"Widać, że Austriacy znają tę skocznię. Na rozbiegu osiągają większe prędkości od nas. To będzie ich dodatkowym atutem" - mówi po kwalifikacjach w Innsbrucku Maciej Kot. Zajął w nich drugie miejsce. Wygrał Austriak Stefan Kraft. "O tym, kto wygra 65. Turniej Czterech Skoczni przesądzi ostatni skok w Bischofshofen" - dodaje Kot w rozmowie z Patrykiem Serwańskim z redakcji sportowej RMF FM.

Maciej Kot podczas skoku w kwalifikacjach do konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku /Grzegorz Momot /PAP

Patryk Serwański: Dzisiaj drugie miejsce, najlepszy wynik wśród Polaków - 132 metry. Powiedz, jak ty się tutaj czułeś? Jak ci się skacze na Bergisel?

Maciej Kot: Skacze mi się dobrze. Ja tę skocznię lubię. Ona jest bardzo trudna, taka techniczna, ale akurat takie skocznie naprawdę lubię, leżą mi. Pierwsze dwa skoki nie były jeszcze optymalne, cały czas pracowałem nad pewnymi elementami skoku i to wszystko wyskładałem do kupy przed tym skokiem kwalifikacyjnym i on rzeczywiście był na bardzo dobrym poziomie. Myślę na takim, jakiego bym oczekiwał w konkursie.

Jutro w konkursie, w pierwszej serii, pojedynek polsko-polski: Maciej Kot - Klemens Murańka.

Tak, polsko-polski, po raz kolejny w tym Turnieju Czterech Skoczni. Myślę, że przede wszystkim nie można dać się ponieść emocjom, bo skacze się jednak samemu. Dla nas powinny to być normalne zawody Pucharu Świata, bo summa summarum później liczą się indywidualne punkty, z którymi przechodzi się do drugiej serii. Wiadomo, jest to jakiś taki dodatkowy smaczek, przede wszystkim dla kibiców.

Od razu widać, że jesteśmy w Austrii. Jak się spojrzy na listę z wynikami, to: Haybeck, Fettner, Kraft, wszyscy w czołowej szóstce, siódemce, do tego jeszcze wy i Tande. To jest tak naprawdę teraz czołówka tych kwalifikacji. Czy to może jutro wyglądać podobnie? Czy ktoś jeszcze się może włączyć, bo Austriacy wiadomo, że u siebie będą niezwykle mocni. Może nawet wyprą Niemców.

Ja mam nadzieję, że to będzie wyglądać podobnie. Oczywiście Kamil nie skakał i mam nadzieję, że Kamil jeszcze dołączy do naszego wysokiego poziomu, o co jestem oczywiście spokojny. Austriacy zawsze byli mocni u siebie. To zawsze było widać tu, w Innsbrucku, w Bischofshofen. Oni rzeczywiście wcześniej przygotowują się na tych skoczniach, znają je bardzo dobrze. Poza tym widać też po prędkościach dojazdowych, że coś jednak przetestowali wcześniej, że troszkę nas odjeżdżają, co też jest dla nich dodatkowym atutem. Zawsze są silni, dlatego pewnie większość chce uniknąć pary z Austriakiem. Stefan Kraft wygrał dzisiaj kwalifikacje, więc też pokazał, że jest naprawdę mocny, no i trzeba będzie skakać naprawdę bardzo dobrze i bardzo równo, żeby tutaj myśleć o wysokich miejscach.

Też nawet patrząc na te rezultaty, różnice punktowe w kwalifikacjach bardzo niewielkie. Wiadomo, że w Bischofshofen będą dużo większe, bo jednak skocznia jest większa. Myślisz, że po tym konkursie jutrzejszym, dużo się zmieni w klasyfikacji generalnej?

Myślę, że nie. Ja od początku stawiałem na to, że Turniej Czterech Skoczni rozstrzygnie się dopiero w ostatnim skoku w Bischofshofen, bo poziom w tym roku jest bardzo wysoki, ale wyrównany. Naprawdę ciężko teraz wytypować jednego faworyta i myślę, że te różnice będą tak niewielkie, że rzeczywiście zadecyduje ostatni skok w Bischofshofen. To jest rzeczywiście mała skocznia, na której raczej nie można dużo zyskać, ale naprawdę można wiele stracić.

APA