Tyranozaur przemówił. Odezwało się wąsate-bezwąse sumienie narodu. Bronisław Граф Komorowski sadzi dęby, sadząc przy tym straszne androny: "Jestem przekonany, że ten dąb wolności może rosnąć wspaniale przez następne dziesięciolecia, jeżeli my będziemy o to dbali, a nie wskazywali, że to ktoś inny ma zadbać o to." "Ząb zupa zębowa, dąb dupa dębowa" - odpowiedziałem mu w duchu, w jego duchu zupaka, w stylu jego niedawnych politycznych przyjaciół, przeciw którym rozpętał niewidzialną wojenkę, wyciągając zza prezydenckiej pazuchy swe mikrofony – kaniony, rozpuszczając szemrzące echa strumieniowych mediów, „on demand”. A, utopcież się w rowie, w którym płynie ciemna rzeka!

Rezydent Belwederu wynurzył się najpierw z odmętów ormiańskiego malarstwa marynistycznego. "Hipokryzja jest zatrutą wodą, którą nie można podlewać polskiej wolności" - trysnął dowcipem w Sopocie bohater zakopanego głęboko źródła wiedzy o sobie samym pt. "Aneks do raportu w sprawie likwidacji WSI". Prezydencie, polska wolność wzywa na barykady! Nie podlewajcież jej z dworakami w Dżakarcie! Tam piszą ponoć na murze: "Przesuń się, bo masz krótszy, niż ci się wydaje!" Mówię rzecz jasna o okresie … urzędowania. Czyż to nie ty tak chciałeś skrócić kadencję swego poprzednika? Mon président, znasz li to powiedzonko: kto raz skracaniem wojuje, od swej krócicy może stracić głowę?           

Ermitaż sobie Acan nad morzem urządzasz, piejąc peany na cześć Iwana - Ajwazowskiego. Wystawy otwierasz, wystawiając na próbę moją poetycką cierpliwość swoją tak akademicką polityczną prozą: "w sytuacjach trudnych należy przede wszystkim od siebie samego oczekiwać, od siebie samego żądać więcej". Więc na więcej cię nie stać? Okręcie na morzu czarnym, całkiem obca mi ciemna potencjo! A płyń, a spłyń na rozbujanej przez siebie fali. Dobij do brzegu, nie dobijaj mnie jak z armaty "ogromną troską" z którą "patrzysz na sprawy polskie" i "przeżywasz kryzys". Schowasz pod pokład wyciągnięte stamtąd to "bolesne zjawisko- ujawnione, nielegalnie nagrane taśmy z nielegalnego podsłuchu"?        

Prezydencie, ty jesteś jak, maskującą zielenią omszała, przepastna artezyjska armata! Twoje głębiny sztabowe strzykają życiodajnymi płynami dla żołnierskiego reżimu, karmiąc nimi karne szeregi starej soldateski. Tyś jest jak flasza szeregowca, a także jak menażka na wyposażeniu każdego przejrzałego harcerza. Tyś niemal nowym generalissimusem. Oni za tobą generalskim sznurem, mus maszerować! Dla ciebie siedzą w okopach pełnych pluskiew i dla ciebie rozgrywają pokątne pojedynki, nagrywając je jednocześnie. Nawet nie wiesz, jak zabulgotały mi w duszy twe przeczyste słowa o niepodlewaniu ojczyzny "zatrutą wodą hipokryzji partyjnej". "You! Hypocrite lecteur! - mon semblable, -mon frere!"      

Intrygi twe literackie nie są tak bardzo mętne, mój ty Homerze nad homarem z cytryną a la Cytrycki. Niestety dla intrygantów, twych ezopowych fabularzystów-facecjonistów są jeszcze tacy wśród nas pismaków, którzy potrafią płynnie czytać. Mam swój "flow" lekturowy. Żaden ze mnie "dukaczewski", bo płynę niesiony natchnieniem. Marynistyczna jest moja lektura, manierystyczna troszeczkę. Mój statek jest pijany. Archaicznym, rimbaudowskim pruję parostatkiem, no bo któryż z żurnalistów może wciąż bujać tak na twej fali jak ja? Nie poddaję się twym Golfstromom, bo piszę pod prąd ciepłych ścieków, ciepełko zostawiam majtkom. Nie poruszam się w polskiej przestrzeni w oparciu o stały ląd.

Ciecze jak zawsze z twych ust, prezydencie, mętny strumień nowomowy, w którym pływają tylko sumiaste retoryczne ryby i kaszaloty twych bon motów. Nic z tego słowotoku w sumie nie wynika. Perlistym śmiechem  odpowiadam na gejzer twoich mądrości: "w tych nagraniach nie odnalazłem dowodu na złamanie prawa." Rzekłeś, a ja mam ochotę odpowiedzieć na tę twoją dziecinadę jak niesforny uczniak: "No, chyba ty!". Nie znalazłeś dowodów, bo ci się nie chciało? Mam dla ciebie śmieszny wierszyk pt. "Crossowanie". "Ch..., dupa, kamieni kupa/ Trzymająca władzę grupa/ Wysłała do Belki słupa". A tak poważnie: Czy wy drukujecie tylko bilety NBP, czy także wyniki wyborów PKW?
            
