Jeden z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce może pierwszy raz w historii spaść do trzeciej klasy rozgrywkowej. Sytuacja w klubie nie tylko sportowa, ale i finansowa jest bardzo trudna. O sytuacji w klubie i sobotnim derbowym meczu z GKS-em Katowice z trenerem Ruchu Chorzów rozmawiał Wojtek Marczyk.

Trener Ruchu Chorzów Dariusz Fornalak / Andrzej Grygiel /PAP

Wojciech Marczyk, RMF MAXXX: Ten najbliższy derbowy mecz z GKS-em to mecz jak każdy inny czy dla was to mecz za 6 punktów jak mówi się o derbach?

Dariusz Fornalak, trener Ruchu Chorzów: W meczu można tylko 3 punkty wywalczyć na boisku i tu się nic nie zmieni. Jest to jednak mecz prestiżowy. Historia pokazuje, że te mecze zawsze były interesujące i obfitowały w wiele wydarzeń boiskowych.

Rozmawiało się ostatnio dużo o motywacji piłkarzy. Sam pan wspominał o tych pytaniach o motywację. Przed tym meczem też trzeba motywować podwójnie?

Ja mam nadzieję, że nie. Mam nadzieję, że sam fakt że jutro (sobota 12.05.18) mecz derbowy z GKS-em Katowice przy Cichej w Chorzowie już odpowiednio napędza piłkarzy.

Brak kibiców GKS-u jakoś na was też wpływa?

Ja jestem zwolennikiem, żeby spotkania oglądali sympatycy obu zespołów. Wtedy ta atmosfera jest taka, jak ma być. Grając w piłkę doświadczałem tej atmosfery. Zarówno przy Cichej jak i przy Bukowej i zawsze to dodawało atrakcyjności temu spotkaniu.

Sytuacja w klubie jest trudna?

Sytuacja w klubie jest trudna rzeczywiście. Nie zaklinamy rzeczywistości. Wiem w jakiej sytuacji i miejscu jesteśmy. Na pewno jesteśmy współodpowiedzialni za pewne rzeczy, ale nie jesteśmy głównymi winowajcami tego, co się dzieje. To pragnę podkreślić, że to nie prezes Paterman czy kolejni trenerzy, ale konkretne osoby odpowiadają za to, że Ruch Chorzów walczy o utrzymanie w pierwszej lidze. 

Wszyscy zastanawiali się, jak Ruch poradzi sobie finansowo, tymczasem tu jakoś jest. A sportowo jest słabo.

Tak zdecydowanie, ale to są naczynia połączone. To co się działo wcześniej ma olbrzymi wpływ na to, co dziej się teraz. Jednak nie teraz czas i miejsce, żeby to oceniać. Teraz mamy mecz z GKS-em i dla i dla całego zespołu to jest mecz najważniejsza.

Wierzy pan w utrzymanie w pierwszej lidze?

Zawsze wiara umiera ostatnia. Natomiast jesteśmy też realistami i widzimy jak to wygląda.  Ja też przychodząc tutaj miałem tą świadomość, że to będzie ciężkie zadanie. Wiara we mnie nie umarła, ale mam też zdrowy rozsądek i on podpowiada, że będzie bardzo ciężko.

10 punktów brakuje do strefy dającej baraż.

Matematyka jest nieubłagana i teraz już nic nie zależy tylko od nas. Warto jednak pamiętać, że Ruch Chorzów to nie taki klub, który z dania na dzień przestaje istnieć. Ta historia do której często się odwołujemy w przypadku tego klubu, ma znaczenie. Nie jest to klub, którym nikt się nie interesuje. Ruch radził sobie w wielu trudnych sytuacjach więc i w tej sobie poradzi.

Przychodząc do klubu powiedział pan, że jest trenerem na dwa miesiące. Dalej pan to podtrzymuje?

Z mojej strony się nic nie zmieniło. Władze klubu o tym wiedziały. Przyjdzie jednak taki moment, że władze klubu zdecydują. Taka jest praca trenera.

Czego panu dzisiaj brakuje w grze Ruchu?

Na wynik sportowy składa się wiele czynników. Na pewno w wielu meczach nie graliśmy po prostu w piłkę, ale można by dużo wymieniać. Musimy też jednak patrzeć z perspektywy zawodników. Ja tylko powiem, że ostatni mecz z Rakowem Częstochowa w obronie zagrali Komarnicki rocznik 1997. Kulejewski rocznik 2000. Małkowski rocznik 1999. Hołownia rocznik 1998. Na tych młodych chłopaków też to spadło. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej czasem czuje się, jakbym był w trakcie okresu przygotowawczego i szukał w sparingach optymalnego składu. To jest jednak koniec sezonu i każdy błąd powoduje, że jako zespół mamy olbrzymi problem.

Ale nie odpuścicie będziecie grali do końca?

Nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Tylko pełnym zaangażowaniem przez 90 minut można coś osiągnąć.

(ag)

Wojciech Marczyk RMF MAXXX