albo paradoksy, żarty z bojaźni, śmiech śmierci (niedorzecznej), groteska kresu (unicestwienia), barok formalny, kawał na koniec, dowcip na temat (żenady zagłady), nic śmiesznego, w sumie bezsens, a oto moje motto : liczę na liczby, składam litery, układam w wersy, wypełniam luki, czekam i czytam, lecz nie wierzę, bo nie wieszczę, kpię z Nowej Ery, z Nostradamusa, przewiduję los, matematycznie, jak rzut kośćmi, prawdopodobny :


dedykowane Wam

1.
Czar Apokalips jest jak mętna zupa w wannie - po kąpieli bożków zmysłowej miłości. Został zapach rozpuszczonych szyszek marki "Dionizos", w głowach pulsuje jeszcze szum szampana "Aphrodite". Eros i woda wystygły, zmysły skisły, biesiadnikom odbija się przez nos dwutlenkiem węgla. Krzykliwe chemiczne hordy obrońców H2O przed CO2 tańczą dokoła w zabagnionej globalnej łaźni. Analogicznie, gdy z wanny wyciągniemy korek, natychmiast wszystko zaczyna się kręcić wokół jednego. Jakkolwiek byśmy nie protestowali, zaczynamy płynąć coraz szybciej  ku kosmicznemu wirowi "końca świata". Mamy obok  siebie: żółte kaczuszki, obłe gąbki i puste hotelowe buteleczki po szamponie. "Yntelygent" prycha na towarzystwo, ale i tak jest tu lepiej niż u Noego. Nakręceni wirujmy więc razem wokół zagadkowego atraktora, nie narzekajmy, że to zwykłe dziursko. Albo natychmiast zatkajmy sobie usta korkiem atrakcyjnych teorii o kalendarzu Majów z Grudniami. Nauczmy się żyć po śmierci świata, gdy po Ostatecznym Sylwestrze przyjdzie Nowy Zmrok. Informację dla przyszłych pokoleń zaszyfrowano w początkowych literach zdań końcowej Księgi. Cieki wodne na dnie wanny globu, których nie wessał lej, zamarzają na czarno.