Konwój wojenny

Środa, 13 sierpnia 2014 (17:22)

Dywersja rosyjska na Ukrainie przeróżne ma odmiany. Po „zielonych ludzikach”, rzekomych lokalnych bojownikach, a tak naprawdę terrorystach w służbie Rosji, lisi stratedzy z Moskwy wykombinowali „konwój pomocy”, który już na odległość brzydko pachnie prowokacją. To jest konwój przemocy! Te „humanitarne środki” są nieszczere jak dar Danajów, koń-pułapka ofiarowany przez Greków Trojanom, aby fortelem zdobyć ich gród. Podstęp to prostacki, co nie znaczy, że musi być nieskuteczny. Zobaczymy niebawem.

Wojska rosyjskie stoją bowiem u granic i tylko czekają na znak. Wystarczy drobna iskra, żeby rozgorzała regularna a nie dywersyjna wojna. Wyobraźmy sobie potężną kolumnę 280 ciężarówek marki Kamaz. Polscy internauci zastanawiają się nad skalą tego całego przedsięwzięcia. Na jednym z forów przeczytałem taki oto komentarz: Jeśli te ciężarówki mają wymiary jak zwykły 'tir' czyli 18 m, to 280 ciężarówek ustawionych jedna za drugą zajmuje ok. 5 km długości. Jednak nie chodzi przecież tylko o materialny wymiar tej akcji.     

Intryga jest precyzyjnie rozpisana na role, jakby według scenariusza rosyjskich specsłużb. Warto sprawdzić, kto przewozi tę "pomoc". W książce "GRU" Wiktora Suworowa, byłego oficera sowieckiego wywiadu wojskowego, czytamy o roli kurierów. Zajmują się oni przewożeniem wszelkich materiałów wywiadowczych przez granice państwowe - pisze Suworow i dodaje, że "werbując kurierów, GRU zwraca szczególną uwagę na kierowców tirów". Inna książka tego autora pt. "Specnaz" przynosi kolejne intrygujące informacje w kontekście najnowszej rosyjskiej operacji przeciw Ukrainie. 

Elementem strategii rosyjskich wojskowych sił specjalnych jest specyficzne wykorzystywanie pojazdów pod przykryciem. Każdy samochód, także oznaczony czerwonym krzyżem, nada się dla Specnazu. Samochód można wykorzystać do różnych celów: szybkiego opuszczenia strefy zrzutu, do umieszczenia na nim ruchomej bazy grupy. W końcu, samochód może posłużyć do ataku na szczególnie ważny cel. Zarówno kierowcy jak i pojazdy w tym konwoju mogą więc odgrywać podwójne role: na pokaz - pokojową, naprawdę - wojenną.

Militarny aspekt ma być decydujący. Radzieckie wojska dokonywały niespodziewanego i potężnego uderzenia i szybko ruszały naprzód. W czasie takiej operacji, albo bezpośrednio przed nią, przeprowadzić należało masowy przerzut pododdziałów Specnazu za linię frontu zarówno na głównym kierunku uderzenia, jak i na skrzydła nacierających wojsk, albo w punkty, które powinny zostać zneutralizowane dla uzyskania sukcesu na głównym kierunku. Czy ta sprawdzona sowiecka metoda będzie zastosowana teraz? Niewykluczone.

Analitycy na Ukrainie już snują najczarniejsze scenariusze. Moskiewski korespondent RMF FM Przemysław Marzec zacytował Dmytro Snegyriowa z Obywatelskiej Inicjatywy "Słuszna Sprawa". Twierdzi on, że na samochodach ciężarowych Rosjanie umieścili radiowe nadajniki, które mają umożliwić dywersantom ostrzelanie konwoju rakietami w okolicach Ługańska. O ten akt terrorystyczny mieliby zostać oskarżeni Ukraińcy. Czy taka nowa prowokacja "gliwicka" miałaby posłużyć Rosjanom za pretekst do otwartej agresji?     

