Radosław Michalski jest przekonany, że polscy piłkarze przystąpią do wieczornego meczu eliminacji mistrzostw Europy z Niemcami "przygotowani potrójnie". Jednocześni uważa, że oczekiwania wobec biało-czerwonych są niezwykle wygórowane.

Trener reprezentacji Polski Adam Nawałka (P) i Łukasz Piszczek po przyjeździe do hotelu we Frankfurcie nad Menem /Bartłomiej Zborowski /PAP

Robimy z tego meczu wielkie halo. Jeszcze rok temu triumf u siebie i porażkę na wyjeździe przyjęlibyśmy z pocałowaniem ręki, a teraz oczekujemy zwycięstwa, a minimalnie remisu. Jeśli wygramy bądź zremisujemy będzie super, a naszym zawodnikom należałyby się wielkie brawa, jednak w przypadku porażki nic wielkiego się nie stanie. Gramy dalej. To jest spotkanie z kategorii takich, że do wygrania jest bardzo dużo, a do przegrania bardzo mało - ocenił były reprezentant Polski.

Prezes Pomorskiego ZPN liczy się również z tym, że mistrzowie świata zagrają w piątek na wskroś ofensywnie od pierwszego gwizdka sędziego, ale ma nadzieję, że Polakom uda się rywali skutecznie skontrować.

Niemcy muszą zaatakować, bo nie mają innego wyjścia. Zagrają przecież u siebie, na pełnym stadionie. Poza tym po ostatnim sezonie odczuwają spory niedosyt i teraz będą chcieli pokazać, że znowu są wielką drużyną. Spodziewam się, że pierwsze 20 minut może być dla naszych piłkarzy dość ciężkie, ale mam nadzieję, że uda nam się jakaś kontra. Trener Nawałka ma proste zadanie, bo wiadomo, co najlepiej nam wychodzi i na czym bazujemy od wielu lat. Musimy ustawić się z tyłu i zagrać z kontry - zaznaczył wychowanek Stoczniowca Gdańsk oraz zawodnik takich klubów, jak Legia Warszawa czy Widzew Łódź.

(mal)