Biało-czerwoni rozpoczynają walkę na Mistrzostwach Świata dywizji 1A. W Budapeszcie zmierzymy się z Włochami, Słowenią, Kazachstanem, Węgrami i Wielką Brytanią. Awans do hokejowej elity wywalczą dwa najlepsze zespoły. Najsłabsza drużyna spadnie do dywizji 1B. Zdaniem najlepszego polskiego hokeisty Mariusza Czerkawskiego, biało-czerwoni, mimo osłabieni i kłopotów w związku hokeja, mogą pokusić się o sukces.

Mariusz Czerkawski przewiduje, że Polacy mogą sprawić niespodziankę /Bartłomiej Zborowski /PAP

Patryk Serwański, RMF FM: W związku hokeja nie dzieje się dobrze. Kłopoty finansowe i duże zaległości wobec zawodników reprezentacji to tylko część zmartwień. Czy to może się przełożyć na reprezentację?  Historia sportu pokazuje, że wykluczyć tego nie możemy...

Mariusz Czerkawski, były hokeista NHL: Przykro, że takie rzeczy spotykają moją ukochaną dyscyplinę. Szkoda, że taka dyscyplina, która mogłaby być wiodącą wśród sportów zimowych ma takie problemy. Ciągle czekamy na to, by nasza reprezentacja dołączyła do najlepszych. Ostatnio nie mieliśmy szczęścia do szefów związku. I prezes Chwałka i wcześniej Hałasik odchodzili przed czasem w niesławie. Związek ma problemy finansowe, jest coraz bardziej zadłużony. Były fajne pomysły. Zatrudnienie duetu rosyjskich trenerów - Bykowa i Zacharkina. Teraz selekcjonerem jest Ted Nolan, człowiek z NHL. Oni wprowadzili dużo pozytywnych zmian w naszym hokeju, ale koszty okazały się poważne. Mam nadzieję, że nowy zarząd PZHL sobie z tym poradzi. A wracając do hokeja,  oczywiście, że to gdzieś tam z tyłu głów o hokeistów siedzi, ale mam nadzieję, że ci zawodnicy, którzy przyjechali na ten turniej, założą koszulki z Orłem na piersi i zapomną o problemach. Będą chcieli odnieść sukces i będą walczyć na lodzie w każdym meczu.

Kadra jest też osłabiona. Trener Nolan nie ma wielkiego wyboru. W końcu nie mamy w Polsce aż tylu hokeistów o odpowiednim poziomie. A tu kilku zawodników nam wypadło. Choćby Patryk Wronka. Tal lista nieobecnych jest dłuższa, a u biało-czerwonych brak 3-4 hokeistów to już problem.

Czy chcielibyśmy mieć w drużynie Wronkę, Cichego czy Pasiuta? Oczywiście. Czy teraz reprezentacja będzie słabsza? Na papierze może tak być. Z drugiej strony mamy hokeistów, którzy mogą wejść do drużyny, pokazać się dobrej strony. Dostać czas na lodzie i odpowiednio go wykorzystać. Liczyć będzie się kolektyw i dobra gra w obronie. Ważne, żebyśmy nie łapali głupich kar. To nasza bolączka. Zawodnicy często narzekają na decyzje sędziów, a po prostu trzeba pracować mocno nogami, a mniej kijem. Kluczem będzie też gra bramkarzy. Często kłopotem naszej drużyny jest brak skuteczności. Na takim turnieju takich kłopotów mieć nie można. Liczyć będzie się też przygotowanie motoryczne, bo liczba meczów w krótkim czasie jest duża.

Polacy przed samym turniejem wygrali już w Budapeszcie dwa mecze kontrolne z Ukrainą i Japonią. To drużyny, które szykują się do Mistrzostw Świata dywizji 1B w Kownie, a więc drużyny z niższego poziomu rywalizacji, ale zwycięstwa biało-czerwonym na pewno się przydadzą. O co będziemy walczyć na Węgrzech? O awans? O utrzymanie?

Trafiamy na spadkowiczów z elity. Włosi czy Słoweńcy to mocne drużyny, podobnie Kazachstan. Węgrzy grają u siebie,  więc też nie będzie łatwo. Tutaj każdy mecz będzie miał ogromne znaczenie, różnice mogą zrobić detale. Nie powiem, że każdy może z tej grupy awansować i każdy może spaść, ale ciężko wytypować choćby spadkowicza. Myślę, że powinna to być Wielka Brytania. Ta linia pomiędzy awansem i spadkiem jest bardzo cienka. W dwóch ostatnich latach brakowało nam jednego zwycięstwa, by przejść do Elity. Teraz grupa jest bardzo ciężka, ale uważam, że chłopaków stać na awans.

(ag)