Drużyna z Andaluzji wygrała dwie ostatnie edycje, ale szkoleniowiec "The Reds", Juergen Klopp zaznacza że w tym meczu nie będzie faworyta. Początek meczu w środę o 20.45.

Trening Sevilli przed finałem /GEORGIOS KEFALAS /PAP/EPA

Zarówno Liverpool, jak i Sevilla nie mogą uznać zakończonego sezonu za udany. Zespół z Hiszpanii nie zawojował Ligi Mistrzów i w tabeli Primera Division zajął dopiero siódme miejsce. Liverpool po kiepskim początku musiał zmienić trenera i pod wodzą Juergena Kloppa zakończył ligowe boje na dziewiątej pozycji. Choć rozgrywki w Lidze Europy są przez wielu kibiców i piłkarzy uważane jako "liga pocieszenia", to stawka środowego meczu jest olbrzymia - udział w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów!

Sevilla może przejść do historii. Nikt wcześniej nie wygrał Ligi Europy pięć razy. Nikomu nie udała się również ta sztuka trzy razy z rzędu. Ale te wszystkie wyniki nie robią większego wrażenie na Juergenie Kloppie. Co znaczy wygrana sprzed dwóch lat? Co znaczy triumf sprzed roku? Nic. Nawet jeśli nawet masz doświadczenie, to nie znaczy od razu, że masz przewagę. To tylko jeden z wszystkich elementów, które składają się na mecz - mówi Niemiec przed meczem. Liverpool, podobnie jak Sevilla, jest niepokonany w finałach Pucharu UEFA. "The Reds" sięgali po to trofeum w 1973, 1976 i 2001 roku.

Liverpool kilkukrotnie pokazywał, że jest drużyną nieobliczalną. Najlepiej obrazuje to ćwierćfinałowy, szalony mecz z Borussią Dortmund. Ekipa "The Reds" po pierwszej przeciętnej połowie przegrywała 0:2. W drugiej części liverpoolczycy zaskoczyli absolutnie wszystkich, strzelili cztery gole i ostatecznie wygrali 4:3. Sevilla natomiast przez cały sezon bardzo słabo gra na wyjeździe, ale między innymi dzięki wysokim zwycięstwom na własnym stadionie, wygranej z Athletikiem Bilbao po konkursie rzutów karnych i świetnej grze Kévina Gameiro, będą grać w finale Ligi Europy.

Mecz na stadionie imienia Świętego Jakuba w Bazylei może być też wyjątkowy dla Grzegorza Krychowiaka. Pomocnik reprezentacji Polski ma szansę na drugie zwycięstwo w Lidze Europy. Chcę kolejnego tytułu, chcę wygrać, cała drużyna czuje głód. Będziemy się cieszyć tym meczem wspólnie z naszymi kibicami. Dobrze wiemy, że ten finał może nam przynieść kolejne trofeum i zapewnić miejsce w Lidze Mistrzów. To trzeci z rzędu finał i nie wiemy, kiedy będziemy mieli następną taką okazję - podkreśla Krychowiak, cytowany przez internetową stronę Sevilli.

Trenerzy obu zespołów w środowy wieczór nie będą mieli do dyspozycji wszystkich swoich zawodników. Ze względów zdrowotnych w zespole Liverpoolu nie będzie mógł zagrać Danny Ings, oraz zawieszony Mamadou Sakho. W kadrze meczowej znalazło się natomiast miejsce dla Divocka Origiego i Jordana Hendersona, którzy ostatnio zmagali się z problemami zdrowotnymi. Tymczasem Sevilla będzie musiała sobie poradzić bez dwóch zawodników leczących urazy: Jose Antonio Reyesa i Michaela Krohn-Dehliego.

To będzie pierwsze oficjalne spotkanie dla obu ekip. Na przedmeczowej konferencji prasowej Juergen Klopp obiecał swoim kibicom, że jego piłkarze zrobią wszystko co w ich mocy, aby przywieźć do Anglii trofeum. Szkoleniowiec Sevilli, Unai Emery podkreślił natomiast, że fakt iż jest to trzeci z rzędu finał Ligi Europy pokazuje, jak poważnie drużyna z Hiszpanii podchodzi do rywalizacji w tych rozgrywkach i jak bardzo jego podopieczni są głodni kolejnego zwycięstwa w tych rozgrywkach. Można się tylko domyślać jak wielki głód zwycięstwa musi mieć Klopp, który jeszcze nigdy nie wygrał w europejskich rozgrywkach. Emery podnosił zwycięskie trofeum już dwa razy i jeśli jego drużyny wygra w środę, wyrówna osiągnięcie Giovanniego Trapattoniego. A więc Klopp czy Emry? Odpowiedź na to pytanie poznamy w środę około godziny 20.45.

(az)