"Będziemy na pewno chcieli zrobić coś więcej, niż sobie zakładaliśmy przed sezonem" - mówi w RMF FM Radosław Murawski, kapitan Piast Gliwice. Ta ekipa niespodziewanie zakończy 2015 rok na pierwszej pozycji w tabeli piłkarskiej Ekstraklasy.

Radosław Murawski / Grzegorz Michałowski /PAP

Marcin Buczek: W czym tkwi fenomen Piasta?

Radosław Murawski: Nie będę chyba specjalnie oryginalny, ale wydaje mi się że naszą siłą jest „drużyna”. Dzięki kolektywnej grze jesteśmy dziś w tym miejscu, w jakim jesteśmy. Myślę, że naszą zespołową grę można zobaczyć w każdym meczu.

Czyli jak rozumiem nie grają „nazwiska”, ale cały zespół.

Zgadza się. Z wielu dobrych nazwisk stworzyliśmy jedno nazwisko - Piast Gliwice. Na to nazwisko będziemy grali przez cały sezon.

A był taki moment, w którym rozmawiając ze sobą zaczęliście się zastanawiać „o rany, idzie nam tak dobrze, jak do tej pory nie szło”...


Oczywiście! Są wyniki, które cały czas cieszą i można się spotkać z takimi komentarzami, że takiego sezonu w Gliwicach jeszcze nie było. Niektórzy nawet w karierze nie przeżyli takiego sezonu, więc to jest pozytywne zaskoczenie dla nas. Jednak powoli staramy się realizować cel, który sobie założyliśmy. Chcemy, aby to tak wyglądało przez cały czas.

A ten cel to? Mistrzostwo Polski?

Ciężko powiedzieć. Naszym celem przed sezonem miało być awans do grupy mistrzowskiej. Realizowaliśmy go sumiennie, pracowaliśmy na to, aby się tam dostać. W chwili obecnej mamy tyle punktów, że tylko katastrofa sprawi, że nie uplasujemy się w pierwszej ósemce. Jeżeli okaże się, że już na pewno awansujemy do grupy mistrzowskiej, to przygotowania będą zupełnie inaczej wyglądały i w tej przerwie wszyscy usiądziemy i porozmawiamy o kolejnych celach.

A jak to jest grać w zespole, który jest liderem i do tego ma taką przewagę nad innymi?

Jeszcze kilka meczów temu ta przewaga była jeszcze większa. Ale faktycznie mamy pięć punktów przewagi nad Legią Warszawa. To jest spory dorobek, ale pamiętajmy, że będzie podział punktów i ta przewaga się trochę zmniejszy. Natomiast nie umniejsza to temu, że jesteśmy liderem i to wszystkie drużyny dobijają do nas, a nie my musimy kogokolwiek gonić. To nas podwójnie cieszy, ponieważ już nie mówi się o Piaście w kontekście walki o utrzymanie, tylko pokazujemy coś więcej i staramy się dołożyć cegiełkę do tego, żeby nawet za granicą też mówili o tym, że polska liga nie już taka słaba. W tamtym sezonie o pierwsze miejsce Legia biła się z Lechem. Teraz mamy Lecha, Legię, Piasta, Cracovię i może nawet Korona Kielce, która w tamtym sezonie walczyła o utrzymanie. To jest fajne, bo widać, że polska piłka się rozwija i idzie do przodu.

Ale musi się grać trochę trudniej, bo skoro jesteście liderem i wygrywacie mecze, to inni bardziej nastawiają się na to, aby lepiej z wami grać.

Zgadza się. Każdy chce wygrać z liderem i pokazać, że nasze miejsce jest przypadkowe. My właśnie staramy się pokazać tym wszystkim ludziom, że to nie jest przypadek. Przypadkowa drużyna nie osiąga 42 punktów. W każdym meczu dajemy z siebie sto procent i chcemy wygrywać mecze.

Najtrudniejszy mecz sezonu do tej pory?

Oj, kilka było takich meczów. Z Legią na wyjeździe (zremisowany 1:1), z Lechią Gdańsk u siebie (wygrany 2:1), z Wisłą Kraków (wygrany 1:0), czy choćby mecze derbowe z Górnikiem Zabrze (3:2 i 2:5). Także nie mówiłbym o jednym meczu, bo jest bardzo dużo spotkań za nami i jeszcze więcej przed nami więc mam nadzieję, że takich konfrontacji czeka nas jeszcze dużo, ale za każdym razem będziemy schodzić zwycięsko.

W kilku meczach jako pierwsi traciliście bramkę. Potem jednak zbieracie się i wygrywacie. To wasza siła?

Czy siła…. Martwi to, że tracimy te bramki, bo zawsze chcemy zagrać na „zero z tyłu”. Nie zawsze to wychodzi, ale takie założenia są zawsze przed meczem. Cieszy na pewno to, że kiedy drużyna przeciwna strzela nam gola, to szybko o tym zapominamy. Dajemy radę się podnieść, zdobywamy bramkę kontaktową, a potem wygrywamy mecze.

