​Kończący w tym sezonie wspaniałą karierę Usain Bolt pożegnał się w sobotę z jamajską publicznością. Ośmiokrotny mistrz olimpijski startował w stolicy kraju Kingston na 100 metrów, pewnie wygrywając ostatni bieg na rodzinnej wyspie.

Usain Bolt /FRANCK ROBICHON /PAP/EPA

Bolt osiągnął czas 10,03 s, odległy od własnego rekordu świata (9,59), ale wyraźnie wyprzedził swoich rodaków Jevaughna Minzie - 10,15 oraz Nickela Ashmeade'a - 10,18.

Nie sądzę, bym kiedykolwiek w czasie mojej kariery był bardziej zdenerwowany przed biegiem niż dziś wieczorem. Sprawiła to atmosfera na stadionie - powiedział Bolt.

Na zawody, zorganizowane pod hasłem "Pożegnanie legendy", przyszło 30 tys. widzów. Większość była ubrana w narodowe barwy: żółto-czarno-zielone. Słynnego sprintera oklaskiwali m.in. premier Jamajki Andrew Holness i prezydent światowej federacji (IAAF) Brytyjczyk Sebastian Coe.

Kiedy zaczynałem karierę lekkoatletyczną, moim celem było zostać mistrzem olimpijskim na 200 m. Nigdy nie wierzyłem w to, że mogę stać się legendą sportu - podkreślił 11-krotny mistrz świata.

Bolt zakończy karierę w sierpniu po mistrzostwach świata w Londynie, na których chce powtórzyć wyczyn z igrzysk w Rio de Janeiro: zdobyć złote medale na 100, 200 i w sztafecie 4x100 m. Wcześniej wystartuje tylko w dwóch mityngach w Europie: 28 czerwca w Ostrawie oraz 22 lipca w Monte Carlo.

Podczas sobotnich zawodów Wayde van Niekerk uzyskał najlepszy w tym roku wynik na świecie na 200 m - 19,84 s. Mistrz olimpijski na 400 m pobił tym samym o 0,06 s rekord życiowy. Lekkoatleta z RPA planuje na MŚ w Londynie pobiec na dwóch dystansach - na 200 m, gdzie będzie rywalem Bolta, oraz na 400 m.

Van Niekerk był jednym z honorowych gości Bolta w pożegnalnych zawodach w Kingston, obok m.in. Mo Faraha, Davida Rudishy i Allyson Felix. 

(ph)