w tym interes. Opuściliby Izrael, bo sytuacja na Bliskim Wschodzie robi się coraz bardziej niebezpieczna. Podobnie - w Europie Zachodniej. Polska jest w tej chwili chyba najbezpieczniejszym terenem dla Żydów, poza samym Izraelem. Z chwilą kiedy Kościół wyrzekł się doktrynalnego antysemityzmu, jest taki bardzo otwarty na judaizm, no to "hulaj dusza!". Jest wprawdzie w Polsce antysemityzm, ale można się z nim uporać. A dlaczego ich tu sprowadzać? Bo mieliby pieniądze i kontakty globalne. Mają oczywiście wspaniale rozwinięte umysły i sieć kontaktów światowych. Mają też stare doświadczenie radzenia sobie. Wie pan, wszyscy się litują nad Palestyńczykami, że takie nieszczęście ich spotkało, że Żydzi ich ograbiają z majątku. Tymczasem ja zbadałem tę sprawę na tyle, na ile publicysta może i przekonałem się, że pod okupacją żydowską Palestyńczykom wiodło się bardzo dobrze pod względem gospodarczym. To niestety się załamało. Pod okupacją Izraela Palestyńczycy dopełniali gospodarkę żydowską, która jest bardzo dynamiczna. No, ale wróćmy do Polski, dlaczego chcę Żydów sprowadzić do naszego kraju? Także dlatego, że gdyby żyło u nas te pół miliona Żydów, to wtedy ich przepotężne lobby w Waszyngtonie skłoniłoby Stany Zjednoczone do ochrony terytorium, na którym mieszkają i prowadzą interesy. Oczywiście to się wielu ludziom nie podoba. Zostałem w pewnym momencie ogłoszony zdrajcą narodu. Bardzo dziękuję! Tylko że, jeżeli nie chcemy Żydów fizycznie sprowadzić, to co nam zostaje? Musimy się sami "zjudaizować", w pewnej mierze, w takim zakresie, na jaki pozwoli to nasza kultura, etyka, bo mamy tutaj rozmaite ograniczenia.

O "judaizowaniu" Polaków jeszcze chciałbym z panem potem porozmawiać, ale jeszcze wróćmy do tej idei sprowadzenia Żydów z Izraela do Polski. Pan o wątku, który chcę teraz poruszyć, nie pisze w swojej książce. Mam dla pana takie intelektualne ćwiczenie. Pan przekonuje nas, i słusznie, że stworzylibyśmy w naszym kraju polityczne lobby proamerykańskie. Zaszłaby taka "konwergencja" amerykańsko-polska, zbieżność interesów, stalibyśmy się rzeczywistym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, bo USA miałyby interes w tym, żeby bronić terytorium naszego kraju. Polska stałaby się takim "małym Izraelem"  w Środkowej Europie. Ale... przecież na przełomie lat 80. i 90. doszło do kolejnej tzw. Aliji, wielkiej emigracji Żydów z terenów Związku Sowieckiego. Jaką pan da gwarancję, że ci Żydzi, którzy przyjadą do Polski nie stworzą lobby proputinowskiego?

Takiej gwarancji nie dam. Przede wszystkim to jest rodzaj takiego ćwiczenia intelektualnego, właśnie po to, żeby zadać czytelnikom - w sposób drastyczny - to pytanie: jeżeli nie chcemy do nas sprowadzić Żydów, to jak inaczej mamy się wzmocnić? I odpowiadam: sami zostańmy w pewnej mierze Żydami. To jest to! W ogóle sam ten pomysł wziął się, proszę pana, z katastrofy smoleńskiej. Zastanawiałem się nad nią. Moim zdaniem katastrofa smoleńska nastąpiła dlatego, że prezydent Lech Kaczyński chciał stworzyć z Polski mocarstwo regionalne idąc wbrew interesom rosyjskim. Z tego powodu i z powodu różnych innych zbiegów okoliczności, a także intryg po obu stronach granic - po polskiej i po rosyjskiej, niestety doszło do katastrofy smoleńskiej. W takim razie powstaje pytanie: co dalej? Bo przecież każda następna próba będzie się wiązała z podobnym ryzykiem. Prezydent Duda zapowiedział, że będzie tę politykę kontynuował, czyli jest śmiertelnie zagrożony.

