"Kalendarz na 2016 rok jest już ustalony, ale na razie sam nie chcę go znać" - mówi RMF FM Rafał Majka. Trzeci zawodnik kolarskiego wyścigu Vuelta Espana w rozmowie z Kacprem Merkiem podsumowuje dwa ostatnie lata swojej kariery. Zdradza też, ile musi przytyć w najbliższych tygodniach i jak będą wyglądały przygotowania do przyszłego sezonu. W 2016 roku Majce marzy się występ na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro.

Rafał Majka /SEBASTIEN NOGIER /PAP/EPA

Kacper Merk, RMF FM: To był Twój najlepszy sezon w karierze?

Rafał Majka: Trudno mi porównywać, czy 2015 był lepszy od 2014; wolę myśleć, że oba były bardzo udane. To w poprzednim sezonie zrobiłem duży postęp, a w tym udało mi się to podtrzymać, a może jeszcze nawet trochę poprawić. Oczywiście początek był przeciętny - teraz już wiem, że za bardzo chciałem, byłem przetrenowany, a to odbiło się na mojej dyspozycji. Lecz końcówka była już zdecydowanie lepsza. Przecież przed startem celowałem w czołową piątkę Vuelty, a tu niewiele brakło, bym zajął drugie miejsce. Skończyłem na trzecim i też jestem zadowolony, bo stanąć na podium w Madrycie to coś wielkiego.

Wiesz już, gdzie pojedziesz w następnym sezonie?

Kalendarz jest już ustalony, rozmowę z dyrektorem sportowym i trenerem odbyłem zresztą siedząc na rowerze. I powiedziałem im jasno: w tej chwili nie chcę wiedzieć, gdzie będę startował w przyszłym roku. Jest październik i chcę odpocząć psychicznie, a nie stresować się kolejnymi wyścigami. Dlatego na rozmowę o planach i celach na 2016 rok umówiliśmy się na początek listopada, bo wtedy startują przygotowania. Co nie zmienia faktu, że kolejny sezon będzie bardzo trudny.

To przez Igrzyska Olimpijskie? Da się to pogodzić ze startami w wielkich tourach?

W kolarstwie wszystko da się pogodzić, potrzebny jest tylko odpowiedni plan. Gdybym na przykład był liderem ekipy na Giro d'Italia, to później mógłbym pojechać w Tour de Pologne, a następnie pomyśleć o Igrzyskach Olimpijskich. Ale może okazać się tak, że najpierw pojadę Giro, a następnie Tour de France i już w lipcu będzie ciężko marzyć o sukcesach w Rio de Janeiro. W trakcie rozmowy z moimi szefami zamierzam zadeklarować start na Igrzyskach, bo jest to jedno z moich marzeń. Ale wiele będzie zależało także od dyspozycji innych kolegów z zespołu. Jeśli Tinkoff-Saxo będzie mocne od początku sezonu, jest szansa na pogodzenie wszystkich wyzwań. Tyle, że to wszystko zależy od szefów. To ich drużyna, w której ja tylko jeżdżę. I moim głównym zadaniem jest polepszanie się z roku na rok.

Jak będą wyglądać Twoje najbliższe tygodnie?

W tej chwili odpoczywam w domu. Czasem wyjdziemy gdzieś z żoną, czasem po prostu siedzimy i oglądamy telewizję. Po całym sezonie jeżdżenia po świecie niespecjalnie chce mi się bowiem jechać gdzieś daleko na  wakacje. To oznaczałoby kolejne pakowanie i czułbym się tak, jak w sezonie. W domu mogę spokojnie odpocząć, nikt mi nie przeszkadza, a na dodatek żona ciągle mi dogadza. Nawet w kuchni, bo to jest ten moment w roku, gdy muszę przytyć 4-5 kilogramów, by odpowiednio zregenerować organizm. Już w czasie świąt jestem na diecie, ale teraz mogę trochę odreagować makarony, ryż i kurczaka. Same przygotowania zaczną się na początku listopada od siłowni, basenu i sauny. No i przede wszystkim od pilnowania, by nie powtórzyć błędów z początku tego roku, to jest by trenować dokładnie tak, jak jest to zaplanowane. A nie dokładać od siebie dużo za dużo.