"Wcześniej na tym turnieju graliśmy strasznie. Teraz powiedzieliśmy sobie, że to będzie ten mecz, ten moment, kiedy pokażemy, na co nas stać" - mówił Kim Rasmussen, trener polskiej kadry piłkarek ręcznych, po zwycięskim meczu biało-czerwonych z Węgierkami i awansie do ćwierćfinału MŚ. "Jestem dumny z dziewczyn" - podkreślał. "Dziś czułyśmy się bardzo mocne i że Węgierki nie są w stanie przejść przez naszą obronę" - zdradziła z kolei kapitan naszej reprezentacji Karolina Kudłacz-Gloc.

Mecz Polska - Węgry w 1/8 finału MŚ /Aniko Kovacs /PAP/EPA

Faworytkami spotkania 1/8 finału MŚ były Węgierki, brązowe medalistki mistrzostw Europy z 2012 roku, które w Danii miały już na koncie m.in. pewne zwycięstwo nad ekipą gospodyń turnieju. Polki z kolei - jak przyznawał przed meczem w Herning szef naszej ekipy Zygfryd Kuchta - zdawały sobie sprawę z tego, że dotąd swoją grą w duńskim turnieju nie rzuciły na kolana. Zdecydowanie jakość naszej gry musi ulec polepszeniu. Jeśli tego nie potrafimy dokonać, to nie mamy szans na wygraną - mówił Kuchta.

Pojedynek naszych szczypiornistek z Węgierkami dostarczył kibicom wielu emocji, było kilka zwrotów akcji. Po kwadransie gry biało-czerwone prowadziły 10:4, w drugiej połowie lepsze o kilka bramek były rywalki, ale w ostatnich minutach nasze zawodniczki zdołały wyjść na prowadzenie i ostatecznie pokonały reprezentację Węgier 24:23. Teraz mogą już myśleć o jutrzejszej ćwierćfinałowej potyczce z Rosjankami.

Za każdym razem, gdy wychodzimy na boisko, wierzymy w zwycięstwo. Wcześniej na tym turnieju graliśmy strasznie. Teraz powiedzieliśmy sobie, że to będzie ten mecz, ten moment, kiedy pokażemy, na co nas stać - mówił po spotkaniu selekcjoner naszej kadry Kim Rasmussen. Dziś zawodniczki zrealizowały założenia taktyczne, postawiły naprawdę bardzo mocną obronę, przez co zmuszały rywalki do popełniania błędów. Anna Wysokińska rozegrała wspaniały mecz w bramce. To było fantastyczne spotkanie. Polska wygrała i to jest to, na co czekaliśmy. Jestem dumny z dziewczyn - podkreślał.

Tyle serca włożyłyśmy w ten mecz, tyle sił, tyle swojego ciała nadstawialiśmy w różnych sytuacjach, że zasłużyłyśmy, zwykle, po ludzku, na zwycięstwo - komentowała kolei kapitan reprezentacji Karolina Kudłacz-Gloc. Przyznając, że "były momenty, kiedy spóźniałyśmy się z reakcją", podkreśliła:  Dziś czułyśmy się bardzo mocne i że Węgierki nie są w stanie przejść przez naszą obronę. (...) Nawet w tych 11 minutach, kiedy nie strzeliłyśmy bramki, nie miałyśmy chwili zwątpienia.

Rozgrywająca naszej kadry Iwona Niedźwiedź przyznała natomiast, że "nie było żadnych logicznych przesłanek, żebyśmy dzisiaj wygrały". Miałyśmy naprzeciwko siebie zawodniczki prawie w komplecie grające w najlepszych klubach w Lidze Mistrzów, ale kobieca piłka ręczna jest nieprzewidywalna - zaznaczyła.

Pierwsza połowa była bardzo ciężka. Dostałyśmy aż osiem minut kar. Węgierki tego nie wykorzystały. Potem, gdzieś w 52. minucie, zorientowałyśmy się, że rywalki opadły z sił. Poczułyśmy, że zwycięstwo jest realne - i stało się - zrelacjonowała spotkanie. Zaznaczyła, że zawodniczki starały się konsekwentnie realizować założoną taktykę. Przede wszystkim zacieśniłyśmy skrzydła i zagęściłyśmy środek obrony. Węgierki tego też nie wykorzystały, nie grały skrzydłami, a tam było bardzo dużo miejsca. Być może wszystkie nasze dotychczasowe mecze były taką zasłoną dymną, bo dziś zagrałyśmy zupełnie inaczej - stwierdziła.

Podobnie jak Kudłacz-Gloc Niedźwiedź podkreśliła również wielkie zaangażowanie wszystkich zawodniczek. Tyle było z naszej strony walki, zostawiłyśmy duszę na boisku, że od pierwszych minut to zwycięstwo nam się należało. Pokazałyśmy, że potrafimy grać - powiedziała.

(edbie)