Panie Krzysztofie, przypomnę, że prezydent Lech Kaczyński próbował właśnie stworzyć oś Waszyngton-Jerozolima-Warszawa i właśnie dlatego to się nie udało.

Ale odpowiedzmy sobie dlaczego to się nie udało?

Bo był tak silny opór.

Bo doszło do katastrofy smoleńskiej. Gdyby prezydent Kaczyński dłużej rządził, to być może z tego by więcej wyszło. Stąd taki mój pomysł. To jest taki trik umysłowy. Chodzi po prostu o to, żeby drastycznie postawić pytanie: jak mamy się wzmocnić? Jak mamy przede wszystkim rozwijać się umysłowo? Przecież w ubiegłym roku 19 mln Polaków nie przeczytało ani jednej książki. To jest wstyd, to jest hańba. A przecież Polacy - złote ptacy - twierdzą, że są lepsi od Żydów. A ja uważam, że nie.

Rzeczywiście czytanie książek, kult wiedzy to jest coś, czego moglibyśmy się nauczyć od synów i cór chederu, nazwijmy to tak.

Oczywiście na to trzeba aparatu państwa, które by chciało taką operację przeprowadzić. Myślę, że właśnie Prawo i Sprawiedliwość chciałoby wzmocnić Polskę i w pewnym momencie będzie musiało jednak spojrzeć w stronę Izraela, a także szukać inspiracji, choćby w armii izraelskiej.

Pan nawet w książce sugeruje swego rodzaju "militaryzację" naszego myślenia, biorąc pod uwagę bardzo specyficzne doświadczenia armii izraelskiej, bo tam panuje swoista demokracja.

W tamtejszym wojsku właśnie panuje demokracja i od żołnierzy oczekuje się nonkonformizmu umysłowego. Kochani państwo, czy w wojsku polskim, jeśli ktokolwiek się otarł o tę instytucję, przyszłoby komukolwiek do głowy, żeby żołnierzy uczyć nonkonformizmu? Absolutnie nie!

A w izraelskiej armii żołnierze mogą przegłosować swojego dowódcę.

Ale tylko na ćwiczeniach. Tam żołnierz ma prawo powiedzieć generałowi, że robi źle i że coś trzeba zrobić inaczej. To jest jedna rzecz. Druga jest taka, że tam panuje powszechny pobór do wojska, także kobiet. Po skończeniu szkoły średniej idzie się na dwa lub trzy lata na służbę wojskową i jest to szkoła dojrzałości. Jak wiemy, tam stale trwa konflikt zbrojny, więc bardzo młodzi ludzie muszą podejmować decyzje o życiu i śmierci innych ludzi. To powoduje także wzrost poczucia odpowiedzialności i dojrzałości. Poza tym izraelskie siły zbrojne są rodzajem uniwersytetu, gdzie uczy się pewnej wiedzy technicznej na wielu polach, dlatego że tam się dąży do tego, żeby każdy żołnierz na trochę wyższym szczeblu był wyspecjalizowany w kilku dziedzinach, nie w jednej. Oprócz tego są też ćwiczenia rezerwy od wyjścia z wojska aż do ukończenia 45. roku życia, czyli każdy Izraelczyk wyrasta w grupie rezerwistów, z którymi się ciągle spotyka. Poznaje w ten sposób sieć biznesowa. Spłaszczają się także hierarchie społeczne. To wszystko powoduje przyspieszenie obiegu informacji i idei. Dlatego gospodarka izraelska jest najbardziej kreatywna na świecie. Jeżeli się weźmie pod uwagę liczbę tak zwanych ...

