​Organizatorzy kobiecych mistrzostw Europy w piłce ręcznej rozpoczynających się w Szwecji zazdroszczą atmosfery w zagranicznych halach, a szczególnie takiej, jaka panowała podczas styczniowych ME mężczyzn w Polsce. "Nasi kibice są zbyt grzeczni i spokojni. Siedzą potulnie z założonymi rękami, zamiast dziko krzyczeć, jak to się odbywa w innych krajach" - powiedział dyrektor komitetu organizacyjnego mistrzostw Frank Strand.

Polscy kibice podczas ME w piłce ręcznej (styczeń 2016) / Jacek Bednarczyk /PAP

Podobnie sądzą zawodniczki Trzech Koron. Publiczność w tej dyscyplinie jest dodatkowym zawodnikiem i potrafi wpływać nie tylko na morale drużyny, lecz tez czasami na decyzje sędziów, którzy przecież są tylko ludźmi - powiedziała Sabina Jacobsen w rozmowie z dziennikiem "Aftonbladet".

Z kolei zdaniem Loui Sand powodem ospałości Szwedów jest - jak określiła - brak odpowiedniego "dopingu".

Wyraźnie na trybunach potrzeba więcej piwa, aby kibice żywiołowo dopingowali własną drużynę. Myślę, że powinni wypić minimum 2-3 kufle na osobę, aby mecz miał inną atmosferę - powiedziała.

Strand nawiązał do atmosfery, która panowała podczas ME mężczyzn w Serbii w 2012 roku, a także w Polsce w styczniu tego roku. Tam publiczność reagowała żywiołowo, a nam Szwedom podczas meczów w kraju brakuje tej dzikości na trybunach - dodał.

Miejscowe media szeroko opisywały wspaniałą publiczność w Polsce, a zwłaszcza sytuację we Wrocławiu, kiedy podczas meczu Szwecja - Słowenia już w przerwie zabrakło piwa, a szwedzcy kibice byli wyjątkowo rozbawieni.

Mecz otwarcia pomiędzy Szwecją i Hiszpanią rozegrany zostanie dziś w Sztokholmie w hali Hovet. Wszystkie bilety zostały już dawno sprzedane, a zainteresowanie było tak duże, że wybudowaliśmy dodatkowa trybunę i w hali zmieści się siedem tysięcy widzów. Niestety, na dwa następne mecze Szwedek w tym samym obiekcie sprzedaliśmy na razie tylko połowę miejsc - poinformował Strand.

Dziś Polska zagra w Kristianstad z Francją. 


(abs)