Scenariusz rosyjskiej inwazji na Ukrainę jest więcej niż realny, jeśli Zachód będzie wykazywał wciąż chwiejność i słabość. Rosja jest mocna tylko w gębie. Jeśli traktować Władimira Żyrinowskiego jako harcownika Kremla, imiennik tego "szczekacza" - Władimir Putin miałby snuć plany wywołania globalnej zawieruchy. Jednak jeśli III wojna światowa miałaby faktycznie wybuchnąć, to winą za to należałoby obarczyć głównie beznadziejną amerykańską administrację Obamy oraz spenetrowane przez Rosję europejskie elity władzy.          

Oddawanie inicjatywy watażce na Kremlu, może faktycznie doprowadzić do sytuacji, że ostatnia głośna antyzachodnia "pyskówka" Żyrinowskiego okaże się samospełniającą się przepowiednią. Rosyjski nacjonalista twierdzi, że "decyzja o pierwszej wojnie podjęta została przez cara Mikołaja II, druga wojna miała związek z decyzją podjętą przez Stalina, a o trzeciej będzie decydował Putin". Dodajmy jednak, że satrapa zdecyduje o tym, jeśli mu Zachód na to pozwoli… swoim tchórzliwym, kunktatorskim, "kupieckim" postępowaniem.    

Nieraz zastanawiałem się nad powodami tak łagodnego traktowania kolejnych reżimów na Kremlu przez Europę i Amerykę. Co się kryje za tymi wszystkimi grami w "dobrego policjanta"? Agenturalne uwikłania wydają mi się ważne, ale to nie może być jedyne wytłumaczenie tak zagadkowo ustępliwej polityki, tego całego "appeasementu" wobec sowieckich i rosyjskich gangsterów na szczytach władzy. Jestem przekonany, że relacje Wschód-Zachód mają swoje niejawne, zakulisowe strony, o których oficjalnie nie słychać.  

Ekonomia z jej niejasnymi często sieciami też nie wyczerpuje tematu. Wspólne interesy i sieci finansowych powiązań są na pewno istotne, jednak sprowadzanie wszystkiego do szmalu jest według mnie prymitywizowaniem sprawy i spłycaniem problemu. Nie chcę podążać tropami wulgarnego marksizmu, dla którego najważniejsza jest "baza". Pragnę teraz parę słów poświęcić "nadbudowie" to znaczy ideom i ideologiom, bo  paradoksalnie w naszej cynicznej epoce to "idealiści" nadal  decydują o losach świata. Konkurują ze sobą Wielkie Projekty.                 

Refleksje tego typu są dość rzadkie wśród dziennikarzy, dlatego potwierdzenia swoich intuicji poszukuję w książkach, najczęściej nieobecnych w wielkich sieciach księgarskich. Przeczytałem ostatnio kolejny tom Stanisława Krajskiego, poświęcony globalnym knowaniom wolnomularzy. Tematyka odstręcza tak zwanych "poważnych" komentatorów, a szkoda bo w publikacjach tego historyka filozofii można znaleźć szereg bardzo intrygujących i pomijanych zwykle informacji. Mam propozycję dla brzydzących się spiskowymi teoriami.  

Idee globalne są często nieuchwytne i dlatego zwykle występują w przebraniach. Jeśli nie wierzycie w światową konspirację, uznajcie tytuł książki Krajskiego za metaforę: "Wojna masonów na Ukrainie. Reperkusje dla Polski". Jeśli z mocnym sceptycyzmem traktujecie teorię, według której Ukraina jest poligonem walki odłamów masonerii - rytu szkockiego i francuskiego - wyobraźcie sobie, że to przenośnia. Przestaje być wtedy istotna rytualna otoczka owych ruchów, istotne pozostają wówczas całkiem realne ruchy wojenne.  

Enigmatyczne działania wrogich stron, po nałożeniu nań metaforycznej pojęciowej siatki, można obserwować nieuzbrojonym okiem laika i cywila. Koncepcja pojedynku Antlantystów z Eurazjatami nie jest czczym wymysłem. To jak biblijna wojna Goga i Magoga, apokaliptyczny bój Lewiatana i Behemota. Jeśli zdejmiesz z tych refleksji barwne przebranie i rozbierzesz te zdania, dojdziesz do składniowego rdzenia, nowej syntaksy, która porządkuje bezładne wyrazy: gniewu i frustracji. Ukraina jest dla Polski krainą walczących skrajności.                     

Artykuł pochodzi z kategorii: Bogdan Zalewski - blog

Bogdan Zalewski