... start-upów (Start-up - przedsiębiorstwo lub tymczasowa organizacja stworzona w celu poszukiwania modelu biznesowego, który gwarantowałby jej rozwój. Przedsiębiorstwa te mają zwykle krótką historię, są w fazie rozwojowej i aktywnie poszukują nowych rynków. - przyp. B.Z.)

... tak, jeśli chodzi o liczbę start-upów w stosunku do liczby ludności, to Stany Zjednoczone są hen, hen w tyle za Izraelem. Na 1800 Izraelczyków przypada jeden start-up. To są niesamowite osiągnięcia.

Mówimy o innowacyjnych firmach i "militaryzacji" myślenia, ale ja będę tutaj adwokatem diabła. Przypomnę panu, że w polskim biznesie też są przedstawiciele wojska i to nie jest specjalnie pozytywny przykład, biorąc pod uwagę doświadczenia z raportu o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

To jest po prostu pole, które trzeba przeorać, wyrwać chwasty. To jest ogromna robota do zrobienia. Przecież tak nagle nie będzie, że wystarczy powiedzieć - bierzemy wzór z Izraelczyków i będzie w polskim wojsku dobrze. Zresztą, na przykład w Singapurze armia została zorganizowana także na wzór izraelski. Jednak tam takiego klimatu nie ma, dlatego że jednak w Azji bardzo się podkreśla wagę hierarchii. Natomiast Żydzi w Polsce nie mają takiego poczucia hierarchii. Oni stale żyli w rozproszeniu, nie mieli swojego aparatu państwowego przez ponad 2 tys. lat i w związku z tym nie są przyzwyczajeni do silnej struktury. Myślę, że diaspora żydowska pod pewnym względem przypomina internet. To znaczy to jest sieć połączeń, które drzemią i w pewnych momentach - zagrożenia, albo okazji zrobienia jakiegoś wspaniałego biznesu - ta sieć się wzbudza i powstają szybko pewne połączenia.

Połączenia tematyczne i problemowe pomiędzy różnymi ogniwami.

Zresztą musimy pamiętać o tym, że przecież internet rozwijają Żydzi, że Google jest tworem dwóch Żydów Larry'ego Page'a i Siergieja Brina. Facebook wiadomo - Mark Zuckerberg itd. Panuje zresztą taka zasada, że im bardziej abstrakcyjna jest dana dziedzina, tym większy sukces Żydów, z powodu żydowskiej specyfiki umysłowej. Dlatego też takie ich wspaniałe osiągnięcia w fizyce i w matematyce.

Chodzi o myślenie algorytmami między innymi, to też pan podkreśla w swojej książce. To także jest myślenie abstrakcyjne.

  

POSŁUCHAJ DRUGIEJ CZĘŚCI ROZMOWY BOGDANA ZALEWSKIEGO Z KRZYSZTOFEM KŁOPOTOWSKIM

Bogdan Zalewski: Chciałbym jeszcze o tym myśleniu abstrakcyjnym z panem porozmawiać. Skoro już porusza pan sprawę kulturowego kodu judaizmu i nowego kulturowego kodu judaizmu, pomówmy o prasie. Przytacza pan przykłady "New York Timesa" w Ameryce i "Gazety Wyborczej" w naszym kraju, która jest odpowiednikiem tego liberalnego pisma. Twierdzi pan, że misja oświatowa tych liberalnych dzienników jest zgodna z zasadą judaizmu "tikkun olan" czyli "naprawy świata".

Tak.   

"Nam nie jest wszystko jedno" - tak to należy rozumieć? (Jest to hasło z nagłówka "Gazety Wyborczej" - przyp. B.Z.)

Można tak to oczywiście przetłumaczyć: "tikkun olan" - "nam nie jest wszystko jedno". Bardzo zabawne, możemy się pośmiać.

Jednak to nie jest takie śmieszne dla wszystkich. Mowa jest bowiem w pańskiej książce o walce o "rząd dusz" zgodnie z tym "nowym kodem judaizmu". Z kim się tu walczy, kto walczy i w jakim celu?

