Piłkarze Legii Warszawa przegrali na własnym boisku z Wisłą Płock 0:2 (0:2) w sobotnim spotkaniu 21. kolejki ekstraklasy. Tym samym mistrzowie Polski w ostatnim meczu w tym roku ponieśli pierwszą w tym sezonie porażkę na własnym stadionie.

Piłkarze Wisły Płock dziękują kibicom po meczu Ekstraklasy z Legią Warszawa. /Leszek Szymański /PAP

Legioniści przystąpili do tego spotkania bez pauzujących za żółte kartki środkowych obrońców Michała Pazdana i Macieja Dąbrowskiego. Zastąpili ich Jakub Czerwiński i Inaki Astiz. Ten drugi w dziewiątej minucie stoczył walkę we własnym polu karnym z Giorgim Merebaszwilim. Sędzia Tomasz Musiał po wykorzystaniu systemu VAR podyktował rzut karny, którego na gola zamienił Nico Varela.

Niespełna siedem minut później jeszcze poważniejszy błąd w polu karnym popełnił Czerwiński. Po kolejnym groźnym kontrataku gości i wstrzeleniu piłki w pole karne, stoper "Wojskowych" na tyle nieszczęśliwie interweniował, że pokonał własnego bramkarza.

W końcówce pierwszej połowy bliski zdobycia bramki kontaktowej był Kasper Hamalainen, ale piłka po jego strzale głową trafiła w poprzeczkę. Fin chwilę później opuścił boisko z powodu urazu. Swoje szanse mieli też Jarosław Niezgoda i Michał Kucharczyk. Jednak goście stwarzali kolejne groźne akcje pod bramką Arkadiusza Malarza. Tym bardziej, że kolejne błędy popełniała defensywa gospodarzy.

Dziesięć minut po zmianie stron sprytnym strzałem głową próbował zaskoczyć Seweryna Kiełpina Niezgoda, ale bramkarz "Nafciarzy" z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Wcześniej niecelnie główkował z bliskiej odległości Sebastian Szymański, który w przerwie zmienił Łukasza Brozia.

Na ostatnie pół godziny trener Legii Romeo Jozak postawił wszystko na jedną kartę i wprowadził drugiego napastnika - Armando Sadiku. Rolę czwartego obrońcy pełnił Michał Kucharczyk. Gospodarze podejmowali coraz większe ryzyko popełniając jeszcze większe błędy w defensywie.

Goście jednak razili nieskutecznością

Najlepszą okazję na zdobycie trzeciej bramki zmarnował Semir Stilic, który będąc sam przed Malarzem próbował go przelobować.

W końcówce spotkania gospodarze domagali się podyktowania rzutu karnego za zagranie w polu karnym obrońcy gości. Po konsultacji z sędzią odpowiedzialnym w tym spotkaniu za obsługę systemu VAR Danielem Stefańskim, Musiał nie podyktował "jedenastki".

Po tej porażce Legia utrzymała prowadzenie w tabeli, ale tracący do niej dwa punkty Górnik Zabrze jeszcze nie grał w tej kolejce - w poniedziałek podejmie Cracovię.


(ł)