Bartosz Bereszyński stał się chcąc nie chcąc bohaterem wielkiej afery w Legii Warszawa. Piłkarz wszedł na boisko w meczu z Celtikiem Glasgow w Lidze Mistrzów. Zrobił to, choć nie mógł nawet siedzieć na ławce rezerwowych. Teraz bohaterem podobnej afery został piłkarz włoskiego Sassuolo – Antonio Ragusa.

Mecz Sassuolo-Pescara zakończył się wynikiem 2:1. /PAP/EPA/Elisabetta Baracchi /PAP/EPA

Sassuolo w weekend grało z Pescarą. Mecz zakończył się wynikiem 2:1. Radość kibiców zamienić musiała się jednak w krzyk rozpaczy, bo niestety wynik spotkania zmieniono. Przyznano walkowera dla Pescary. A to dlatego, że na boisku w 65. minucie zameldował się Antonio Ragusa - Sycylijczyk szerzej kibicom nieznany. 26-latek przez całe życie gra we włoskich klubach i praktycznie co sezon w innym. Przeważnie na wypożyczeniu. Taki trochę zawodnik z kategorii tych niechcianych, których chętnie byśmy się pozbyli, ale nie wiemy jak.

W Sassuolo Ragusa dopiero zaczyna i choć winny niczemu nie jest, to będzie o nim głośno. Jak o Bartoszu Bereszyńskim w 2014 roku. Obrońca Legii zagrał w eliminacjach Ligi Mistrzów, choć nie powinien. Walkower w meczu z Celtikiem Glasgow zakończył marzenia Legii o Champions League.

W 2015 roku w podobny sposób w kibicowskiej pamięci zapisał się Denis Czeryszew - Rosjanin chcący przebić się do składu Realu Madryt. Zagrał w meczu Pucharu Króla, choć kibice krzyczeli i błagali by go nie wpuszczać na boisko.

Skoro i madrycki gigant może popełnić taki błąd to może i małe, włoskie Sassuolo. Klub zapewnia jednak, że wszystkie dokumenty wysłał na czas, a kłopot polega na tym, że we włoskiej piłkarskiej centrali zawodzi sprzęt. A, że Włosi lubią się kłócić to pewnie rozstrzyganie sporu zajmie trochę czasu.

Na razie władze Sassuolo zapowiedziały złożenie odwołania od krzywdzącej ich zdaniem decyzji. Za to w Pescarze zacierają ręce. Trzy darmowe punkty przyjmą bez mrugnięcia okiem.

APA