Oczywiście walczy się o to, kto tu będzie rządził, kto będzie panował. Myślę, że we wszystkich państwach Żydzi, to znaczy obywatele tych państw pochodzenia żydowskiego, są zainteresowani tym, żeby te społeczeństwa nie były zbyt spoiste pod względem narodowym. Dlatego że grupa, która jest spoista pod względem narodowym może się łatwo skrzyknąć i zrobić coś przeciwko Żydom. Są więc oni zainteresowani w rozmiękczaniu społeczeństwa, dlatego bardzo popierają wielokulturowość oraz imigrację, samo zjawisko imigracji. Mogą się różnić w mnóstwie spraw, ale jeśli chodzi o imigrację - przynajmniej tak jest w Stanach Zjednoczonych - wszyscy mają nagle jeden pogląd.

Ale polski publicysta pochodzenia żydowskiego Eli Barbur napisał ostatnio, że europejski plan ściągnięcia tutaj muzułmańskich imigrantów doprowadzi do tego, że Europa niedługo będzie "Judenfrei", czyli po niemiecku "wolna od Żydów". On oczywiście ironicznie używa tego nazistowskiego określenia. (Dokładny cytat z Elego Barbura brzmi : "Żydzi w najbliższych latach z całą pewnością w swojej masie ostatecznie wyjadą z Europy i zapanuje na tym kontynencie radosne 'Judenfrei'." - przyp. B.Z.)       

No tak, ale wie pan, Żydzi są bardzo różni. Akurat Eli Barbur, z którym się spiąłem kiedyś na portalu salon24.pl, jest pewnym rodzajem Żyda. W ogóle trudno mówić o Żydach jako takich, dlatego że można być Żydem po obu rodzicach, albo tylko po ojcu, po matce, po babce, po dziadku. Lenin był Żydem po dziadku, ale był raczej Rosjaninem, rewolucjonistą rosyjskim. Poza tym Żydzi mieszkają w ponad 150 kulturach czy też narodach świata. Każdy ma w jakimś - mniejszym lub w większym stopniu - inny rodzaj afiliacji z judaizmem. To jest pewien obłok - obłok możliwości. Dlatego nie można używać pojęcia "Żyd" ostro, bo to prowadziłoby do wykluczenia pewnych ludzi na przykład z narodu polskiego. A przecież to są Polacy żydowskiego pochodzenia! Bardzo wielu z nich wniosło świetny wkład do polskiej kultury, polityki, gospodarki itd. To są Polacy, żydowskiego pochodzenia, ale to są Polacy.

Pomówmy o takich Polakach jeszcze, może o dwóch postaciach, które pan w książce wymienia jako jedne z najbardziej znaczących. Najpierw pierwsza - z jakiego powodu i w jakim celu napisał pan rodzaj publicystycznego scenariusza filmu o Adamie Michniku?

Dlatego że zainteresowało mnie, kim jest Adam Michnik i jakie sobie stawia cele. W pierwszych zdaniach mojego tekstu stwierdzam, że Adam Michnik jest dla mnie bohaterem polskim. Niektórzy uważają, że on zbłądził po roku 1989. Ja dowodzę, że wcale nie zbłądził.                           

Że to było konsekwentne.

Michnik chciał stworzyć społeczeństwo, rodzaj narodowości polskiej, w której była "żydokomuna" czułaby się bezpiecznie, żeby resztki polskiej elity etnicznej nie zaczęły wystawiać rachunków, na przykład nie pytały pani Anny Bikont, dlaczego napisała książkę "My z Jedwabnego", a nie napisała "My z Łubianki"? To bardzo ciekawe pytanie. Pani Anna ma pewne podstawy, żeby coś na ten temat wiedzieć. Mogła na ten temat napisać książkę, a ona nas próbuje umoralniać. Podobnie zresztą Agnieszka Holland, którą zresztą bardzo szanuję za filmy, które zrobiła. Nawet się jakiś czas temu przyjaźniliśmy chyba. Pani Agnieszka nas poucza, a może by przeprosiła w imieniu byłej "żydokomuny" za zbrodnie "żydokomuny" popełnione na Polakach. I wtedy możemy wysłuchać pouczeń moralnych.

