Nasza najlepsza oszczepniczka ma za sobą dwojaki sezon. Z jednej strony pobiła rekord Polski i zanotowała świetny wynik na igrzyskach olimpijskich, z drugiej - na tej ważnej sportowej imprezie zajęła czwarte miejsce. Andrejczyk zaznacza jednak, ze zakończony sezon zmotywował ją do jeszcze cięższej pracy. Przed nią mistrzostwa świata i młodzieżowe mistrzostwa Europy. W rozmowie z RMF FM opowiada o swoich przygotowaniach do kolejnych startów, dlaczego nie pojechała na stypendium do Stanów Zjednoczonych, oraz jak wyglądają jej kontakty z fanami.

Maria Andrejczyk /Adam Warżawa /PAP

Jan Kałucki, RMF FM: Jak zmieniło się twoje życie po igrzyskach olimpijskich?

Maria Andrejczyk: Pewnych zmian nie da się nie zauważyć. Z racji tego, że zajęłam czwarte miejsce w Rio trochę się więcej się ode mnie wymaga. Ale jeśli chodzi o życie prywatne, to absolutne nic się nie zmieniło.

Przybyło ci polubień na Facebooku

Tak, tych obserwujących zebrało się trochę (w tej chwili ponad 33 tysiące - dop. red.).  Nie mam z tym najmniejszego problemu. Wręcz przeciwnie. Jest grono kibiców, którzy śledzą moje poczynania sportowe. Każde dobre słowo mnie motywuje.

A rozmawiasz z fanami?

Staram się. Nie zawsze mi to wychodzi, ponieważ teraz studiuje i muszę poświęć trochę czasu na naukę, ale jeżeli mam okazję, to zawsze coś napiszę.

A o co pytają kibice? Nie musisz odpowiadać, jeśli naruszam tajemnicę korespondencji.

(śmiech) Najczęściej: "czy wyjdziesz za mnie?". A tak poważnie, to pytają się o najróżniejsze rzeczy. Niektórzy są ciekawi kiedy odbędą się najbliższe zawody z moim udziałem. Większość osób się nie orientuje, że nie rzuca się oszczepem w hali. Wszystko jest na moim fanpage’u - tam zamieszczam wszystkie informacje.

Zakończony sezon pamiętamy doskonale - rekord Polski i to pechowe czwarte miejsce na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Wówczas nie ukrywałaś wściekłości przed kamerami telewizyjnymi. To była taka typowa "sportowa złość", ale mimo tych wszystkich emocji chyba nie można powiedzieć, że to był sezon przegrany.

Nie, w żadnym wypadku. Poprzedni sezon był przeogromnym krokiem w mojej karierze. To był swego rodzaju przełom. Dlatego myślę, że tamten sezon był wręcz udany. Oczywiście szkoda tego czwartego miejsca. Był smutek i żal, tym bardziej że do medalu zabrakło dwóch centymetrów. Ale taki jest sport, jest nieprzewidywalny. Przede mną dużo nauki, ale mam zapał do pracy. Wiem, że teraz muszę pracować dużo ciężej, aby już nigdy mi nie zabrakło ani jednego centymetra. Pierwszy obóz już w piątek w Szczyrku.

Już się zaczyna!

Tak, już się zaczyna i bardzo się cieszę.

Czyli już bez najmniejszych problemów zaczynasz myśleć o przyszłych startach.

Problemów na ogół nigdy nie ma. Są wyzwania. A co do przyszłych startów to myślę o nich cały czas odkąd zakończyły się igrzyska w Rio, ponieważ uważam że nie ma sensu rozpamiętywać tego co było, tylko z uśmiechem i motywacją patrzeć w przyszłość. Będą mistrzostwa świata w Londynie, mistrzostwa Europy w Bydgoszczy do lat 23 - to są moje dwa główne cele.

Celujesz w jakieś konkretne miejsca?

Oczywiście!

W jakie?

A nie powiem (śmiech)!

To co, zostawimy ludzi bez tej informacji?

Wrócimy do tego pytania po mistrzostwa świata w Londynie (śmiech).

Jako nastolatka, po zdobyciu tytułu wicemistrzyni województwa, dostałaś propozycję wyjazdu do USA. Zaoferowano ci sportowe stypendium. W ostatniej chwili zrezygnowałaś. Dlaczego?

To prawda, miałam ogromną szansę wyjechania na Florydę. Miałem też propozycje z innych uczelni, z różnych stanów. Amerykanie stawiają na perspektywicznych młodych sportowców, którzy chcą się rozwijać i są ambitni. Uniwersyteccy trenerzy zapraszają do swoich uczelni, a mi się najbardziej spodobała Floryda ponieważ wiem, że tam studiował Dariusz Trafas - rekordzista Polski w rzucie oszczepem. Byłam szalenie zainteresowana, ale w którymś momencie zadałam sobie jednak pytanie: czy to są moje marzenia, czy kogoś innego? Zrezygnowałam i to była bardzo dobra decyzja, ponieważ gdybym wyjechała do USA, to siedziałabym na uczelni, a tak byłam w Rio de Janeiro.

Zostałaś na przepięknej Suwalszczyźnie. A jak fakt, że trenujesz właśnie daleko od wielkomiejskiego zgiełku, blisko przyrody, gdzie jest cisza, spokój, las. Jak to przekłada się na treningi.

(śmiech) Pięknie to zabrzmiało, że jestem blisko przyrody... w lesie. Ale uwielbiam tam biegać, odbywać długie spacery. To mnie wycisza, uspokaja. Jestem wtedy jakby w zupełnie innym świecie. Bardzo lubię trenować w takiej rodzinnej atmosferze. Mam wtedy wsparcie najbliższych, a poza tym lepiej mi się pracuje ze świadomością, że jak wrócę do domu będzie na mnie czekała cała rodzina, gdzie mogę powiedzieć jak było na treningu. Porozmawiać o moich problemach, rozterkach. Jest wtedy znaczne łatwiej. To wszystko jest wbrew pozorom bardzo potrzebne i było mocnym argumentem aby zostać w Polsce. Rodzina jest dla mnie ogromnym wsparciem.

To jak wyglądają ostatnie zajęcia przed zgrupowaniem w Szczyrku i jak to zgrupowanie będzie wyglądało?

Tam już tak konkretnie wejdziemy w trening. Będzie dużo wycieczek w góry. Będzie też dużo wydolnościowych treningów... to wszystko ma mnie przygotować do wysiłku i pracy którą będziemy wykonywać zimą. Teraz jest luźne bieganie. "Aerobik z Chodakowską" (śmiech) - muszę przyznać, że ma dziewczyna formę. A oprócz tego rolki i siatkówka, którą bardzo lubię i pomaga mi się wyżyć. Pochwalę się, że będę grała w siatkarskiej drużynie uniwersyteckiej.

I na sam koniec... Metallica wypuściła singiel promujący nową płytę - oczekujesz jej z dużą niecierpliwością? Pytam dlatego bo na jednym filmiku na Facebooku miałaś koszulkę z okładką płyty Master of Puppets i zapunktowałaś u fanów thrash metal

Tak wiem! (śmiech). To, że mam koszulkę Metalliki nie oznacza, że jestem zagorzałą fanką. Ale na pewno przesłucham najnowszy album.