​Proces Brazylijczyka Neymara, oskarżonego o manipulacje finansowe przy transferze z Santosu do Barcelony, rozpocznie się ze znacznym opóźnieniem - informuje "La Vanguardia". Piłkarzowi grożą nie dwa lata pozbawienia wolności, a sześć, co wymaga innego trybu.

Według hiszpańskiego dziennika, prowadzący sprawę Neymara sędzia Jose Maria Vazquez Honrubia mógłby wydać wyrok samodzielnie, gdyby piłkarzowi nie groziło więcej niż pięć lat więzienia. Prokuratura domagała się 24 miesięcy za korupcję.

Po analizie akt sprawy, w szczególności zarzutów poczynionych przez firmę DIS, wówczas zarządzającą częścią praw do piłkarza, Honrubia Vazquez uznał jednak, że Neymarowi zarzuca się także udział w zmowie, za co grozi od czterech do sześciu lat pozbawienia wolności. W takiej sytuacji w procesie musi wziąć udział trzech sędziów.

Sprowadzenie gwiazdy reprezentacji Brazylii w 2013 roku było początkiem dużych problemów Barcelony. Początkowo podawano oficjalnie, że zapłacono za niego 57,1 mln euro - 40 mln dla rodziny Neymara (jego ojciec jest jego agentem) i 17,1 mln dla Santosu. Później okazało się, że wartość została zaniżona o ok. 13 mln.

Firma DIS była jednym z poszkodowanych tych manipulacji. Otrzymała 6,8 mln euro z tytułu transferu, znacznie mniej, niż gdyby od razu podano jego faktyczną kwotę. DIS zarzucił Neymarowi i Barcelonie zmowę w celu zatajenia rzeczywistej wartości transakcji.

Neymar w swoim zeznaniu podkreślił, że on "tylko gra w piłkę" i ma absolutne zaufanie do swojego ojca i zarazem agenta w kwestiach finansowych.

W sprawę uwikłany jest też m.in. były prezes Barcelony Sandro Rosell, który obecnie przebywa w więzieniu za pranie pieniędzy. Prokuratura domaga się też nałożenia na klub grzywny w wysokości 8,4 miliona euro.

(ph)