"Jedyny medal, którego brakuje mi w kolekcji to medal olimpijski. To jest mój cel na najbliższe pół roku" - mówi w rozmowie z RMF FM Piotr Myszka - świeżo upieczony mistrz świata w windsurfingowej klasie RS X. Oprócz niego, w rozgrywanym w Izraelu turnieju złoty krążek wywalczyła też Małgorzata Białecka.

Piotr Myszka /PAP/Adam Warżawa /PAP

Maciej Jermakow, RMF FM: Piotr - ten medal mistrzostw świata mógł tobie smakować trochę inaczej niż Gosi, bo można powiedzieć, że jesteś już weteranem jeśli chodzi o medal mistrzostw świata...

Piotr Myszka: Zgadza się, to mój trzeci medal, drugi złoty więc można powiedzieć, że lekka rutyna się robi. Choć ostatnie dwa lata ocierałem się o podium, w mało przyjemnych okolicznościach traciłem te krążki więc zależało mi na tych regatach. Z jednej strony chciałem potrenować z najlepszymi zawodnikami, ale też zakładałem, że jeśli będzie okazja powalczyć o medal to to zrobię. Od samego początku byłem w "czubie", nie odpuściłem do samego końca. Przed ostatnim wyścigiem miałem już medal w kieszeni, fajnie, że zrobiłem to w takim stylu.

Pojedziesz do Rio jako jeden z faworytów...

Na pewno pojadę tam jako zawodnik, który zbudował lekką przewagę psychiczną. To było widać na zawodach, po regatach rozmawiałem z niektórymi rywalami, widziałem, że są lekko rozczarowani. Każdy liczył na medal, nie było odpuszczania.

Przywieźliście z Izraela dwa złote medale. Stajemy się powoli windsurfingową potęgą?

Tak i nie jest to przypadek. Tworzymy grupę Energa Sailing Team Poland, która działa od wielu lat. Mamy zawodników specjalizujących się i w słabych i w mocnych wiatrach. Trenujemy ze sobą, ale z drugiej strony to sport indywidualny, więc każdy chce przegonić drugą osobę i to nas napędza. Później możemy to wykorzystać w zawodach - widać, że to działa. W zeszłym roku ja medalu nie miałem, ale Paweł Tarnowski był mistrzem Europy więc staramy się co sezonu z imprezy głównej przywieźć jakiś krążek. Teraz wyszło wyjątkowo, dwa złota, a mogło być więcej krążków - szkoda, że Zofia Klepacka spadła z podium, Paweł też miał szansę na medal. Ale wiadomo - to jest poziom najwyższy więc ciężko by wszystko wypaliło.

Windsurfing na poziomie zawodowym kwitnie, świetnie jest też chyba na poziomie rekreacyjnym co widać choćby po tłumach na Helu...

Zgadza się. Dla mnie windsurfing to lifestyle, zabawa - mimo wielu lat trenowania, ścigania to ciągle sprawia mi radość. Dzięki temu mam siłę trenować, co nie zawsze jest przyjemne. Trzeba ciężką pracę wykonać, to jest typowa sportowa harówka od rana do wieczora. Czasami się nie chce, ale trzeba to zrobić. Widzę jak inni uczą się pływać, oni też cieszą się jak dzieci. Nie można sobie wymarzyć lepszego sportu - są woda, słońce, plaża, super atmosfera, muzyka... super!

W harówce na pewno pomaga myśl, że szansa na medal na igrzyskach jest duża...

Nie ukrywam, że jedyny medal, którego brakuje mi w kolekcji to medal olimpijski. To jest mój cel na najbliższe pół roku i tyle. Nie planuję nic dalej, nie zastanawiam się, co będzie później. Widzę ten medal i będę starał się do niego dopłynąć.

(mn)