Pan napisał nawet list do Agnieszki Holland, który pan cytuje w książce. Dostał pan odpowiedź?

Nie, nie dostałem. Nie liczyłem na żadną odpowiedź. Chciałem ten list napisać po to, żeby mógł być opublikowany. Było mi przykro, dlatego że z Agnieszką Holland znamy się od ponad 30 lat. Bardzo walczyłem o jej filmy, kiedy byłem młodym krytykiem filmowym, a ona robiła kino "moralnego niepokoju", ale w najlepszym gatunku. No, ale potem nasze drogi umysłowe się rozeszły, niestety. Stałem się mądrzejszy. A Agnieszka jest mądra cały czas.

Skoro mówimy o postaciach filmowych, to opowiedzmy jeszcze o Romanie Polańskim, czyli tak naprawdę urodzonym w Paryżu jako Raymond Thierry Liebling. Uznał pan Polańskiego za naszego Mefista. Na czym polega ta jego demoniczna rola?

Myślę, że Roman Polański ma oczywiste fascynacje demoniczne, które wynikają zapewne z jego trudnej biografii jako dziecka żydowskiego, które musiało przeżyć w Polsce Holocaust i przeżyło. Sądzę, że on jest szczególnie wyczulony na zło i ta jego skłonność do demonizmu, a nawet do demoralizacji wydaje się cennym wkładem w polską kulturę. Dlatego że polska kultura jest poczciwa. Bardzo głęboko odcisnął się na nas katolicyzm, co powoduje, że tacy jesteśmy (uśmiech) wybaczający i próbujemy być łagodni. Teraz to się trochę zmienia, bo nadszedł kapitalizm.

Co wolno Polańskiemu to nie tobie katoliku?

Słucham?

Co wolno Polańskiemu to nie tobie katoliku? W kulturze.

Każdy na to pytanie sam sobie odpowie, co mu wolno. Ja nie jestem moralistą i nie mam takiego zamiaru. Zresztą napisałem tę książkę z fascynacji tematem. Chciałem po prostu dojść do tego, skąd taki kolosalny sukces i ta nadzwyczajna rola historyczna odgrywana przez Żydów.

Ja użyłem trawestacji znanego przysłowia - "co wolno wojewodzie, to nie tobie ..."- dlatego że wyciągnąłem taki wniosek z pana tekstu, który jest głęboko osadzony w myśleniu psychoanalitycznym, jungowskim. Polański jest rodzajem jungowskiego Cienia. Katolicy raczej spychają pewne treści w podświadomość, natomiast on wyzwala nas, wyzwala te treści na światło dzienne.

Roman Polański jest wcieleniem Cienia, a jak wiemy od Carla Gustava Junga - widzę że pan go czytał ...

Tak.

Bardzo się cieszę. Według Junga warunkiem rozwoju duchowego jest przede wszystkim uświadomienie sobie swego Cienia, tego co spychamy w podświadomość, żeby wydobyć to powyżej powierzchni świadomości, przyjrzeć się temu po to, żeby przestało nami rządzić z ukrycia. I Roman Polański taką rolę odgrywa, wyciągając te straszne, rozmaite rzeczy - w "Dziecku Rosemary" i w "Dziewiątych wrotach", ale także na przykład we "Wstręcie". Tam ukazuje pewne fascynacje seksualne Catherine Deneuve, które są dziwaczne i przypuszczam, że on sam na tę postać pięknej Catherine Deneuve jakieś swoje własne niezdrowe fascynacje seksualne rzutuje.

Są też we "Wstręcie" wątki religijne, o których pan wspomina, bardzo subtelnie zaznaczone motywy, jak bicie dzwonów klasztornych, zakonnice, które pojawiają się w tle, jakby to tło było równie ważne, bo było ekranem, projekcją podświadomości bohaterki kreowanej przez Catherine Deneuve. To jest także adresowane do nas, do ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa.