Jak przeciwnik strzela gola, to mówiąc w dużym uproszczeniu wszystko zaczyna mu wychodzić. Lepiej się podaje, dokładniej się gra… czy ta przewaga, którą ma inna drużyna was też w jakiś sposób mobilizuje.

Ja może powiem to z trochę innej perspektywy - z perspektywy boiska. Gdy drużyna przeciwna strzela nam gola, to jeszcze nie oznacza, że jesteśmy na straconej pozycji. Przychodzi niepotrzebne rozluźnienie i to może być znak do tego, że to my możemy zaatakować. Możemy przycisnąć rywala na jego połowie i w takich momentach to my musimy pokazać wyższość nad przeciwnikiem. Aby coś osiągnąć, musimy zdobyć te dwie bramki. Nie zawsze to jest dobre, że przeciwnicy strzelają pierwsi gola, ale tak to właśnie wygląda z mojej perspektywy.

To w myśl takiej zasady, którą każdy trener już trampkarzom powtarza „chłopaki gracie dopóki sędzia nie zagwiżdże końca meczu”.

Zgadza się. Gra się od pierwszej minuty do ostatniej. Nie ważne, czy w 90. minucie sędzia zakończy spotkanie, czy przedłuży mecz o 10 minut i koniec będzie w setnej minucie. Gra się do ostatniego gwizdka sędziego. Dopiero wtedy można być pewnym o wynik.

Jaka w tym waszym sukcesie jest rola trenera Radoslava Latala?

Olbrzymia. To od niego zależy, jak będziemy grali, jakim ustawieniem, czy w danym meczu podchodzimy ofensywnie, czy się jednak się cofniemy do defensywy…. On z boku to wszystko widzi. Jest doświadczonym trenerem, ale też utytułowanym zawodnikiem. W przeszłości grał w dobrych klubach i ma trochę inne spojrzenie niż my. Próbuje nam wpajać grę ofensywną. Zresztą wyraźnie widać, że od momentu przyjścia trenera Latala zaczęliśmy częściej atakować. To nam wychodzi i dzięki temu spotykam się z opiniami, że naprawdę super gramy i przychodząc na nasz mecz nikt się nie nudzi. Żaden kibic nawet nie myśli o tym, aby wyjść w 15. minucie, tylko siedzą do samego końca.

Jak oceniacie reakcję kibiców? Są z wami?


Jak najbardziej. Udowodnili to między innymi podczas meczu wyjazdowego w Warszawie. Pojechało około 800 osób. Wspierali nas, cały czas ich słyszeliśmy - to bardzo pomaga w trudnych momentach, bo taki właśnie nam się przydarzył, kiedy Legia strzeliła w 62. minucie. W takiej sytuacji człowiek mógłby się załamać, ale kiedy za plecami słyszysz tych wszystkich fanów, którzy cię dopingują, to wszyscy staramy się pchać ten wózek do przodu.

Co będzie wiosną? Będziecie dalej tak grać?


Czas pokaże. Przed nami mecz z Lechem Poznań, później jest przerwa świąteczna, a potem czeka nas okres przygotowawczy do kolejnej rundy. Nie chcę wybiegać w przyszłość i cokolwiek obiecywać, ale na pewno nie złożymy broni i na pewno będziemy murować bramki. Chcemy osiągać jak największe sukcesy.

Pytam dlatego, ponieważ bywały takie sezony, że ktoś rewelacyjnie grał jesienią, a na końcu sezonu lądował w środku tabeli.

Zgadza się. Tak, jak mówiłem wcześniej, naszym celem przed sezonem była pierwsza ósemka i awans do grupy mistrzowskiej. Nie jest to minimalistyczne podejście - po prostu tak sobie to wszystko ustaliliśmy. Ale oczywiście wiadomo, że teraz będziemy walczyć o jak największe sukcesy dla nas, dla klubu, bo tworzymy historię. Każdy to widzi, wszyscy, którzy są z nami, są częścią tej przygody. Będziemy na pewno chcieli zrobić coś więcej, niż sobie zakładaliśmy przed sezonem.

Kapitan na boisku w drużynie to duże zobowiązanie. Czy opaska kapitańska dodaje panu pewności siebie?

Można powiedzieć, że tak. Dobrze się czuje z opaską kapitana. Trzeba było przestawić myślenie przede wszystkim. Jestem jednym z młodszych zawodników w klubie. Bardzo cieszy mnie zaufanie trenera i drużyny - bo to drużyna mnie wybrała na kapitana. Zaufali mi mimo młodego wieku, nie przestraszyli się i bardzo im za to dziękuje. Jako drużyna jesteśmy w stanie zrobić coś fajnego.

Piast będzie mistrzem?

Tak jak powiedziałem - będę ostrożny z tego typu deklaracjami. Na pewno zrobimy wszystko, aby zaskoczyć.

A myśli pan o Euro 2016 i ewentualnym powołaniu?

Myślę, że każdy zawodnik myśli o tym i marzy o powołaniu do kadry. O Euro na pewno myślę, bo nasza drużyna będzie nas godnie reprezentować. Kibicuje jej z całego serca, a jeżeli chodzi o powołanie, to czas pokaże.