​Maria Szarapowa wycofała się z tenisowego turnieju WTA w Stanford. Rosjanka, która w drugiej rundzie miała grać z Ukrainką Łesią Curenko, narzeka na ból lewego ramienia. Impreza w Kalifornii była jej pierwszym startem w USA od dwóch lat.

Maria Szarapowa /RONALD WITTEK /PAP/EPA

Pięciokrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych i była liderka światowego rankingu przyznała, że zaczęła odczuwać ból w ręce już w spotkaniu 1. rundy z Amerykanką Jennifer Brady. Rosjanka wygrała wówczas 6:1, 4:6, 6:0.

Szarapowa grała w Stanford (pula nagród 710,9 tys. dol.) jako zawodniczka z "dziką kartą". 30-letnia tenisistka zajmuje obecnie 171. miejsce w rankingu WTA.

W styczniu ubiegłego roku w jej organizmie wykryto niedozwolony środek meldonium. Po 15-miesięcznym zawieszeniu Szarapowa wróciła w kwietniu do rywalizacji. Otrzymała "dzikie karty" od organizatorów imprez w Stuttgarcie (dotarła do półfinału), Madrycie (odpadła w drugiej rundzie) i Rzymie (krecz w drugiej rundzie). 

Na taki ruch nie zdecydowali się organizatorzy wielkoszlemowego French Open w Paryżu, a wcześniejsze wyniki tenisistki nie wystarczyły, by zapewniła sobie miejsce w kwalifikacjach.

Później z powodu kontuzji uda całkowicie zrezygnowała z gry na kortach trawiastych. To wykluczyło jej start m.in. w wielkoszlemowym Wimbledonie, w którym musiałaby przebijać się przez eliminacje.

W pierwszej rundzie turnieju w Stanford odpadł Magda Linette. Polka przegrała z Amerykanką Alison Riske 2:6, 4:6. 

(ph)