(Westchnienie) Pan wierzy? To się bardzo cieszę, to dobrze dla pana. Ja mam na ten temat wątpliwości, ale uważam, że Roman Polański jest cennym nabytkiem dla kultury polskiej, dlatego że on poszerza nam nasze horyzonty. Nawet w tak typowo polskiej roli jak w kreacji Papkina w "Zemście". Przecież on wprowadził do tej postaci pewne elementy typowo żydowskie, rodzaj nerwicy, jakiegoś rozedrgania. Ja zresztą przypuszczam, że Fredro tak tę postać musiał skonstruować. Na ten trop wpadł Polański, no i oczywiście Andrzej Wajda, który obsadził Polańskiego w tej roli.

Pan w książce dokonuje rozróżnienia, analizując nowe filmy amerykańskie, na "Man" czyli tradycyjnie "męską" rolę oraz "Mensch" czyli określenie postaci wzięte z jidysz, z kultury żydowskiej, gdzie jest to mężczyzna jakby nie do końca "męski", albo też inaczej "męski".

"Mensch" jest mężczyzną, który jest ciepły, uczuciowy natomiast "Man" to jest taki W.A.S.P.-owski "zabijaka", który jest chłodny, zachowujący rezerwę emocjonalną, mający skłonność do brutalności. "Mensch" - czyli prawdziwy mężczyzna po żydowsku - unika brutalności, ma skłonności liberalne. Takie są te drobne różnice. Natomiast chciałem jeszcze powiedzieć panu i słuchaczom, że jedni mnie oskarżają o filosemityzm, a drudzy o antysemityzm. Otóż muszę przyznać, że siadając do tej książki, a to było kilkanaście lat temu, kiedy zacząłem zbierać materiały, miałem w sobie taki, narzucony przez kulturę polską, odruch antysemicki. Dopiero w następnym kroku pomyślałem "a, głupstwo, nie tak, jest przecież inaczej!". To był rodzaj kompleksu. Teraz zresztą niektórzy czytelnicy mi zarzucają, że mam kompleks niższości wobec Żydów, tymczasem ja się właśnie od kompleksu niższości uwolniłem, ponieważ go wydobyłem na światło dzienne, przyjrzałem się na czym polega wielkość Żydów, a na czym polegają ich pewne słabości. Jednak skupiłem się na tym co pozytywne i w ten sposób zrozumiałem to zjawisko. Uznaję wyższość geniuszu żydowskiego nad moim skromnym, polskim rozumem, ale to już mnie nie poniża, ponieważ ja nad tym panuję.

Bardzo ciekawe jest dla mnie porównanie pana książki z książką Artura Sandauera, którą ja czytałem jeszcze na studiach polonistycznych, mianowicie "O sytuacji pisarza polskiego pochodzenia żydowskiego w XX wieku" z podtytułem "Rzecz, którą nie ja powinienem był napisać." Ten znany polski krytyk literacki żydowskiego pochodzenia sformułował tam termin "allosemityzm", jako właśnie coś co nie jest ani anty-, ani filo-, jest raczej takie po środku. ("Allosemityzm polega na wyróżnianiu żydowskiego pochodzenia, na przeświadczeniu o jego wyjątkowości i stanowi ogólną bazę, z której można wysnuć zarówno anty - jak i filosemickie wnioski"- przyp. B.Z. ) I w pana książce też ten obiektywizm istnieje. Ale on jest taki dla mnie, przepraszam za to porównanie, talmudyczny, to znaczy można wybierać fragmenty z pana książki i można udowadniać przeróżne rzeczy tak jak w Talmudzie. Jeśli wyciągniemy pewne fragmenty, to będą one świadczyły o wielkiej nienawiści Żydów do gojów, a jeżeli wyciągniemy inne fragmenty, dojdziemy do zupełnie innego wniosku. Wydaje się, że w pana książce jest tak samo.