Honor to była w zamierzchłych czasach polskości cecha naszego żołnierskiego etosu rycerskiego. Sorry bardzo, ale tak mnie coś naszło zupełnie nie a propos, anachronicznie. Przed wojną ludzie władzy nie w takich sytuacjach strzelali sobie prosto w łeb. Zwłaszcza, gdy nosili polski mundur jak np. Walery Sławek. Ale z kim ja was porównuję, szemrana szajko? Z honorem hołota ma wspólną tylko pierwszą literę. Hadko słuchać, żal patrzeć. Wy od nas szacunku wymagacie, obrażać was nie wolno, boście chronieni jako konstytucyjne organa władzy? To wy w dupie macie konstytucję! Z pogardą mówicie o sobie, grandziarze! Popieram tę opinię w całej rozciągłości. O wy, ciągnący znaczone karty!

Ginący kraj, gnijący kraj, tonący w smrodzie starych onuc WSI-oków i przepoconych skarpet ABW-Ery. Armie bezpieki tłuką się pod czerwonym, zaczarowanym dywanem, po którym przechadzają się jak w Hollyłodzi wredne, stare divy TiVi oraz wyżelowane żigolaki żurnalistyki. Galeria postaci jak z obrazów Ottona Dixa. Oto komentatorskie kurtyzany o głosach zdartych wieloletnim nieustannym mędzeniem, o zniszczonych perhydrolem włosach, politologiczne lumpiary spod lamp lupanarów w satyrycznych szpilkach z butików za żółtymi firankami, etatowe szczekaczki, WC antykaczki, cała szklana menażeria wyłażąca co dzień z ekranów do mieszkań strasznych mieszczan, skutecznie straszonych faszyzmem.    

Łajdackie szeregi zasilane nowymi pokoleniami, samopowielająca się kalka kliki kilku posadzonych tu rodów z Kraju Rad. Nieliczne familie komuszych szmondaków, wnuczęta Srulka i kuzynki Mietka, krewni i krajanie pierwszych politruków, stalinowski pomiot przyssany do sutek nowej partii-świni, totalitarny raj dla wybranych, inferno dla całej reszty sprowadzonej do roli proli. Nowi Oni mają stare kanały, jak szczury w błyszczących futrach przemykają nocą do nor drogich VIP-roomów. Neony w dawnym stylu syczały jak grzechotniki, teraz  błyskają ciche ekrany elektro-akcesoriów. Wszelka szmata brudy pierze. Śmiecie, kurze, plamy zbierze. Podsłuchany już amator. Nasłuchali się żołnierze.             

Ów Tuwimowski stan "Balu w Operze" w krainie tenorów będzie się tylko pogłębiał, jeśli ten łabędzi śpiew nie zostanie w końcu przerwany. Kto chwyci za gardło tłustego basiora srającego na środku rynku? Kto spojrzy mu w wilcze oczy i nie zobaczy w nich demokraty? Kto się poważy przerwać rytuał przedrozbiorowej najciemniejszej nierzeczywistej łże-rzeczypospolitej? Tańczą znów swój plemienny pijarowski taniec-PO-łamaniec. Mafio w białych kołnierzykach! Płaczesz, że padłaś ofiarą grupy przestępczej. Chcesz ją dorwać? Spójrz więc w zwierciadło. Nasza Camorra i 'Ndrangheta to watahy bezpieki, syndykaty zbrodni i rabunku, poddane obcym potencjom, skażone grzechem założycielskim.        
   
Wojna z opresorami jest już najwyższą koniecznością, bo złudny pokój jest powolną degrengoladą, agonią w trujących oparach systemowego absurdu. Mamy pokonać cyników mocniejszym cynizmem? Trzeba przywrócić słowom ich prawdziwą nazewniczą moc, bez sentymentalnej aury pobłażania. Jeśli głowa państwa to łeb hydry, konstytucja natychmiast utnie nam ten temat. Jeżeli łajdacki prezes banku centralnego ma w centralnym miejscu zasady, którym ma rzekomo podlegać, niech nie liczy na traktowanie zgodne z zasadami. Można mu równie dobrze wejść z buciorami na osobiste konto, a potem wydrukować skazujący wyrok na skórze po omacku, w najciemniejszym kącie dark-roomu.            

Efektem podtrzymywania mydłkowatego status quo jest zgoda na masową eutanazję. Eksterminują nas ekonomicznie, wyczyszczą nasze oszczędności, wyssą z nas demograficzny potencjał, odetną tlen dwoistym płucom polskiej tradycji i kultury, zdekapitują znów prawdziwe elity kolejnymi zamachami w przebraniu katastrof, wykastrują  katastrem, a nawet wydrenują woreczki z żółci, aż będziemy się tylko słodko uśmiechać do nich- cichych oprawców, aż do linii emerytury oddalającej się jak horyzont, jak widmowa oaza, halucynacja pustyni, fatalistyczna fatamorgana. Wciąż zwiększa się dystans do wirtualnego celu, oksymoronicznie cofamy się w przód, a ruchome piaski przed nami, za nami i w nas.

Komunizm nigdy się nie skończył. Powtarzać to jak refren. Razem z licznymi wykluczonymi z klucza ideolo. Komunizm się nie skończył. Bez tej elementarnej wiedzy, nie zrozumiemy nic. Nigdy się nie skończył, wbrew deklaracji aktorki z rzekomo spalonego gmachu teatru PRL-u. Teatr wciąż ma się dobrze, reżyserzy pożegnali się z nami tylko oficjalnie i schowali do budek suflerów. Widownia ziewa zamiast krzyczeć, aktorzy piją trunki za kurtyną i omawiają scenariusz. Już żadnych złudzeń i metafor. Komunizm nigdy się nie skończył.  Spróbuj powtórzyć to, a doznasz nagłego olśnienia. Spektakl stanie przed tobą w świetle ramp. Nie ma w nim wolności i osobowości, są tylko dowolności i "osobistości".