No widzi pan, czegoś się nauczyłem od Żydów przy tej okazji. Ale wie pan, Talmud jest bardzo ciekawą księgą, zbiorem ksiąg. Czym on się różni np. od doktryny katolickiej? W doktrynie katolickiej usuwa się rzeczy obalone w debacie kościelnej, natomiast Talmud zachowuje także te sądy, które zostały obalone w danym czasie. Zachowane są po to, że kiedy się zmienią okoliczności, to może właśnie ta interpretacja prawa bożego się przyda do uzasadnienia postępowania korzystnego dla Żydów. Ja myślę, że jest to bardzo roztropne podejście do zasobów ...

Bardziej dynamiczne.

Żeby czegoś nie wyrzucać, trzymajmy coś na strychu, w piwnicy, bo to się może przydać w pewnych okolicznościach.

W pana biogramie na skrzydełku książki czytam, że "pisze pan (prawie) wszystko, o czym pan myśli". Czy w tej książce też napisał pan (prawie) wszystko, o czym pan myślał o Żydach? A czego pan nie napisał o nich, mógłby pan nam teraz opowiedzieć?

Napisałem prawie wszystko, co myślę o Żydach. Tego, co myślę, a nie napisałem, nie opowiem ani panu, ani nikomu, bo są to rzeczy, które się nie nadają po prostu do mówienia. Zresztą, zarzucają mi właśnie, że gloryfikuję Żydów. Piszą tak niektórzy czytelnicy, komentatorzy, to znaczy blogerzy w internecie. Tymczasem to, co ja zrobiłem, to nie jest gloryfikacja. Po prostu chciałem pokazać, czego warto się od nich nauczyć, że są tam po prostu skarby. Tymczasem ten odruch antysemicki istniejący w polskiej kulturze powoduje, że następuje blokada na przepływ tych wszystkich informacji do naszych umysłów. Dlatego ja nie chciałem wchodzić w ten cały repertuar antysemicki. Są takie książki, są przekonania rozmaite przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przecież to nie są jakieś czcze wymysły, tylko to jest skutek obcowania Żydów ze światem i świata gojowskiego z Żydami. Więc to nie jest jakiś wymysł w chorych umysłach antysemitów. Proszę pana, jeden z twórców szkoły frankfurckiej, marksistowskiej, wymyślił, że antysemityzm jest przejawem choroby psychicznej. No to jest po prostu niepoważne. Zostawiłem to sobie na boku. Ja w każdym razie skupiłem się na pozytywach po to, żeby się od Żydów uczyć. Bo ludzie, którzy zamykają oczy na skarby judaizmu, sami sobie robią krzywdę. To tak jakby sobie powiedzieli: "na złość Żydom, niech nam uszy zmarzną".

Bardzo panu dziękuję za tę rozmowę. Warto otworzyć uszy na ten wywiad i oczy na książkę Krzysztofa Kłopotowskiego: "Geniusz Żydów na polski rozum". Zapraszam gorąco do lektury i dziękuję panu serdecznie.

Dziękuję panu, dziękuję państwu.

Egzemplarze książki Krzysztofa Kłopotowskiego trafią do trzech osób, które jako pierwsze rozwiązały zagadkę. To Amadeusz Calik z Olkusza, Zdzisław Adamczyk z Kielc oraz Zbigniew Kędzior z Katowic. Hasło brzmiało: JUDEOPOLONIZM. Gratuluję zwycięzcom i bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom zabawy. Zachęcam do udziału w kolejnych książkowych konkursach. Wkrótce zaprezentuję wywiad ze znakomitym pisarzem Henrykiem Skwarczyńskim. Ostatnio wydawnictwo "Prohibita" opublikowało jego książkę p.t. "Szlachcic z Koluszek w Ameryce". Polecam ten tom i zapraszam już niedługo do zapoznania się z moją rozmową z Autorem. Do usłyszenia!